moda kontra normalni kolesie

Modzie przypisuje się ogromne wpływy, przede wszystkim za sprawą krytyków i dziennikarzy, jednak czy tzw. zwykły chłopak w jakikolwiek sposób się nią kieruje, wybierając strój? Czy to może moda inspiruje się właśnie nim?

tekst i-D Staff
|
21 Sierpień 2015, 2:10pm

Nawet jeśli przekartkujesz na stojąco pierwszy lepszy magazyn o modzie, zauważysz, że męskie trendy się zmieniają. Jest to poniekąd reakcja na to, co zobaczono, a następnie, o czym gorliwie dyskutowano podczas pokazów ubiegłego sezonu. Idee te, trącące nową estetyką, skrystalizowały się w druku lub na ciałach modeli. Zażegnaliśmy już surowe zasady, według których mężczyźni zwykli dotychczas „planować" swój ubiór. Powitaliśmy za to pomysły, kwestionujące podwaliny płci oraz pojęcie „ubierania się jak facet".

Stało się tak przede wszystkim za sprawą Gucciego pod wodzą Alessandro Michele'a, który to ustanowił ducha epoki, chociażby dzięki editorialom lub kampanii w obiektywie Glena Luchforda, marka niewątpliwie jest wyjadaczem sezonu. Moda autorstwa Michele'a balansuje na krawędzi męskości i kobiecości, dzieciństwa i dorosłości. Magazyny modowe i pokazy przepełnia fantazja, która celuje w to, co niemożliwe i nieprawdopodobne. Nawet najbardziej zagorzały miłośnik mody niekoniecznie chciałby być ubrany od stóp do głów w kreacje od projektanta, a ten zamysł perfekcyjnie odzwierciedlają tegoroczne pokazy. Słowami Matthew Schneiera z New York Times: „miejsce mody jest na wybiegu, a rzeczywistość siedzi na trybunach".

Jest to wielki paradoks, który systematycznie zatacza koło. Czy istnieje związek między panującymi trendami na wybiegach i tym, w co ludzie rzeczywiście chcą się ubierać? I jak daleko sięgają macki świata męskiej mody? Jest to pytanie, które skłoniło mnie do napisania tego artykułu i na które bardzo chciałem odpowiedzieć. A jak? Poprzez znalezienie normalnego gościa i pogadanie z nim. Jaki ma stosunek do mody? W jaki sposób wybiera ubrania? Czy zmiany, o jakich tak trąbią dziennikarze i magazyny w jakikolwiek sposób go dotykają?

I tu zaczęły się schody, bo znalezienie tego „normalnego gościa" okazało się zadaniem dużo trudniejszym, niż myślałem. Szukałem w Londynie i poza nim, chociażby w moim rodzinnym miasteczku Berkshire na przedmieściach, ale chłopaki nie wpisywali się tak łatwo w kategorię, którą sobie obrałem. Zderzyłem się za to z bardzo skomplikowaną siatką połączeń przeróżnych stylów i subkultur - deskorolkarzy, fanatyków gier komputerowych, zwolenników sportu... Normalny koleś, co wkrótce zrozumiałem, istniał tylko w mojej wyobraźni. Moi znajomi mieli podobny problem z zaklasyfikowaniem go. „Normalne chłopaki to się ubierają chyba w Stussy, no nie?", napisał w mailu mój chłopak, który jest projektantem mody męskiej. „Ale myślę, że chyba istnieje taki normals, co bardzo dba o to, żeby jego rzeczy były zwykłe i normalne, nie uważasz?" Z kolei mój znajomy, PR-owiec męskiej mody powiedział: „Mi się kojarzą z chłopakami, z którymi chodziłem do szkoły". Co w takim razie noszą oni? „Faceci spodnie chinos i koszule, czyli nuda, a młodzi... hmm, sportowe ciuchy?"

Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, to taki typ kolesia, który na co dzień ubiera się w Superdry i Benchu, czyli tych bezimiennych, zupełnie niecharakterystycznych markach, na które ludzie mający coś związanego z modą spoglądają z lekką nutą pogardy. „W Londynie, podobno nigdy nie znajdujesz się na więcej niż 2 metry od szczura, nawet jeśli go nie widzisz", jak to kiedyś napisała Imogen Fox dla The Guardian. „Obecnie w Wielkiej Brytanii, według mojego naukowego rozumowania, nigdy nie znajdujesz się na więcej niż 2 metry od czegoś z Superdry".

Jeśli chodzi o mnie, to mimo wszystko byłem nieco zaintrygowany tym zjawiskiem marki, która po cichu i podstępnie zawładnęła całym narodem, przy okazji uzyskując miliony funtów zysku. Jednak w momencie, gdy zacząłem szukać przedstawicieli ubierających się w Superdry, to nie znalazłem ich wielu, a na pewno nie aż tylu, aby móc mówić o jakiejś normie. Powoli zaczęło do mnie dochodzić, że koleś, którego miałem na myśli, chyba naprawdę nie istnieje.

Doszedłem do momentu, w którym zrozumiałem, że jakkolwiek Gucci, J.W. Anderson i inni kwestionują zasady mody męskiej, to „normalny koleś" tak samo jest fantazją, z tym że znajduje się po przeciwnej stronie barykady. „Normalny koleś" jako utopia stał się ideą wszechobecną i bardzo pożądaną. Zwłaszcza ostatnio, moda totalnie oszalała na punkcie archetypu „prawdziwego chłopaka" - mówię tu na przykład o wersji „normalności" w oczach Prady i tej pozornie banalnej formy ubioru, która zdefiniowała ostatnie męskie pokazy czy o Rafie Simonsie i nazwaną jego imieniem marki, która bezustannie inspiruje się lookiem kolesia z sąsiedztwa, a już najlepiej takiego młodego, nastoletniego.

Brytyjscy projektanci również podchwycili ten archetyp, choćby Christopher Shannon, dla którego lokalna młodzież już od dawna stanowi natchnienie. Jego ostatnia kolekcja oparta była na idei „Brytyjczyka za granicą", czyli zwykłego, wyluzowanego gościa na wakacjach z kumplami. Dla Shannona, normalność stała się niemalże formą buntu: „odrzucają mnie lifestyle'owe aspiracje", powiedział kiedyś w wywiadzie dla magazynu Interview. Taką ideologią właśnie kierują się młodzi brytyjscy projektanci, przykładowo Liam Hodges, którego intrygują ludzie z marketu na londyńskim Walthamstow, czy też Cottweiler, dla którego uniform stanowi zwykły dres. Nawet Astrid Andersen i Nasir Mazhar, których zazwyczaj dużo bardziej interesuje przekraczanie granic, inspiracje czerpią z tej fantazji o „normalnym" chłopaku z ulicy.

I nie mówię tutaj wyłącznie o projektantach, wizualny sztab świata mody również pochłonęły próby zobrazowania „normalności" i „autentyczności". Gosha Rubchinskiy, zanim jeszcze został projektantem, wyrobił sobie nazwisko,

fotografując młodzież z obszarów postradzieckich i definiując estetykę normalności, tworząc archetyp skate'a. Doskonały album Alasdaira McLellana, Ultimate Clothing Company również obrazuje to pojęcie zwyczajności jako swoisty fetysz. Modele tacy jak Michael Morgan i Danny Blake, których fotografował McLellan, bazują na tym stereotypie, a ich typowo brytyjski wygląd przynosi im popularność zarówno wśród sieciówek, jak i fotografów modowych.

Dlaczego więc zjawisko „normalnego kolesia" jest aż tak rozpoznawalne w świecie mody, a wręcz stanowi obecnie jego ważny filar? Jakimś cudem, w dzisiejszych czasach normalność jest sama w sobie prowokacją, odrzuceniem nadmiaru wszystkiego, czym jesteśmy na co dzień bombardowani. Można powiedzieć, że jeśli Gucci to Yang, to zwyczajny koleś to Yin. Poza tym ci, którzy przekraczają granicę, najpierw jej potrzebują, by móc ją przekroczyć. W dzisiejszych czasach moda potrafi być pełna paradoksów, wahając się między nadmiarem a minimalizmem, kobiecością a męskością, młodością a wiekiem, czarnym i białym. A mimo to, jakimś sposobem udaje jej się znaleźć równowagę między dwiema skrajnościami, niczym wahadło. Ja za to uważam, że „normalny koleś" to stan umysłu, zagrzebane w podświadomości. Czy nie mam racji?

Zobacz też: Chłopcy w i-D.

Kredyty


Tekst: Jack Moss
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Jason Lloyd-Evans

Tagged:
opinie
Christopher Shannon
Liam Hodges
raf simmons
superdry
moda męska