Richie Silverman. Los Angeles, styczeń 1979 roku

radość na kwasie

Fotograf odkrywa skrzynię skarbów, pełną niezwykłych zdjęć z lat 70.

tekst Emily Manning; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
13 Lipiec 2016, 4:01pm

Richie Silverman. Los Angeles, styczeń 1979 roku

Roger Steffens stacjonował w Wietnamie i należał do oddziału toczącego wojnę psychologiczną. Zajmował się tworzeniem propagandy, a jego dowódca kazał mu fotografować wszystko, co widział. Gdy Roger wrócił do domu, kontynuował pieczołowite rejestrowanie codzienności w słonecznej Kalifornii. Pokazał kontrkulturę, najbardziej przełomowe czasy w historii Ameryki. Teraz Steffens i jego rodzina dzielą się z nami 40 tysiącami osobistych zdjęć, a wszystko w projekcie „The Family Acid" (Rodzinny kwas), który został wydany w formie książki i żyje również na Instagramie.

Steffens nie bez powodu był nazywany „Forrestem Gumpem LSD". Jednak główną różnicą, która dzieli Rogera i Forresta, jest świadomość. Gump nie zdawał sobie sprawy, że jest świadkiem najbardziej przełomowych momentów XX wieku. Steffens za to rozkoszował się swoim pudełkiem czekoladek z psychodelikami i rozumiał, jak bogate było jego życie.

Żółty Cadillac ojca, okolice Yosemite, Kalifornia, październik 1988 roku

Życiorys Steffensa łączy wiele profesji i pokazuje niezwykle bogate życie, wykorzystane w pełni. Roger był m.in. kuratorem, redaktorem, encyklopedystą, dyskografem, biografem, dyrektorem do spraw promocji w radiu i pisarzem (stworzył na przykład teksty na kolekcjonerskich kartach z Bobem Marleyem). Oprócz tego jest także fotografem amatorem. Teraz 74-letni Roger świętuje otwarcie swojej pierwszej wystawy „The Family Acid" w nowojorskiej Benrubi Gallery.

Chociaż Steffens zawsze nosił przy sobie aparat Kodak Brownie, fotografią zajął się na poważnie dopiero w 1968 roku, gdy został powołany do armii. Trafił do oddziału toczącego wojnę psychologiczną w wojnie wietnamskiej, gdy miał 25 lat. Po zorganizowaniu kampanii dla uchodźców, która miała pomóc rodzinom żyjącym w kanałach Sajgonu, pułkownik Steffensa powierzył mu jego własny dywizjon, zajmujący się akcjami społecznymi. Postawił mu tylko jeden warunek: musiał fotografować wszystko, co zobaczył.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Opalanie z poetą Markiem McCloskeyem, Berkeley, Kalifornia, sierpień 1972 roku

La Jolla, Kalifornia, grudzień 1980 roku

„Miałem zapewnione darmowe klisze i wywoływanie przez dwa lata, a do tego pozwalali mi zatrzymać zdjęcia", powiedział mi przez telefon Steffens, który siedział w domu w Los Angeles (sześć pokoi zajmuje olbrzymia kolekcja płyt i pamiątek związanych z reggae). To była najjaśniejsza strona jego 26-miesięcznej służby. „Zawsze miałem dość dobre oko, bo jako dzieciak spędziłem dużo czasu w nowojorskich muzeach, mama bardzo lubiła sztukę. Ale nie zostałem do tego wyszkolony i nie miałem cierpliwości do pracy w ciemni", wyjaśnia. „Kierowałem się instynktem".

W trakcie wojny zrobił ponad 20 tysięcy zdjęć, na których uwiecznił pulsujące ulice Sajgonu, młodych taoistycznych mnichów oraz żołnierzy w szczerych momentach. „Znalazłem się w samym środku stolicy, w której dniem i nocą tętniło życie. Prawdziwa uczta dla oczu, bardzo odlotowe środowisko, które było zupełnie inne od wszystkiego, co widziałem", mówi Steffens. „Zapachy, dźwięki, duszący upał. To wszystko wyostrzyło moje zmysły. Mój wzrok zawsze przyciągały fascynujące rzeczy, a Wietnam to wszystko zapoczątkował".

Na początku lat 70. mój tata mieszkał w Maroku. To zdjęcie powstało na kempingu w Marrakeszu. 1971 rok.

Ofensywa Tết, Sajgon. Nad nami działo na helikopterze strzela 5 tysiącami pocisków na minutę. Co piąty z nich to pocisk smugowy, który pozostawia widoczny ślad, który pomaga lepiej wymierzyć w cel. Wietnam, luty 1968 roku.

Gdy Steffens wrócił ze służby, dalej fotografował swoje życie codzienne z równym zapałem. Tym razem uwieczniał jednak Amerykę w jednym z najbardziej przełomowych momentów i pokazał narodziny kontrkultury. „Większość moich znajomych zajmowała się sztuką: byli poetami, aktorami, pisarzami, malarzami, fotografami — członkami bohemy. Gdy w końcu dostałem swój program w KCRW w 1979 roku, mogłem zaprosić na antenę każdego, kto byłby ciekawym gościem".

Fotografował hipisowskie targi w Mendocino (gdzie w 1975 roku na kwasie poznał swoją przyszłą żonę, Mary), bilbordy i reklamy na odcinku Sunset Boulevard zwanym Sunset Strip oraz rejon Big Sur, w którym góry wyrastają z morza. Pewnego dnia omyłkowo wykorzystał kliszę, która była już poprzednio naświetlona przez jego przyjaciela, legendarnego aktywistę antywojennego, Rona Kovica. Zainspirowany wynikiem tej pomyłki zaczął robić zapierające dech w piersiach zdjęcia z podwójną ekspozycją. W ten sposób chciał pokazać, jak wyglądał świat po psychodelikach. „Próbowałem oddać poczucie, w którym wydaje ci się, że widzisz to, co znajduje się za innymi obiektami. Tak działa kwas: pozwalał podnieść zasłonę i zobaczyć strukturę, dostrzec powietrze, którym oddychasz", wyjaśnia Steffens.

Mimo jego wielu podróży, fascynującego grona przyjaciół, współpracowników i wyjątkowego oka, fotki Steffensa były prywatnym projektem — zakręconym, kolorowym albumem rodzinnym. W połowie lat 90. jego córka Kate zaczęła archiwizować filmy ojca, a w 2012 roku jego syn Devon zeskanował wszystkie 40 tysięcy filmów. Kate założyła konto na Instagramie, żeby się nimi dzielić. Wybrała nazwę, która stała się alternatywną ksywką Steffensa oraz nazwą jego prac: The Family Acid, czyli rodzinny kwas. Po zebraniu prawie 35 tysięcy obserwujących postanowili opublikować fotoksiążkę.

Philip Michael Kolman. Big Sur, Kalifornia, czerwiec 1978 roku

Północna Kalifornia, marzec 1974 roku

Co się zmieniło lub zmieniało, gdy wróciłeś do Stanów po wojnie?
Wróciłem kilka miesięcy przed inwazją Kambodży i masakrami w uniwersytetach Kent State i Jackson State [w czasie których służby porządkowe zastrzeliły nieuzbrojonych studentów]. To był rok, w którym ruch protestów przyhamował, stracił swój rozpęd, bo zaczęto zabijać studentów. We wczesnych latach 70. z wielomiesięcznym wyprzedzeniem poproszono mnie, żebym przeczytał wiersze i poprowadził wykład na temat wojny w Wietnamie. Jednak okazało się, że na początku maja nie byłem już mówcą, wygłaszającym wykłady dla studentów, ale rzecznikiem komitetu strajkowego, bo prawie wszystkie szkoły w Ameryce strajkowały. To był zupełnie nowy sposób podejścia do wykładów o Wietnamie, bo przecież gdy pojechałem na wojnę, byłem konserwatystą, popierającym Goldwatera! Na wykład przyszło wielu ludzi, którzy nigdy nie posłuchaliby pacyfisty. Znali mnie jako konserwatywnego dzieciaka sprzed wojny. Z wykładu dowiedzieli się, przez co przeszedłem w Wietnamie. Opowiadałem ludziom o swoim doświadczeniu osobiście, mówiłem, jak to radykalnie mnie zmieniło.

Cynthia Copple koło Stonehenge, październik 1971 roku

Jak opisałbyś dźwięki i style, które wykluły się w ramach kontrkultury? Co ludzie nosili, czego słuchali — jak wyrażali siebie?
We wczesnych latach 70. wszyscy kochali kolory, jaskrawość. Ubrania według dzisiejszych standardów były bardzo krzykliwe, włosy bardzo długie, nawet prowadzący programy telewizyjne mieli długie, krzaczaste baki. Wszyscy nosiliśmy szaliki, apaszki i korale. To był prawdziwy gabinet osobliwości, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ludzie kochali muzykę. Przez koncertem Altamont rockowe festiwale były radosnymi spotkaniami dzieci kwiatów. W latach 70., a szczególnie latem 1966 roku, naprawdę myśleliśmy, że nastały nowe czasy. Świat miał się zmienić raz na zawsze, miał być wypełniony miłością, poczuciem wspólnoty i kreatywności. Naprawdę wierzyliśmy w ten bełkot.

Podoba mi się wiele rzeczy w twoich zdjęciach. Jedną z nich jest poczucie humoru. Dzieci bawią się z ogromnymi krzakami marihuany, na samochodach widzimy zabawne teksty. Czy dostrzegasz w tych zdjęciach jakieś motywy przewodnie?
Jeśli miałbym opisać moje zdjęcia jednym słowem, wybrałbym radość. Kiedy wracam do świetnych fotoksiążek, szczególnie z lat 70., widzę, że są bardzo mroczne. Ludzie fotografowali zaułki w Harlemie, biednych ludzi na południu, którzy byli bezdomni i walczyli w gettach — wszystkie te straszne, straszne rzeczy, przez które przechodziliśmy. Mimo to w wielu momentach przeżywaliśmy też radosne, wspólne chwile. Ludzie często patrzyli na moje zdjęcia i mówili: „Wszyscy się uśmiechają", jakby to było coś złego.

The Family Acid można podziwiać w Benrubi Gallery od 7 lipca do 26 sierpnia 2016 roku.

@thefamilyacid

Tata podwójnie naświetlony przez mamę. Kanion Palo Colorado, Big Sur, Kalifornia, sierpień 1978 roku

Zachód słońca w Big Sur, sierpień 1978 roku

Winters, Kalifornia, marzec 1981 roku

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Roger Steffens
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
LSD
Kultura
bunt
Roger Steffens
wojna
ameryka
wietnam
szczęście
protesty
Radość
kontrkultura
lata 70
The Family Acid
kwas
odlot