męska i kobieca strona jamesa

Aktor, filmowiec, pisarz, nauczyciel oraz mężczyzna, James Franco, w rozmowie z aktorką, filmowczynią, pisarką i nauczycielką, Jamesem Franco.

tekst James Franco
|
30 Wrzesień 2015, 3:55pm

On James: Cześć. To ty jesteś dziewczyną Jamesem.
Ona James: Tak.

ON: I istniejesz tylko na papierze.
ONA: Prawda. Ale to właśnie jedna ze wspaniałych rzeczy, jakie charakteryzują kreatywne dusze. Możesz wymyślić wszystko, co chcesz i być kimkolwiek chcesz. Chłopakiem, dziewczyną, kosmitą, mordercą, kochankiem, matką, bratem, psem, królikiem, lwem, gównem.

ON: Ok, sztuka to performance, zupełnie tak samo, jak życie.
ONA: I już zaczynasz mendzić o tym swoim aktorskim pitu pitu, mówiąc, że życie to gra zamiast coś konkretnego.

ON: Cóż, tak właśnie myślę. Przynajmniej my sami jesteśmy performatywni.
ONA: No przecież to jasne, że tak myślisz, jesteś białym facetem mieszkającym w Ameryce, wychowanym w jednym z najbogatszych miejsc w całym hrabstwie. Chodziłeś do liceum z córką Steve'a Jobsa, a twoja wykładowczyni od dziennikarstwa jest teściową Sergeya, współzałożyciela Google.

ON: Tak, ale do czego pani zmierza, pani James?
ONA: Że jesteś kurwa uprzywilejowany. Możesz sobie postrzegać życie jak przedstawienie, bo wszystko jest do twojej dyspozycji. Twoim największym zmartwieniem w liceum było to, czy aby na pewno wszyscy cię lubią i czy leci na ciebie ta laska, która ci się podobała.

ON: Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, to nie, nie leciała.
ONA: To raczej chujowo, bo umawiałeś się z nią przez dwa lata. Czy chcesz przez to powiedzieć, że to nie Jasmine ci się podobała?

ON: Nie, to była ona. Ale była też inna dziewczyna, kompletnie nie w moim zasięgu, na punkcie której miałem obsesję, ale ona się potajemnie umawiała z nauczycielem.
ONA: O, kolejny przykład faceta wykorzystującego kobietę.

ON: Nie dygaj, on za to zapłacił, wsadzili go do pierdla.
ONA: No dobra, on za to zapłacił. A co z wszystkimi pozostałymi związkami, które według prawa są nielegalne i które opierają się na nierówności sił?

ON: O czym mówisz?
ONA: Mówię o kanapie castingowej, kutasie.

ON: Tak?
ONA: Tak. Wiesz, że możesz nadużywać swojej pozycji sławnego aktora, żeby wyrywać laski.

ON: Ej, hola hola! Proszę cię, to nie jest tak, że się wożę ze swoją sławą, żeby poznawać kobiety.
ONA: Nie musisz, sława i świat żądny sławy robią to za ciebie. Jestem pewna, że na twoim Instagramie jest już kolejka dziewczyn, które marzą, by cię poznać.

ON: No i? Czy to jest moja wina? Ja nawet już nie sprawdzam prywatnych wiadomości na Insta.
ONA: Taa, wiemy dlaczego... Bo młode laski do ciebie piszą, próbując cię poznać.

ON: Ta. Nie ma ograniczeń wiekowych, żeby się ze mną skontaktować. Ale ja im nie odpisuję.
ONA: Już nie.

ON: Słuchaj, nigdy nie gadałem z nikim, kto był nieletni.
ONA: No dobra, to i tak nie o to mi chodzi. Ja mówię o niesprawiedliwym rozkładzie sił. Kobiety rzucają się na mężczyzn z twoją pozycją, bo mają nadzieję, że to im pomoże w karierze. Albo że zaistnieją w towarzystwie.

ON: Ok, ale pamiętaj, że jest też od groma kobiet z pozycją, które wykorzystują swoją władzę, żeby pomiatać mężczyznami, którzy są pod nimi.
ONA: Jestem pewna, że to tylko ułamek całej liczby mężczyzn, którzy to robią. Zresztą z prostej przyczyny, bo liczba kobiet na wysokich stanowiskach jest tylko ułamkiem liczby mężczyzn na takich pozycjach.

ON: No dobra, tak, przyznaję, że jest mi łatwiej być wśród kobiet, które nie są aktorkami pierwszej ligi, głównie dlatego, że wysoko postawione aktorki, zresztą jak każdego, kto ma władzę, trzeba wielbić. One tego wymagają, a ja uważam, że takie bicie pokłonów na dłuższą metę jest po prostu nie do zniesienia.
ONA: No tak, bo przecież lepiej, jak to tobie biją pokłony.

ON: Ok, już dobra. Może i jestem wymagający.
ONA: Ja myślę, że duża część z tego wynika z poczucia, że coś ci się należy, bo jesteś mężczyzną.

ON: Cóż, cokolwiek mam, to ciężko na to zapracowałem i nikt nie może tego podważyć. Poza tym zaryzykowałem i rzuciłem UCLA, żeby pójść do szkoły aktorskiej, jak miałem 18 lat, a wszyscy mi to odradzali.
ONA: Nadal miałeś rodziców, na których mogłeś się oprzeć, jakby cokolwiek poszło nie tak.

ON: Może tak, a może nie.
ONA: Ojej, problemy białego chłopca z Palo Alto, w samym sercu przybytku i technologii Krzemowej Doliny.

ON: Ej, to nie fair. Tak naprawdę to w szkołach w Palo Alto jest duży odsetek samobójstw, więc wcale nie jest tak różowiutko. Wysokie oczekiwania i wielka presja, żeby coś osiągnąć w ogromnym wyścigu szczurów to często zbyt dużo dla młodych, zdolnych ludzi. Było jakieś dziesięć samobójstw wśród młodych ludzi w Palo Alto przez ostatnie dziesięć lat. Zazwyczaj rzucają się pod pociąg, który przejeżdża koło liceum.
ONA: Fakt, bardzo mi szkoda tych uczniów i ich rodzin. Ale wiesz, ci uczniowie tak naprawdę mają dużo lepiej niż większość uczniów z innych szkół. Licea w Palo Alto każdego roku lądują w pierwszej setce rankingu najlepszych szkół publicznych.

ON: No dobra, ale co chcesz przez to powiedzieć? Że uprzywilejowane dzieciaki nie powinny mieć depresji?
ONA: Nie no, każdy ma problemy. Ale już od dłuższego czasu jeden przywilej karmi kolejny. Ja jestem za tym, żeby dawać szansę też innym ludziom. Na przykład kobietom.

ON: Innym faktem jest to, że dziewczynki przewyższają chłopców w nauce. Dużo częściej z klas odpadają chłopaki.
ONA: Dobra, zapomnij na chwilę o nauce i Palo Alto! Ja tylko mówię, że chłopcy nadal są bardziej uprzywilejowani niż dziewczynki we wszystkich sferach życia.

ON: Tak, faceci więcej zarabiają, dostają lepszą pracę i wszystko kontrolują. Tak w skrócie.
ONA: No i przede wszystkim w naszym biznesie, czyli w branży rozrywkowej kobiety występują dużo rzadko. Stanowczo zbyt rzadko.

ON: Dobra, tutaj się zgadzam.
ONA: No! Więc twoja mini filozofia życia jako przedstawienia jest słodziutka, ale spierałabym się z nią, bo bardziej dotyczy chłopców niż dziewczynek. Chłopcy muszą grać dużo częściej niż dziewczyny.

ON: Życie jako przedstawienie to tylko sposób patrzenia na wybory życiowe jak na wybór roli. Każdego ranka wybierasz, w co się ubrać, jak uczesać włosy, wybierasz swoich znajomych, mniej lub bardziej wybierasz też swoją pracę i to, jak ciężko będziesz w niej pracować. To te wszystkie rzeczy, o których decyduje aktor, kiedy przyjmuje jakąś rolę i ją gra. A to są rzeczy, o których my decydujemy w życiu. Ma sami kreujemy swoją „rolę".
ONA: Tak, widzę analogię bardzo wyraźnie. Ale to, czego nie bierzesz pod uwagę, to okoliczności i presja nakładane na poszczególne osoby, ze względu na warunki, w jakich się urodzili i kim są ich rodzice. Jaki mają kolor skóry, jaką płeć. Jakiego są zdrowia i jaki mają dostęp do opieki medycznej. Ty wychowałeś się w Palo Alto, w rodzinie z wyższej klasy średniej, miałeś liberalnych rodziców, którzy skończyli Stanford i Harvard, więc tak naprawdę bardzo niewiele nie było do twojej dyspozycji. Więc tak, mogłeś zostać, kim chciałeś, bo miałeś wszystko podetknięte pod nos.

ON: Dobra, kompletnie zgadzam się z tym, że urodziłem się w bardzo dobrej sytuacji. Nie tylko Palo Alto, materialistycznie rzecz biorąc, to było idealne miejsce na dorastanie, ale miałem też dwoje kochających rodziców, którzy byli razem aż do samego końca, do śmierci mojego taty, poza tym mam też dwóch kochających braci, którzy będą, mam nadzieję, moimi lojalnymi przyjaciółmi aż do końca.
ONA: No widzisz. Wielu ludzi nie ma takiej sytuacji w tym kraju i na całym świecie. Wielu ludzi jest wychowywanych w warunkach, które pozbawiają ich kontroli nad własnym życiem, bez względu na to, czego pragną.

ON: Tak, wiem o tym. Ale ten fakt nie podważa idei, że życie to przedstawienie. W filmie, książce czy sztuce, bohater nie żyje w próżni. Jest poddany presjom świata zewnętrznego, zupełnie jak my w prawdziwym życiu. Ta presja i te okoliczności kształtują charakter. To, kim są twoi rodzice, określa twój bagaż genetyczny: kolor skóry, płeć, wzrost, wagę. To, gdzie i jak jesteś wychowywany, wpływa na twój światopogląd (pozytywnie lub negatywnie), na twój akcent. Twoja klasa ekonomiczna wpływa na to, gdzie chodzisz do szkoły, co jesz, gdzie śpisz.
ONA: Brawo, Sherlocku.

ON: Dobra, ale chwila, Watsonie. To, co chcę powiedzieć, to że na każdego oddziałuje jakaś presja i zewnętrzne wpływy. To są w pewnym sensie odgórnie nałożone parametry, które rzutują na życie każdego człowieka. Są rezultatem kosmicznej loterii: jedna osoba się rodzi jako Aragorn Strażnik Północy, a druga jako więzień w Korei Północnej, jeszcze inna jako karzeł o imieniu Carlos. Na niektóre z tych rzeczy nie mamy wpływu, ale nie oznacza to, że nie można ich zmienić. Rola bohatera (podobnie jak osoby w prawdziwym życiu) jest sumą jego działań i emocji, jego dusza to taka poczwarka zrodzona w wyniku zajść wszystkich tych rzeczy dokonanych na przekór światu zewnętrznemu, a jego duch to motyl, który wychodzi z poczwarki. Nasze działania i emocje nie rodzą się znikąd, nie powstają z pyłu, znajdujemy się w ciągłym tarciu i/lub ruchu z naszym otoczeniem.
ONA: Tak, oboje zostaliśmy stworzeni z pewnymi cechami i dano nam wolność akcji i reakcji. Ale Adamowi pozwolono nazwać wszystkie zwierzęta, a Ewa powstała z jego żebra, jako towarzyszka dla niego. Nie dziwię się, że zjadła jabłko, zbuntowała się przeciwko światu, w którym wszystko składało się przeciw niej. Była tylko rekwizytem, żeby uszczęśliwić Adama.

ON: Kompletnie się zgadzam. Jej sytuacja była do dupy.
ONA: Trochę wiedzy zaczerpniętej przez zjedzenie tego jabłka prawdopodobnie było dla niej niezłą ulgą i wyzwoleniem się z roli drugorzędnej posługaczki.

ON: Ta, ja bym nie chciał żyć w błogim, spokojnym ogrodzie, pełnym ignorancji. Chciałbym pewnie wyjść do świata, być jego częścią. W pewnym sensie, to ja też urodziłem się w rajskim ogrodzie, w każdym razie tak blisko, jak się da w naszym świecie. Jak wcześniej mówiłaś - urodziłem się białym mężczyzną w Palo Alto. Miałem naprawdę nieźle.
ONA: To czemu w ogóle chcesz rozmawiać ze swoją kobiecą wersją? Czemu po prostu nie zostaniesz przy swojej męskiej wersji? Możesz robić, co tylko chcesz. Co zresztą robisz, jak zupełny amator. Jesteś jak ten gość na weselu, który nie zje tylko jednego deseru, ale rzuci się na wszystkie ciasta leżące na stole, bo może. A to ludzi wkurwia.

ON: Dobra, wiem. Robię sporo. Ale sporo też daję. Uczę w czterech szkołach, czy to nie się w ogóle nie liczy? Daję młodym reżyserom, scenarzystom i aktorom szansę na spełnienie marzeń.
ONA: I ile z tych studentów na UCLA, USC, CalArts i w twoim własnym Studio 4 to kobiety? Ilu z nich ma inny kolor skóry niż biały?

ON: Cóż, ja się nie zajmuję rekrutacją, ale grupy są w miarę zróżnicowane. To mi daję nadzieję na przyszłość kinematografii, jeżeli demografia studentów filmu mówi cokolwiek o tym, kto będzie robił filmy dla przyszłych pokoleń.
ONA: Ale ja nadal jestem trochę wkurwiona. Wiesz może czemu?

ON: Czemu?
ONA: Bo jesteś facetem.

ON: Serio? Bo jestem facetem?
ONA: Tak. Mam dosyć oglądania białych, przystojnych fiutków wszędzie na ekranach. Kogo oni jeszcze obchodzą? Jesteście najbardziej uprzywilejowaną grupą społeczną na świecie! Dajcie chociaż innym szansę powylewać swoje żale na ekranie.

ON: Ej, ja się z tobą zgadzam. Mi też zależy na tym, aby dawać innym szansę. Też już rzygam filmami o białych kolesiach.
ONA: Serio? Pff. Wszystko, co reżyserujesz to adaptacje Faulknera i Steinbecka, pełne białych ludzi.

ON: No tak, ale to dlatego, że chcę być wierny książkom. Książki przedstawiają ludzi z poszczególnych czasów i miejsc, więc gdybym coś zmienił, to zniszczyłbym ciągłość historii tych dzieł. W niektórych przypadkach uważam, że można historię napisać od nowa, jak w Bękartach wojny, bo zabicie Hitlera to satysfakcjonująca zmiana, ulepszająca historię. Nie myślę jednak, żeby to miało odniesienie do adaptacji dzieła znakomitego powieściopisarza jak Faulkner. A przynajmniej nie przy pierwszym podejściu. Może kolejną wersję Kiedy umieram będzie można oprzeć na powieści Suzan Lori-Parks Getting Mother's Body[w którym autorka wdaje się w dialog w Faulknerem, przyp. tłum.]
ONA: Ale czemu w ogóle wybierać Faulknera za źródło? Czemu Steinbeck? Dlaczego nie wybrać książki, która opowiada o czymś innym, niż biali kolesie?

ON: Masz rację. Ale może gdzieś podświadomie czułem albo nie tak wcale podświadomie, że tematy o kobietach i innych rasach nie leżały w moich kompetencjach jako twórcy. Że może jeśli oddaliłbym się zbytnio od moich własnych doświadczeń i od mojej własnej określonej tożsamości, to tym bardziej by mnie krytykowano za zabieranie ciast innym sprzed nosa.
ONA: Ślubnych ciast i tak, pewnie by cię krytykowano. Ale czy to cię kiedykolwiek powstrzymywało?

ON: Krytyka mnie nigdy nie powstrzymywała.
ONA: Dobrze, więc praktykuj swoje przekonania. Daj szansę dziewczynom. Gdy dałeś swoją książkę Palo AltoGii Coppoli do adaptacji, to całkiem nieźle wyszło.

ON: Tak, bo byłem hojny, a ludzie lubią, jak ktoś jest hojny. Ona wtedy nie była nawet wtedy filmowczynią, ale poprosiłem ją, żeby to zrobiła, bo wierzyłem w nią jako artystkę. A także, bo chciałem mieć kobiece spojrzenie na temat. Książka jest bardzo skupiona na mężczyznach, ale Gia wykroiła dobry kawał żeńskich bohaterek i wypchnęła je na pierwszy plan w filmie. Cały projekt bardzo na tym zyskał.
ONA: No dobra, to zadam ci pytanie. Czy jeśli mógłbyś być kobietą, to poszedłbyś na to?

ON: Oto wiersz, który napisałem na ten temat:

Witaj kobieto
Witaj kobieto, chciałbym być tobą.
Nie dlatego, że nie podoba mi się moje męskie
Ciało, moja męska siła, mój męski wygląd,

Ale dlatego, że twoje ciało, siłę i wygląd kocham
Jeszcze bardziej. Kocham twoje kobiece ciało
Kocham twój kobiecy umysł,
Twoją kobiecą, delikatną twarz,

Która nawet ma te małe włoski.
Kocham te kształtne miękkie części,
Kocham wargi sromowe i brak kutasa,
Kocham kształtną pupę, i czysty

Odbyt na samym środku.
Kocham kobiecą więź,
Jeszcze bardziej niż tę męską.
Kocham kobiece pragnienia,

Miłość, siłę i kontakt
Bardziej. Bardziej, bardziej, bardziej.
Mężczyzna jest pełen gniewu, mężczyzna
jest niszczycielski, mężczyzna chce więcej.

A więcej to kobieta, kobieta to wszystko.
Jeśli się kiedyś zjaram, to po to, aby być
Kobietą. Jeśli nakręcę pornosa,
To chciałbym być kobietą.

Nie chciałbym być mężczyzną w kobiecie
Chciałbym po prostu być kobietą.
Ale nigdy nie będę kobietą.
Jestem mężczyzną, zamkniętym w mężczyźnie.

Nie ma ucieczki z tego ciała,
Z tej duszy, z tego wychowania.
Moją jedyną ucieczką jest wiersz,
Poczuj krągłości

One są tym płynnym kształtem

Mojego kobiecego ciała.

ONA: Mhm. Cóż, wydobyłeś w tym wierszu to, co najlepsze: chwalisz kobiety, nadal będąc mężczyzną w swoim ciele.
ON: To prawda. Myślę, że w sumie mógłbym przejść operację zmiany płci i stać się kobietą, fizycznie. Ale pod wieloma względami to nie jest nawet konieczne.

ONA: A to dlaczego?
ON: Bo żyjemy w czasach, kiedy prawdziwe i wirtualne życie są na równi. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do bycia twórcami, do kreowania wersji własnych siebie, głównie online i poprzez technologię komunikacyjną, że równie dobrze mogę wyobrazić sobie siebie jako kobietę i uważać się za kobietę, nawet jeśli koroner uznałby moje ciało za męskie.

ONA: Chcesz przez to powiedzieć, że większą wagę przykładamy do definiowania samych siebie niż do opierania się na starych, wyznaczonych kryteriach mówiących o tym, kim jesteśmy?
ON: Tak.

ONA: A czy nie myślisz przypadkiem, że to hipokryzja - branie od kobiety wszystkich dobrych cech i zero bólu? Czy to w pewnym sensie nie jest powielanie bycia mężczyzną? Branie tego, co dobre od innych, ale trzymanie ich w miejscu.
ON: No dobra, ale co ja mogę zrobić? Ja jestem mężczyzną! Jak mogę pomóc inaczej niż to, że poruszam kobiece tematy, współpracuję z kobietami przy moich filmach, uczę kobiety i uczę się od kobiet?

ONA: Mógłbyś obciąć sobie fiuta.
ON: Obciąć sobie fiuta, hmmmm... Tak, myślę, że bym mógł. Ale czy to nie wyglądałoby jak typowy wyczyn pod publiczkę?

ONA: Obetnij i nikomu nie mów.
ON: No ale wtedy każdy nadal będzie uważał mnie za mężczyznę.

ONA: A kto o tym decyduje? Ty czy zbiorowa opinia innych?
ON: No myślę, że ja.

ONA: Ok, no to obetnij sobie fiuta i zacznij nazywać się kobietą.
ON: A może jest jakieś inne rozwiązanie?

ONA: Dobra, chłopaku Jamesie, czy chcesz być w mojej dziewczyńskiej bandzie?
ON: Tak, chcę, dziewczyno Jamesie. A co to znaczy, być w dziewczyńskiej bandzie?

ONA: To znaczy, że we wszystkim, co robimy, wspieramy kobiety. Wspieramy kobiety za wszelką cenę. Kobiety każdego typu, o wszystkich kolorach skóry, ze wszystkich klas ekonomicznych. Faceci rządzili już zbyt długo. Teraz czas na kobiety. A nasza banda to gwarantuje.

ON: Dobra, umowa stoi. Girl power!

Kredyty


Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
james franco
feminizm
płeć