raekwon the chef gotuje się do akcji

Debiutancki album Raekwona z 1995 roku - Only Built 4 Cuban Linx - zyskał przychylność krytyków i w moment stał się klasykiem. Niektórzy zaliczają go nawet do najlepszych hiphopowych albumów wszech czasów. Brawura Rae’a i jego płynność w opowiadaniu...

tekst i-D Team
|
17 Lipiec 2014, 2:15pm

Raekwon

Kim jest Raekwon the Chef [Szef Kuchni Raekwon - red.]?
Jest prawdziwym kolesiem, zgotowanym w trakcie projektów. Ma dużo marzeń oraz nadziei i jest dobrym chłopakiem. Jest też zakręcony na punkcie hip-hopu. Przez całe swoje życie był jego fanem. Od kiedy miał 13 lat, jest od niego uzależniony. Wiesz, jestem tylko normalnym gościem.

Naprawdę jesteś szefem kuchni?
Tak, jestem. Jestem nim, gdy dobieram się do mikrofonu i serwuję ludziom hip-hop w różnych smakach. Na pewno jestem też szefem w innym sensie, o którym raczej nie chcesz słyszeć.

Gdybyś miał knajpę, jak by się nazywała i co byś w niej podawał?
Jedzenie w stylu „cholera, ale ostre!", nazywałaby się Zajarana Kuchnia Piekieł.

Jak zostałeś członkiem Wu-Tang Clanu?
Dorastałem razem z tymi gośćmi. Mieliśmy pasję do hip-hopu, imprezowaliśmy na domówkach, w klubach, w domu i wszyscy umieliśmy rymować. Ale to przez RZA-a zachciało nam się grupy, bo on miał już kontrakt na nagranie z GZA-em. Gdy wrócili do domu z płytą, postanowiliśmy nagrać coś wspólnie. Wszystko działo się z dnia na dzień.

Jak Wu-Tang Clan ukształtował dzisiejszy hip-hop?
Był wpływowy na różnych płaszczyznach. Czuję, jakbyśmy wprowadzili do gry jakieś wartości rodzinne. To my otworzyliśmy drzwi wielu ekipom, żeby mogły nazywać się ekipami. To my wprowadziliśmy do gry łańcuchy, buty Wallabees i Clarks. RZA stworzył sam zupełnie nowe brzmienie, które zadziałało na wielu producentów. Długo by jeszcze wymieniać.

Gdyby Wu-Tang był potrawą, jakim byłbyś jej składnikiem?
Raekwon byłby szczypiorkiem, bo podkręca każdy smak i daje pewność, że wszystko do siebie pasuje. Tak, byłbym szczypiorem!

Jak udało ci się - po wielu latach - być jednym z najwierniejszych członków klanu?
Myślę, że moje przywiązanie wzięło się stąd, że traktowałem klan zarówno jako poważną pracę, jak i przyjemność. Nic mnie nie różni od sportowca. Idę tam i zarabiam na życie oraz rodzinę.

Który z tekstów lubisz najbardziej?
Było ich tak wiele, niektóre były dla mnie ważne w różnych czasach i podczas różnych zdarzeń. Ale żadnego nigdy nie nazwałem ulubionym. Mam wielu faworytów, jeśli już chcesz jakiegoś znać, to powiedziałbym, że to ten z C.R.E.A.M. Takie kawałki jak ten miały wielki wpływ na moje życie, mówiły o mojej rzeczywistości. [Rapuje] Wychowałem się po złej stronie… To wszystko, co wtedy wiedziałem. Całe moje życie było kryminałem. Ale miłość do hip-hopu pomogła mi zbudować pozycję. Dała mi coś, na co mogłem czekać, po co mogłem żyć.

Uważasz się za hiphopową ikonę?
Uważam się za artystę, którego niektórzy mogą brać za wzór, ale też za produkt tej branży. Nie nazwałbym się ikoną, jeszcze nie. Przede mną ciągle dużo do zrobienia. Jesteś ikoną, jeśli wpływasz na świat w sposób, w który nikt nigdy nie wpłynął. A ja wciąż czuję, że muszę zrobić więcej. Ale jako ekipa, Wu-Tang Clan, czuję, jakbyśmy byli ikoną ponad wszystko.

Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z Ol' Dirtym Bastardem?
Bardzo lubiłem spędzać z nim czas i chodzić na długie wycieczki, gdy byliśmy w trasie. Słuchaliśmy dużo soulu, uważaliśmy się za soulowe dzieciaki. Pamiętam czasy, gdy potrafiliśmy po prostu wsiąść do auta, jeździć całymi godzinami i słuchać złotych przebojów, bo wiesz, wychowali się na tym nasi rodzice. To mogła być najlepsza muzyka w historii. Pytaliśmy siebie nawzajem: „Pamiętasz to? Tak, pamiętam!" i śpiewaliśmy razem w samochodzie. Mieliśmy mnóstwo frajdy z słuchania muzyki, szczególnie tej starej.

Jaki jest twój ulubiony soulowy album?
What's Going On Marvina Gaye'a. Mówi dużo o życiu ludzi i o tym, co dzieje się ze społeczeństwem. To wybitny krążek, ale to, że Marvin stworzył go sam, było szalone. Wyjechał i napisał go w górach, był tam w świetnej formie. Powiedział, że chce uciec i zebrać myśli do kupy. Zachęcił mnie do pisania w różnych miejscach i zaglądania w głąb siebie, żeby znaleźć tam coś naprawdę niezłego.

Po twoich klipach widać, że byłeś niezłym fanem marki Polo. Nadal zbierasz ich ubrania?
Dużo rzeczy rozdałem, teraz żałuję. Nosiłem ich kiedyś całkiem sporo, ale teraz już nie. Kupuję je dalej, lecz… już nie takie jak kiedyś. Nie trzymam żadnych ciuchów z tamtych czasów.

Jak ważne w twojej hiphopowej karierze są moda i stylówka?
Zawsze były ważne, bo jeśli dobrze wyglądasz, dobrze się też czujesz. I takie było moje motto: „Dobrze wyglądasz, dobrze się czujesz, dobrze pracujesz". Bycie na czasie zawsze obowiązywało, bo pokazuje jakąś część twojego sukcesu. Jeśli wiedzieliśmy, że dobrze nam idzie, oznaczało to, że zarabiamy, więc szliśmy się odpicować. Nowe buty, nowe kurtki, nowe płaszcze, nowe cokolwiek by to było. Chodziło o to, żeby dobrze czuć się ze sobą. Czujesz się inaczej, jeśli masz na sobie coś nówka sztuka. Ciuchy zawsze miały znaczenie i staraliśmy się to pokazywać.

Jak ostatnio się nosisz?
To zależy. Ubieram się normalnie, jestem zwykłym gościem. Lubię wyglądać na luzie, nosić się na sportowo. Wystarczy mieć fajne buty, dobrą fryzurę i wyglądać jak człowiek.

@Raekwon

Kredyty


Tekst: Hazel Ong
bkhiphopfestival.com

Tagged:
muzyka
muzyka wywiady