historia a tribe called quest oczami fana

DJ radiowy i gospodarz programów TV, Peter Rosenberg sięga do czasów pamiętających De La Soul i opowiada o tym, jak zakochał się w kapeli A Tribe Called Quest.

tekst i-D Staff
|
22 Maj 2015, 12:30pm

Nie wiem, czy jest w ogóle możliwe napisać wyczerpujący artykuł o tym, co znaczy dla mnie zespół A Tribe Called Quest. A znaczy dla mnie dosłownie wszystko. Cała ścieżka mojej kariery podyktowana została moją miłością do tej kapeli. Przeszedłem przez różne fazy: od obsesji za nastolatka, godzinami wyczekującego w pierwszym rzędzie, aby ich zobaczyć, do kolegi, który zapowiada ich koncert przed 20 tys. ludzi. Muzyka to moja życiowa pasja - a w świecie muzyki nie ma nikogo, kogo kochałbym bardziej od A Tribe Called Quest.

A Tribe Called Quest jest odpowiedzialny za zwerbowanie więcej osób do świata hip hopu niż jakikolwiek inny akt w historii gatunku. Inni artyści sprzedali może więcej albumów i dotarli do większej liczby odbiorców, ale nikt inny nie zdołał zarazić tylu ludzi miłością do hip hopu, co właśnie Tribe. Ja to wiedziałem od razu. Zacząłem od zwykłej ciekawości i zainteresowania gatunkiem, a skończyłem na totalnej obsesji i uzależnieniu tylko po jednym przesłuchaniu albumu The Low End Theory.

Wtedy cofnąłem się jeszcze dalej i przesłuchałem People's Instinctive Travels and the Paths of Rhythm (wcześniej z płyty znałem tylko single). Miłość pogłębiała się. Muzyka, teksty i ogólne wibracje (czy w jest w ogóle jakiś utwór, który lepiej uchwyciłby nastrój nocy w Nowym Jorku niż After Hours?) - wszystko to było coś absolutnie nowego i przyprawiającego o dreszcz, a zarazem sprawiało, że czułem się jak w domu. W jakiś dziwny sposób utożsamiałem się z tymi trzema (czasami czterema) dzieciakami z Queensu.

Poniekąd, osobowości z Tribe można przełożyć na każdą inną grupkę nastoletnich kumpli. Q-Tip był tym „cool" kumplem. Bystry i lubiany, zarazem wyrywał laski już od podstawówki. Phife to ziomek z pociągiem do sportu, ale nie zaniedbywał też dziewczyn, imprez i bujania się z ekipą. Ali był typem intelektualisty, co nie oznacza, że nie był przy tym cool, wychodził na podwórko, ale gdy tylko zaczynał mówić, to wszyscy zamieniali się w słuch. Za to Jarobi wnosił energię i pasję. Znałem tych kolesi. Byli moimi ziomkami.

Tribe mieli też tę przedziwną skłonność do współpracy z tymi artystami, których ja akurat zaczynałem odkrywać. Diamond D., Brand Nubian, Pete Rock, Busta Rhymes i Redman - wszystkich ichuwielbiałem, a uwielbiali ich też kolesie z Tribe. Tak, jakby wiedzieli, jak dokładnie biegła moja hiphopowa ścieżka i pomagali mi kształtować zainteresowania i inspiracje kulturowe. To od nich dowiedziałem się o Zulu Nation i to dzięki nim jeszcze bardziej pokochałem De La Soul i Jungle Brothers (a także Black Sheep i Leaders).

Bonita Applebum i Can I Kick It?to niezaprzeczalne hiphopowe szlagiery. Check the Rhimeteż zrobił dużo szumu. Z nożem na gardle, jeśli kazano by mi wybrać JEDEN, który zmienił wszystko, no to musi to być chyba Scenario...Scenariohula w klubach już od 20 lat, ale wtedy to był po prostu jajcarski kawałek z wieloma momentami, do których można było śpiewać. Scenarioto nie tylko jeden z najważniejszych utworów Tribe, to ale też jeden z najważniejszych utworów Busta Rhymes. Zaprowadziło Tribe na szczyt i było świetną zapowiedzią tego, co miało nastąpić potem.

Midnight Marauders, ich trzeci longplej, wydany w listopadzie 1993 roku (najlepszym miesiącu w historii hip hopu - to właśnie wtedy zadebiutowali Wu Tang Clan i Snoop Dogg). Ten album był przełomem - sprawił, że Tribe stał się czymś więcej, niż tylko dzieciakami, robiącymi dobrą muzykę. Stali się jedną z najlepszych kapel w historii muzyki. Kropka. Underground ich kocha, grają na imprezach, wiosna/lato 2015, a krytycy nie mogą się nachwalić.

Jeśli w roku 1993 miałeś 14 lat i chodziłeś do multikulturowej szkoły, podobnie jak ja, to Tribe był całym życiem. Mój pierwszy pocałunek był do Electric Relaxation. Mój pierwszy, prawdziwy koncert to właśnie Tribe, którzy zagrali w hali sportowej uniwersytetu Maryland. Zaczęli od kawałka Steve Biko(pierwszy z albumu), a na koniec zagrali God Lives Through(ostatni na płycie). Dla młodego fana muzyki, który przeżywał swą muzyczną, pierwszą miłość, oni po prostu robili wszystko tak, jak powinni.

Podczas trasy do Midnight Marauders, na horyzoncie pojawił się młody producent, zwany Jayem-Dee, który na zawsze zmienił estetykę Tribe. Znikąd pojawił się też raper Consequence, który na ich czwartym krążku Beats, Rhymes and Life, rapował razem z Tipem i Phife'em. W tym samym czasie, Phife mieszkał w Atlancie. Sytuacja się zmieniła.

Nadal kochałem ich muzykę. Moim zdaniem, ich oba najnowsze albumy są świetne - zwłaszcza Beats, Rhymes and Life. Z kolei na ich piątej i ostatniej płycie, znajduje się jeden z ich najlepszych singlów - Find a Way. Dni chwały jednak minęły... Mieli jakieś wewnętrzne scysje i ja, jako ich fan, odczuwałem to. Nigdy nie wrócili do klimatu z 1993 roku.

Parę lat po wydaniu ostatniej płyty, zebrali się w sobie i stworzyli jeszcze kilka wspaniałych momentów dla muzyki. Byli główną gwiazdą trasy festiwalu Rock the Bells (na której miałem zaszczyt ich zapowiedzieć, a także spędzić z nimi trochę czasu). Na scenie byli rewelacyjni, mimo że trochę nie radzili sobie poza nią. Urodzony w Nowym Jorku, aktor Michael Rappaport nakręcił świetny dokument o zespole, który nazwał tytułem ich czwartej płyty - Beats, Rhymes and Life. Dwa lata temu w Nowym Jorku, dwa razy supportowali Kanyego Westa i ogłosili, że to były ich ostatnie występy w karierze.

Historia Tribe jeszcze się nie skończyła. Po pierwsze, na pewno jeszcze kiedyś razem zagrają. Poza tym, A Tribe Called Quest nie może tak po prostu przestać istnieć, tak samo, jak nie może przestać istnieć Led Zeppelin. Dopóki istnieją młodzi ludzie, po raz pierwszy odkrywający brzmienia, A Tribe Called Quest będzie miało kluczowe miejsce w świecie amerykańskiej muzyki. I dopóki istnieć będą miliony fanów, takich jak ja, zawsze znajdą się ludzie, którzy przypomną ci o wielkości tej kapeli, na wypadek, gdyby ci się zapomniało.

Kredyty


Tekst: Peter Rosenberg
Tłumaczenie: Zuza Bień
Tekst i zdjęcia dzięki uprzejmości magazynu Stussy Biannual

Tagged:
Hip-Hop
a tribe called quest
Peter Rosenberg
opinie
stussy biannual