wirtualna rzeczywistość björk

Podglądamy spektakularną wystawę z drugiego końca świata. Björk, muzyka i technologia.

tekst Rosie Dalton
|
08 Czerwiec 2016, 11:20am

Zostaliśmy zaproszeni na przedpremierowy pokaz nowej wystawy Björk w australijskiej galerii Carriageworks, gdzie islandzka artystka mówiła o swoich pracach i ich związku z procesem twórczym. Gdy Björk mówi, że wirtualna rzeczywistość może być bardziej intymna, niż prawdziwy świat, brzmi to, jak poezja. Oczywiście nic dziwnego — w końcu te słowa padły z ust wielkiej muzycznej indywidualistki i ikony. Za to zaskakujące jest, że od razu po założeniu gogli i słuchawek rozumiemy, co miała na myśli. Wystawa przypomina muzeum jej najnowszych prac, to hołd złożony roli, jaką odegrała w nich technologia i wideo nagrane kamerą, obejmującą 360 stopni.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wystawa Björk Digital jest częścią festiwalu Vivid Sydney i wiele materiałów pojawia się tam po raz pierwszy. To właśnie tam odbywa się światowa premiera teledysku „Notget", australijski debiut Björk w roli didżejki oraz nasz pierwszy seans „Stonemilker". Mamy na myśli pierwszy prawdziwy seans — bo wersja z YouTube nie może się równać z tym doświadczeniem. Tak, jak do większości piosenek z tego albumu, do „Stonemilker" nagrano klip w 360 stopniach, uwieczniając zapierającą dech w piersiach panoramę pustej plaży na islandzkim odludziu. Jedynym sposobem nowe doświadczenie i zatracenie się w nim, jest zaawansowany technologicznie zestaw, składający się ze słuchawek i gogli do oglądania wirtualnej rzeczywistości. Na początku ten sprzęt wydaje się dziwny i futurystyczny, ale po chwili klip okazuje się wciągającym przeżyciem. Björk opisuje je jako „Wagnerowskie". „Może stać się bardzo intensywne", mówi. „Pozwala bawić się skalą w bardzo teatralny sposób".

Mimo to Björk twierdzi, że dla niej technologia jest tylko narzędziem. Porównuje ją do odkrycia ognia przez jaskiniowców, odnosząc się do dwojakiej natury: dobra i zła, które potencjalnie może wyrządzić. Jednak i tutaj zaskakuje. W końcu poleciała na drugi koniec świata, żeby stworzyć spektakularną wystawę, opartą na technologii. Björk nigdy nie bała się trzymać nas w niepokoju, siedzących, jak na szpilkach. Według niej technologia dostarcza jej tylko kolejne medium, dzięki któremu może uwznioślić swoją muzykę. Właśnie to ją napędza i to stanowi fundamenty Björk Digital.

Wystawa wygląda, jak swego rodzaju hołd oddany albumowi „Vulnicura", który Björk nazywa swoją „sagą o złamanym sercu". Dlatego można tu wyczuć samotność, która jest tłem Björk Digital. Na początku pięcioczęściowej podróży, wchodzi się do ciemnego pokoju, poświęconego jej 10-minutowemu teledyskowi do „Black Lake". James Merry, który często z nią współpracuje, wyjaśnia, że foniczny aspekt technologii był dla artystki bardzo ważny, więc ekipa stworzyła specjalne pomieszczenie w pomieszczeniu Carriageworks. Kurtyny udają dodatkowe ściany, a sufit z siateczki pomaga dodatkowo kontrolować dźwięk. I faktycznie: dźwięk dochodzący z głośników rozmieszczonych dookoła oraz pod i nad nami jest wszechogarniający, wywiera ogromny wpływ.

W kolejnych pomieszczeniach odbywają się pokazy innych dzieł do oglądania w wirtualnej rzeczywistości: klip „Mouth Mantra" stworzony we współpracy z Jessem Kandą, panoramiczne, trójwymiarowe wideo do „Stonemilker" oraz premierowo wyświetlane „Notget". Znajdziemy tu też nawiązania do „Biophilia", futurystycznego albumu multimedialnego Björk z 2011 roku, który wydała w formie aplikacji na urządzenia mobilne (i który zaowocował programem edukacyjnym wprowadzonym do skandynawskich szkół). Wciąż jest wyraźnie podekscytowana, gdy mówi o tej technologii. Opisała to, jako „szansę na rozwinięcie muzykologii, tak, jak sama chciałam się jej uczyć w szkole. Uważam, że nauczanie jej z płaskiej książki, było wręcz obrazą dla dźwięków". Teraz ekrany dotykowe pomagają studentom szybko zrozumieć muzykę i naukowe pojęcia — to lepsze niż czytanie teorii godzinami.

Technologia może jest dla Björk tylko narzędziem, ale za to korzysta z pełni jego możliwości. Jak wyjaśniła, każdy teledysk zaprezentowany na wystawie został nakręcony inną metodą. Również dlatego bardzo chciała pokazać je razem, jako całość. „Teraz chcę nakręcić cały album do 'Vulnicura' w wirtualnej rzeczywistości", powiedziała. „Myślę, że to świetnie pasuje do tego krążka, bo to mój jedyny album, który jest chronologiczny, ma jakby rdzeń, historię". Dodaje, że „znalezienia miejsca, które podjęłoby to ryzyko", było wyzwaniem. „Chciałam pokazać wszystkie teledyski i potem zagrać jako didżejka, ale wiele osób stchórzyło". Na szczęście okazało się, że festiwal Vivid jest zainteresowany.

Gdy w czasie naszej wycieczki na scenie pojawiła się Björk, w lateksowej bluzce z bufiastymi rękawami i kokardą oraz drucianej masce zrobionej przez Jamesa Merry'ego, wygląda jakby od okładkowej sesji do i-D z 1996 roku minęło zaledwie kilka dni — emanuje tą samą młodzieńczą energią, wygląda i brzmi równie dobrze. Jej słowa zdradzają, jaka mądrość drzemie za tymi oczami, ukrytymi za perłami. Ma 50 lat i wciąż jest nieustraszona. „Vulnicura" jest jednym z jej najbardziej prywatnych albumów, dlatego decyzja, żeby podzielić się nim przez wirtualną rzeczywistość, jest jednocześnie trafiona w punkt i onieśmielająca. „Stworzyliśmy kilka wirtualnych rzeczy i postanowiliśmy dać się ponieść tej fali", wyjaśnia. W związku z rozwojem tej dziedziny Björk zrozumiała, że wirtualna rzeczywistość będzie „naturalnym domem dla tego albumu". To piękny paradoks. Właśnie o to chodzi w Björk Digital: o połączenie świata przyrody i techniki.

Nie dajcie się jednak nabrać i omamić technologii: w najnowszym przedsięwzięciu Björk chodzi przede wszystkim o muzykę. Na tym skupia się Björk Digital, dlatego przez dwie noce artystka pojawiała się na scenie za konsolą. Wirtualna rzeczywistość jest tylko środkiem wzmacniającym przeżycie. Jak powiedziała Björk, umożliwia to „pełną penetrację" sedna albumu. Wystawa przypomina podróż przez jej umysł, umożliwia nam przyjrzenie się procesowi twórczemu. Jeśli ogień był narzędziem, dzięki któremu mogła rozwinąć się cywilizacja, to wirtualna rzeczywistość jest tylko kolejną postacią w historii Björk. Ta dziedzina wciąż jest rozwijana, dlatego dla Björk przypomina ona „wkraczanie z zamkniętymi oczami w nieznane, by odkryć nie kim byliśmy 10 lat temu, ale kim jesteśmy teraz". Właśnie tak czuliśmy się wchodząc do ciemnego pokoju Björk Digital, ale warto było podjąć wyzwanie.

Björk Digital można odwiedzać do 18 czerwca. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Rosie Dalton
Zdjęcia Santiago Felipe
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska