poezja skateparków

Sam Buchan-Watts – poeta, założyciel magazynu poetyckiego Clinic oraz skejter – przyjrzał się dla nas związkom pomiędzy swoimi obiema pasjami. A to wszystko w kontekście obecnie zawieszonych planów reorganizacji przestrzennej Undercroft, centrum...

tekst i-D Team
|
04 Listopad 2014, 10:05am

Photography Sam Ashley. Courtesy Long Live South Bank.

18 września 2014 roku londyńskieSouthbank Centrezarzuciło plany budowy wybudowania nowej powierzchni sprzedażowej - pod szereg sieciowych restauracji. Ta nowa część skrzydła festiwalowego centrum pojawić się w miejscu Undercroft. A jest to najprawdopodobniej najbardziej historyczna skejterska miejscówka na świecie. Plany wstrzymano po napłynięciu bezprecedensowej ilości skarg.

Kiedy wysiadłem rozanielony na stacji Waterloo i zobaczyłem Undercroft po raz pierwszy, a działo się to jakieś dziesięć lat temu, przestrzeń ta była dwa razy większa niż obecnie. Co i tak stanowiło redukcję jej pierwotnego rozmiaru. Elementy odstręczające skejtów zaczęły się tam pojawiać we wczesnych latach 90. W niektórych miejscach wysypano żwir, powyłączano światła, a później ściankami działowymi odcięto całą sekcję skarp. Stało się to zanim nastał okres pobłażliwości dla skejterów i kulturowego kapitału, który bezsprzecznie ze sobą przynoszą. Wraz z nim pojawiła się jednak inicjatywa redukcyjna w stylu „fajowego tatuśka". Wedle niej Undercroft miało zmienić się w przestrzeń reprezentującą wiele różnych „Miejskich Aktywności", takich jak graffiti. Zwykle łapię się na rozmyślaniu, ile to warstw graffiti - ściany malują tu chyba codziennie - wdziera się w naszą strefę.

Jedyna biblioteka poetycka w Wielkiej Brytanii mieści się na tyłach hali festiwalowej Southbank Centre. Nie istnieje żaden logiczny powód, by ktokolwiek wiedział o jej istnieniu. Pewnego zimowego poranka usadawiam się w jednym z wąskich stanowisk pracy tej placówki, by pisać esej o poezji. Moja przyjaciółka - też poetka, też pracująca nad esejem - pochyla się w moją stronę i mówi szeptem: „Tu jest straszliwie zimno. Nie mogę się skoncentrować". A potem dodaje: „To wina skejtów". Odpowiadam jej: „Spoko, jak jest zimno, to nie zasypiam". Ona oczywiście żartowała, niemniej po części to prawda. Nowe skrzydło pobłogosławiłoby centrum nie tylko (większymi) zasobami zdecydowanie za drogich smoothies i chipsów jarmużowych, ale też podwójną izolacją cieplną, z której skorzystałaby biblioteka.

W tym przypadku wina jest jednak dyskusyjną kwestią. Kiedy wznoszono Undercroft w 1968, jakaś banda skejtów nie zadecydowała sobie wedle własnego widzimisie, że będzie zbierała się tam przez następne dekady. Taka jest natura „znalezionych" skejterskich miejscówek, która odróżnia je od skatePARK?"W (a Undercroft w założeniu nie jest czymś takim). Powstają one jako produkt uboczny intencji architektów. Zwykle odchodzą od nich w drobnych szczegółach, a ich żywotności nie da się przewidzieć. Podejście do miejscówek - w odróżnieniu od przewidywalnych zysków zapewnionych przez nowe przestrzenie sprzedażowe - ewoluuje w trybie, którego nie da się przewidzieć serią wykresów. Mimo że to skejter sięga do słownika skateboardingu i decyduje co będzie robił z daną miejscówką, nie decyduje on co czyni miejscówkę miejscówką. Dlatego jeśli Undercroft zostałoby przeniesione i przebudowane pod konkretne przeznaczenie, co sugerowano, przetrwałoby może jeszcze z rok. Potem stałoby się symbolem bezużyteczności.

Robie sobie przerwy w pisaniu, żeby posiedzieć przy Undercroft. Dociera do mnie, że znajduję się w zdecydowanej mniejszości osób, które korzystają z placówek Southbank Centre z obu stron jego spektrum. Piszę wiersze i jeżdżę na desce. Te dwa przedsięwzięcia zwykle nie wchodzą ze sobą w dialog - może to i lepiej (mój przyjaciel, który jest zarówno zawodowym skejterem, jak i uznanym poetą, wzdryga się na samą myśl o uprawianiu obu tych dyscyplin jednocześnie). W cichych ścianach biblioteki poetyckiej Arts Council znalazłem niewiele wierszy o skateboardingu.

W Desce z 1992 roku Thom Gunn przedstawia skejtera jako ulotną muzę, która „rzuca się, dubluje, wykręca się":

Zauważ jak zwinnie
nauczyło się ciało
oceniać stosunek
między deską, pieszymi
i nagłością chodnika.
Nosi brudną biel
jej nieład tak delikatny
jak opadające draperie
na prawdziwym dandysie
wśród świętych Renesansu.

Mało jest skejtów, których nie rozłościłoby użycie słowa dandys. Ale też niewielu nie zgodziłoby się z nagłością chodnika i tym, że stosunek strukturalny to prawdziwa istota ich ukochanego sportu. Ciągłe pokładanie nacisku na przedstawienie skateboardingu jako symbolu wydaje się osobliwą przepowiednią zaistnienia współczesnych firm skejterskich, jak choćby Palace Skateboarding (która ogłosiła się niedawno, ze zdrową dozą samoświadomości, dużą, naprawdę dużą trendy firmą skejterską). Jednak uważam, że można się zgodzić, iż skejter Gunna - nawet jak na 1992 rok - nie ma nic wspólnego z modą w sensie bycia modnym. Jest kontrkulturowy - zgadza się. Punkowy - możliwe. Czy trendy, ze swoimi włosami kolorowymi, żeby pokazać kolor? Nie sądzę. Zważmy jednak, że skateboarding nie stał się duży i trendy poza środowiskiem skejtów aż do późnych lat 90 - kiedy to pojawiły się marki takie jak Supreme. I część mnie nie może się nie utożsamiać ze skejterem Gunna. Ta część która ma trzynaście lat, ubrana w brudną biel t-shirta prosto z Kates Skates. Na koszulce jest podpis Steve'a Caballero, żeby pokazać podpis. Ta część, która zastanawia się - czemu się nad nami znęcają?

Autor wiersza Nasze miasto: krajobraz z deskami (w tłumaczeniu na angielski ukazał się w 2009), Valerio Magrelli, popełnia grzech z repertuaru „fajoskiego tatuśka", zestawiając to dzieło w cykl z Nasze miasto: graffiti. Ale jego sentyment jest na pewno pozytywny. Próbuje uchwycić to, co jest nasze, jako społeczności. Jakkolwiek ta społeczność nie przeszkadzała w tworzeniu nowych przestrzeni sprzedażowych. Według Magrelliego, ludzie jeżdżą na desce...

By grać na pomnikach, by wydobyć z nich dźwięk
potem zmienić schody w klawiatury pianin
z poręczy i ramp wydobywać
arpeggia jak z trąbki herolda
a podrywać się w górę w glissando
aż zmęczą się, ci odszczepieńcy
z muzycznego braterstwa
o ustalonych zwyczajach
z tej zranionej wspólnoty
plemiennego dandyzmu młodości.

Wizja klawiatury zdaje się dziwna, gdy uświadomimy sobie, jak szorstko brzmi muzyka skateboardingu przy pierwszym z nią kontakcie. O, spójrzcie, i znowu, dandyzm młodości! Poeta chce utrwalić w słowie to, co widzi jako zniewieściałą elegancję. Czy to aluzja do Gunna? Nie wiem, nie wiem też, czy we włoskim oryginale było słowo dandyzm. Tak czy siak, daleko temu do duży i trendy. Wizja ta jest też odpowiednim przedstawieniem chyba tylko w odniesieniu do tych zdjęć delikatnych, pokrytych piaskiem nastoletnich skaterów z Kalifornii słonecznych lat 70.

Jednak mimo że wiersz szybko wpada w wymuskaną aliterację - w górę, w glissando - znajdziemy tu dość trafnie oddaną esencję skatingu. Zwłaszcza jako gry, zabawy. Zgadzam się z Nabokovem, że: wszystko, co dobre w życiu - miłość, natura, sztuka, żarty w rodzinnym gronie - jest zabawą. Że jeśli bawimy się we właściwy sposób, to możemy poczuć planety tego wszechświata. W przyglądaniu się wprawnym skejterom znajdziemy też prawdziwe doznania estetyczne. I wiele podobieństw do tańca (takich, jakie znajdziemy też między poezją a tańcem). Ustalone zwyczaje są na pewno jednym z nich.

Doskonały i surrealistyczny wiersz Sama Riviere Moja twarz zobaczyła jej magazyn (wydany w 2012 roku) rozpoczyna się od zdania: w księżycowym krajobrazie skateparków jesteś 13-latką. Miejscowy skatepark, który nie nawiązuje dialogu ze skejterami, taki właśnie jest, jest spekulatywnym księżycowym krajobrazem, abstrakcją. Riviere nie próbuje wynieść do rangi bóstw postaci, które widzi jako innych, jako wymarły gatunek. Jednak i tak uderza w tę liryczną nutę (poetka Mary Ruefle argumentowała bardzo przekonująco, że księżyc to najstarszy poetycki obraz). Tworzy elegię dla samej inności tych krajobrazów, pozbawionych skejterów, którzy starają się wydobyć z nich dźwięk.

Gunnowi i Magrelliemu daleko do odzwierciedlenia skejtingu jako skejtingu. Jego natychmiastowości, nagłości, celowości. Jego szorstkości i prędkości. Jego nastrojów, specyfiki, manieryzmów. Skejtowskiego słownika nie da się w pewnym sensie przetłumaczyć. Nie oddasz do końca słowami tricku, który właśnie wykonałeś w określony sposób. To trochę jak poetycki wers, który trafia dla ciebie w samo sedno, jak to zdarza się w nieopisany sposób niektórym wersom już przy pierwszym ich przeczytaniu.

Wers Riviere pokazuje nam urywek tego, czy stałoby się Undercroft przeniesione w inne miejsce. Ciężko byłoby się zmusić do przejścia obok Undercroft, gdzie nikt by nie jeździł na desce, które zmieniłoby się w księżycowy krajobraz. Ja bym się nie zmusił. Teraz mam pewność, że nie będę musiał.

Kredyty


Tekst: Sam Buchan-Watts
Fotografia: Sam Ashley, za zgodą Long Live South Ban
Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebooku, śledź nas na Twitterze i Instagramie

Tagged:
clinic
skatepark
poezja
sam buchan-watts