festiwal filmowy w berlinie intryguje

Szumowska triumfuje, Sally z Mad Menów szaleje w nowym filmie

tekst Colin Crummy
|
16 Luty 2015, 4:55pm

Być może to właśnie na Berlinale po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć głośne Piędziesiąt twarzy Greya, co nie zmienia faktu, że na festiwalu działo się o wiele więcej, niż tylko udział barwnej postaci Jamiego Dornana, który i tak skradł publikę. Jego nowy film to jedna z najlepiej recenzowanych premier na berlińskim festiwalu od 45 lat to przełom seksualności i wieku patrząc na reżysera serialu Looking Andrew Haigha oraz gwiazdy takie jak Charlotte Rampling i Tom Courtney, którzy obchodzą właśnie 45 rocznicę ślubu. Instytucja małżeństwa zostaje wystawiona na próbę, kiedy mąż otrzymuje informacje, że jego była dziewczyna po latach od wypadku narciarskim została odnaleziona.

W swoim debiucie na srebrnym ekranie, gwiazda serialu Mad Men, Sally Draper, czyli Kieran Shipka wychodzi poza lata 60, żeby pojawić się w dziwacznym, surowym świecie thrillera One & Two. Wciela się tu w postać Evy, która wraz ze swoim bratem Zackiem, jest więziona w domu przez rodziców i zmuszana do rpaw fizycznych. Przed ucieczką z domu powstrzymuje ich wysoki mur, otaczający posiadłość. Film trzyma w napięciu i zaskakuje, w pewnym momencie dowidujemy się np., że dzieciaki potrafią się teleportować.
Do największych hitów festiwalowych można zaliczyć Knight of Cups Terrenca Malicka. Film opowiada historię scenarzysty (Chrisian Bale), którego losy obfitują w dużą ilość seksualnych zbliżeń, w bardzo hollywodzkim stylu. To wszystko w najlepszej konwencji nowego Malicka, którego możecie kojarzyć m.in z Drzewem życia. Wśród wielkich hitów znalazło się miejsce dla Nicole Kidman, która gra rolę odkrywczyni Gertrude Bell w nowym filmie Queen of the Desert Wernera Herzoga. To biograficzny obraz o nieustraszonej poszukiwaczce przygód, która wbrew dezaprobacie otoczenia, w 1892 roku zdecydowała się wyruszyć na Bliski Wschód. James Franco zagrał jednego z jej dwóch absztyfikantów, choć prawdziwą pasją Gertrudy był najwyraźniej trekking.


Nie tylko nowe kino zwróciło naszą uwagę na tegorocznym festiwalu. Wersja reżyserska 54 to hołd dla nowojorskiej sceny klubowej i oda do celebryckiej sławy, ale pokazuje, też odcień pustego imprezowego życia. Film był mocno okrojony przed premierą w 1998 po tym jak producent wykonawczy Harvey Weinstein nalegał na ujęcia i nowe kadry, które miały być mniej dwuznaczne i „wolne seksualnie". Ta wersja reżyserska wydaje się być bardziej prawdziwa. Na ekranie oglądamy znane Studio 54 wraz z Ryanem Philippem, który wciela się w role półnagiego, nonszalanckiego chłopaka z New Jersey, który odkrywa swoją biseksualną stronę, a Mike Mayers, jako Steve Rubell, gra współwłaściciela i rozpustnika romansującego ze podwładnymi.

Niezmiernie cieszy nas nagroda dla Małgorzaty Szumowskiej, która zgarnęła Srebrnego Niedźwiedzia za swój nowy film Body/Ciało. To już czwarty pełnometrażowy obraz polskiej reżyserki, pokazywany na Berlinale. Film został ciepło przyjęty przez branżę filmową.To poruszająca i głęboka historia o życiu i jego przejawach nawet w zaświatach. Chociaż reżyserka zaznacza, że każdy może inaczej ją odebrać, to jednak dla niej, jest to film o wierze. Scenariusz powstał z myślą o Januszu Gajosie, który, jak podkreśla reżyserka: "Zawsze szuka prawdy na ekranie." U jego boku zagrała także Maja Ostaszewska, która w 100% poświęciła się dla swojej roli obcinając włosy i wystepując bez makijażu. Body/Ciało to także filmowy debiut Justyny Suwały, amatorki, która wcieliła się w wymagającą rolę anorektyczki. Liczymy na wiecej takich sukcesów polskiego kina. Oby tak dalej!

Tagged:
Berlinale
premiery
ciało
szumowska
berlin film festiwal