nowy jork, jakiego nie znacie

Zdjęcia Daniela Arnolda pokażą ci Nowy Jork, o jakim już wszyscy zapomnieli i który prawie w całości wyparła gentryfikacja.

tekst i-D Staff
|
04 Sierpień 2015, 5:18pm

Daniel Arnold, który przeprowadził się do Nowego Jorku dokładnie 13 lat temu, jest w mieście znany jako „paparazzi dla nieznajomych". Wszystko dzięki niezwykle szczerym, emocjonalnym i łapczywym ujęciom, uwieczniającym momenty, które przemijają w mgnieniu oka. Jego ultrapopularne konto na Instagramie pomogło mu osiągnąć tzw. wyżyny, bo Daniel robił już zdjęcia dla Vogue'a, jednak dużo bliżej mu do spania w metrze, robienia selfie i włóczenia się po nowojorskich chodnikach. Spotkaliśmy się z nim pewnego popołudnia, aby porozmawiać z nim o sławie, cenzurze, ewolucji Instagrama oraz dlaczego w dzisiejszych czasach młodzi artyści o feministycznych poglądach to „pieprzeni wojownicy".

Mieszkasz w Nowym Jorku już 13 lat. Jakie zauważyłeś zmiany?
Każdy chce sobie zatrzymać w pamięci jeden moment w czasie, w którym istnieją konkretne sklepy, restauracje, a także ludzkie postawy, coś, do czego można się odwołać i z czym utożsamiać. Mówiąc to, myślę też, że to, z jaką prędkością się wszystko zmienia w Nowym Jorku, jest akurat fajne. Mrugasz i za chwilę miejsca nie ma, od tej pory istnieje tylko w twojej głowie, albo właśnie na zdjęciach. Nowy Jork, który siedzi w mojej głowie, prawdopodobnie nie istnieje. Nowy Jork w mojej głowie pamięta czasy, gdy przyjeżdżałem tu zwiedzać, mając 9 lat i gdy moja buntownicza kuzynka zabrała mnie do Chinatown, żebyśmy zobaczyli prawdziwe nunczako. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, jak bardzo te wypady za dziecka wpłynęły na mnie, jak i na moje zdjęcia. Oczywiście nie chodzi tutaj jedynie o dziecięce wspomnienia, to poszło dużo dalej, jednak punktem zapalnym było znalezienie „dowodów", że te miejsca nie istnieją tylko w mojej głowie.

Robiłeś zdjęcia na balu Met dla Vogue'a, co zdaje się totalnym przeciwieństwem tego, co zwykle fotografujesz. Jak byś porównał to doświadczenie do ulicy?
Zamysł, że jestem ulicznym fotografem, jest jak najbardziej uzasadniony, aczkolwiek bardziej wywodzi się to ze zwykłego zbiegu okoliczności. Ja jestem tylko zwykłym żulem. Pragnę nowych zdjęć, aby poczuć dumę z każdego, poszczególnego dnia. I jakoś tak się dzieje, że najlepszym i nieustannie interesującym źródłem takich zdjęć jest to, co mam pod nosem, czyli ulica. Strasznie się jaram, gdy jestem w pomieszczeniu, do którego nie należę, gdy odkrywam nowe miejsce, zupełnie, jakbym był na innej planecie. Muszę wtedy wyłapać zasady, a następnie je złamać. Dlatego więc bal Met był, kurwa, jak sen - wybierałbym bal Met nad ulicę każdego dnia! Był taki moment, że stałem sobie gdzieś w środku w rzece 700 gwiazd, a oni wszyscy mnie mijali, niczym niewidoczny kamyk.

Z jednej strony w stu procentach czułem, że to moje zdjęcia, a z drugiej czułem na sobie taką presję, jak nigdy dotychczas. W sensie, że miałem tę niesamowitą okazję zrobić zdjęcia tym wszystkim ludziom i już nigdy ich więcej nie zobaczyć. Nie spodziewałem się po sobie jednak takiej dawki odwagi i totalnego bezwstydu, na jakie się tego dnia zdobyłem. Serio, nie wiem, kto to wtedy był, kucając gdzieś w rogu jadalni między Madonną i J.Lo i spoglądając prosto w nozdrza Rihannie. 13 lat mieszkania w Nowym Jorku dały mi tę dziwną przypadłość robienia czegoś aż do momentu, w którym ktoś powie mi „stop". Do włażenia wszędzie, przez wszystkie drzwi, aż ktoś mi powie, żebym się wynosił.

W 2012 roku Instagram skasował ci konto za zdjęcie topless. Dziś, 3 lata później, wydaje się, że cenzura online i „strażnicy" przyzwoitości naprawdę urośli w siłę. Jak ty to widzisz?
#Freethenipple nie jest raczej moim osobistym problemem, bo ludzie na moich zdjęciach nie muszą być nadzy, aczkolwiek uważam to za niezwykle interesującą kwestię. Po pierwsze, próby wyeliminowania nagości w necie są po prostu idiotyczne - to jak próbować wywieźć piasek z plaży. Branża porno zrobiła dla technologii więcej niż podróże w kosmos. Chociaż czuć tę cenzurę, która jest jakimś głupim reliktem po zamierzchłych czasach, to bardziej odczuwam opór przeciwko niej. To naprawdę niezwykłe, w jaki sposób kobiety odzyskują siłę. Ta walka z cenzurą może dużo zmienić. To, co Ally Marzella i India Salvor Menuez [współczesne artystki - przyp. tłumacza], a także cała banda innych dziewczyn robi z własną seksualnością, jest nie tylko przejawem siły, ale też wykracza poza seks, zresztą w cholernie interesujący sposób. 

Niezwykłe jest to, w jaki sposób dokumentujemy dzisiejszy świat.
Wystarczy tylko o czymś pomyśleć i pyk - to jest wszędzie. Co, w zestawieniu z tempem i żarłocznością, jakie narzuca Instagram, daje taki efekt, że już każdy jest od tego uzależniony. Poznałem wielu ludzi z poprzednich pokoleń fotografów i zawsze byłem ostrzegany, żeby dokładnie śledzić swoje własne tempo. Ja się trochę pohamowałem, ale uważam, że istnieje coś bardzo wartościowego w tym, że mamy tę wielką platformę, która bezustannie domaga się uwagi. Dzięki Instagramowi możemy obserwować ewolucję. 

W przedmowie do albumu The Ballad of Sexual Dependency, fotografka Nan Goldin wspomina, że czasem chciałaby, aby aparat nie był urządzeniem, ale żeby za pomocą mrugnięcia można było utrwalać chwile. Czy też tak czasami masz?
Dziś, gdy szedłem do tego parku, dwie ortodoksyjne Żydówki, siostry, w identycznych czarnych spódnicach, zielonkawych koszulach, skarpetach z falbankami i czarnych butach, biegły sprintem w moim kierunku, trzymając w rękach skakanki. Oczywiście cyknąłem zdjęcie, ale to zabawne, że akurat o tym wspomniałeś. Bardzo rzadko myślę w konkretnych kategoriach, a właściwie to nigdy. Robię zdjęcia prosto z serca, pod wpływem emocji, a dobra połowa z tego się nie nadaje, po prostu nie mam czasu na kompozycję. Tak nie jest zbudowany świat, Rzeczy, a raczej, dobre rzeczy, nie trwają długo.

@arnold_daniel

whentosaynothing.com

Zobacz też: Jak zmienił się Nowy Jork od lat 80.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Daniel Arnold

Tagged:
NY
sztuka
nowy jork
Daniel Arnold
gentryfikacja