gary numan. mroczny książę synthpopu powraca

Gary Anthony James Webb, jako wstydliwy dzieciak, znalazł w muzyce pomysł na siebie. Pod wpływem punkowego szaleństwa dołączył w 1976 roku do kapeli The Lasers, ale rok później założył już własną – Tubeway Army. Wymyślił siebie na nowo i jako Gary...

tekst Tish Weinstock
|
01 Lipiec 2014, 1:35pm

Gary Numan

Trasa po Wielkiej Brytanii, main stage festiwalu Body & Soul w Irlandii i występ na brytyjskim Sonisphere. To będzie całkiem pracowite lato. Cieszysz się tym czy stresujesz?Bardzo się cieszę. Robię to już od dawna, więc trudno mnie przyłapać na nerwach. Uwielbiam występować, być w trasie i kocham festiwale, więc jeśli o mnie chodzi, to dobrze.

Tworzyłeś muzykę poza Splinter?
Napisałem ścieżkę dźwiękową do animowanego koszmaru o końcu świata pt. From Inside. Pracuję też nad kawałkiem z Jeanem-Michelem Jarre'em na jego nowy album.

Czy twój stosunek do robienia muzyki jest teraz inny niż kiedyś?
Niezupełnie. Pisanie piosenek wygląda tak samo: siadam przy pianinie lub syntezatorze i pracuję nad melodią, akordami oraz aranżacją. Gdy to jest gotowe, utwór powstaje warstwa po warstwie. Różnica tkwi w liczbie technologii wykorzystywanych do obróbki. Narzędzia, na których teraz pracuję, są naprawdę fenomenalne w porównaniu do tego, co miałem, gdy po raz pierwszy zająłem się elektroniką.

Jak wspominasz swój debiut na scenie?
Okropnie. Przez kilka dni przed występem ledwo byłem w stanie rozmawiać, tak się denerwowałem. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym kiedykolwiek zrobić karierę na scenie. Dopiero mój ojciec wziął mnie na bok i powiedział, że jeśli nie pokonam tremy, to powinienem znaleźć sobie inne zajęcie. Pewnie dlatego zająłem się image'em i odgrywaniem ról. Mogłem się za nimi schować.

Nadal miewasz to uczucie?
Nie. W wyjątkowych sytuacjach robię się trochę nerwowy, ale to nic w porównaniu do tego, co było kiedyś. A naprawdę było źle.

Tęsknisz za czasami Tubeway Army?
Jak dla mnie Tubeway Army było trzyosobowym zespołem punkowym. Gdy zacząłem robić muzykę elektroniczną, kapela się rozpadła, a ja poszedłem na swoje z Paulem Gardinerem, zespołowym basistą. Wolałem być znany jako solista, ale wytwórnia nie chciała porzucić nazwy, więc trwało to tak przez dwa albumy, dopóki nie znalazłem w sobie na tyle siły, żeby postawić na swoim. Ale jeśli mówimy o czasach Are 'Friends' Electric?, gdy to wszystko się zaczęło, to - tak, wróciłbym do nich chociaż na minutę. Na tylko tyle, by powiedzieć sobie, żebym się uspokoił i cieszył chwilą. Nasz pierwszy sukces nie przyniósł mi zadowolenia, za bardzo martwiłem się, co robić dalej.

W jakim musisz być nastroju, żeby pisać muzykę?
Wychodzę do studia w poniedziałki rano, siadam i zaczynam grać. Zazwyczaj potrzebuję chwili, żeby oderwać się od świata i codziennych spraw. Musisz zanurzyć się w muzyce, a potem pomysły zaczynają napływać i zatracasz się, gdziekolwiek poprowadzi cię wyobraźnia. U mnie to są prawie zawsze mroczne miejsca, więc myślę, że do pisania mój nastrój też musi być ponury, ale nie odczuwam tego w ten sposób. Mnie to pobudza.

Wywarłeś duży wpływ na współczesną muzykę elektroniczną. Nazwałbyś się pionierem?
Przeczytałem mnóstwo komentarzy o tym, że nim byłem. Stałem na czele czegoś niezwykłego. Boom na elektroniczną muzykę okazał się - całkiem prawdopodobnie - ostatnią poważną rewolucją w muzyce, i choć stanowiłem jej część, to po prostu próbowałem różnych rzeczy, żeby sprawdzić, co mi się podoba. To wszystko było bardzo prymitywne, nie wiedziałem nawet, do czego potrzebne są kontrolki na syntezatorze. Po prostu nimi kręciłem, wciskałem to i tamto, aż spodobało mi się, co słyszałem.

Co myślisz o elektronice, która przebija się do mainstreamu, gdzie zajmują się nią popowi wykonawcy?
W ogóle mi to nie przeszkadza. Syntezatory, tak jak gitary, perkusja i reszta, są śrubokrętami i młotkami przemysłu muzycznego. To tylko narzędzia. Nieważne, kto z nich korzysta, ale jak dobrą muzykę przy ich użyciu tworzy.

Kto wywarł na ciebie największy wpływ?
Marc Bolan i John Foxx. A później tysiąc innych osób. Świat jest pełen zdolnych ludzi, którzy robią ciekawe rzeczy. Musisz mieć przez cały czas oczy i uszy szeroko otwarte i pozwalać sobie te rzeczy chłonąć. Jak małe iskierki, które potrafią rozpalić wyobraźnię i zabłysnąć pomysłami.

Gdybyś mógł cofnąć się w czasie, jaką erę byś wybrał?
Cofnąłbym się do momentu tuż przed tym, jak w Ziemię uderzył meteoryt, który spowodował wyginięcie dinozaurów. Naprawdę chciałbym sprawdzić, jak wyglądało wtedy życie, a przede wszystkim ujrzeć niebo przysłonięte meteorytem. To był chyba najbardziej katastroficzny moment w historii planety. Byłoby genialnie zobaczyć to na żywo.

numan.co.uk

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock

Tagged:
Gary Numan
muzyka
Splinter
muzyka wywiady