modelki, irokezy i kajdany, którymi mcqueen budował swoją legendę

Dana Thomas napisała Gods and Kings – najnowszą książkę o McQueenie i Galliano. Autorka opisała dla i-D pięć rzadkich zdjęć. Rzucają one nieco światła na życie Lee.

tekst Stuart Brumfitt
|
16 Marzec 2015, 9:33am

Nowa książka Dany Thomas nosi tytuł Gods & Kings: The Rise and Fall of Alexander McQueen and John Galliano. Jej opowieści o "dwóch brytyjskich chłopakach z klasy robotniczej, którzy wstrząsnęli modą u jej podstaw" wywołały sporo zamieszania. Thomas - dziennikarka współpracującą obecnie z T: The New York Times Style Magazine - oprowadziła nas po wyborze archiwalnych fotografii Alexandra McQueena. W jej publikacji pojawiły się one jako ilustracje. Jest wśród nich irokez, który przestraszył redaktorów Newsweek International. A także sweter „Wyciągnij cycki na wierzch" - wkład projektanta w akcję #freethenipple na długo przed tym, jak się rozpoczęła. Te pięć fotografii zapewnia niepowtarzalny wgląd w życie i czasy Lee McQueena. 

W połowie lipca 1998 roku The New York Times Magazine opublikował okładkowy artykuł o Bernardzie Arnaultcie, prezesie LVMH. Był on właścicielem kilkunastu luksusowych marek. W swojej stajni miał wielu szeroko znanych projektantów. Na przykład Johna Galliano w Christian Dior. Albo Marca Jacobsa w Louis Vuitton. Lecz kiedy wybierał osobę, z którą zrobi sobie zdjęcie, Arnault podjął nietypową decyzję. Postawił na swojego projektanta z Givenchy, Alexandra McQueena [fotografia pochodzi ze stykówek z tej sesji]. Wszyscy, którzy śledzili działania Arnaulta, odnotowali to. McQueen wchodził do świata projektantów-faworytów branży.

Do prac nad pokazem Banshee na sezon jesień/zima 94-95, McQueen zatrudnił młodego Walijczyka. Nazywał się Julien Macdonald. Był studentem mody na kierunku tekstylia. Dla projektanta miał wykonać dzianiny. Macdonald tak wspominał ich współpracę: „[McQueen] narysował na szybko szkic swetra. Pullovera z golfem. Wyposażonego w pionowe panele z przeźroczystej żyłki wędkarskiej. Które ukazywały biust. I nazwał go Wyciągnij cycki na wierzch. Śmiał się przy tym histerycznie. Uwielbiał szokować. Powiedział mi, że projekt przypomina mu pewien strój fetyszowy. Widział go poprzedniego wieczoru, w klubie".

Tu widzimy z pewnością najbardziej wywrotowy element La Poupée - kolekcji McQueena na sezon wiosna-lato 97. Wykonanie go zlecił swojemu przyjacielowi, projektantowi biżuterii Shaunowi Leane. Była to kwadratowa rama z metalu. Z kajdanami na każdym z rogów. Zamykało się w nich uda i górną część ramion modelki. W efekcie przykuwało się ją na stałe do takiej pozycji na planie kwadratu. McQueen zwrócił się potem Debry Shaw. Amerykańskiej, czarnej modelki. Zapytał ją, czy otworzyłaby jego pokaz w tej ramie.

- Okej, a jaka kryje się za tym historia? - odparła. - Czy to jakieś nawiązanie do niewolnictwa?

- Boże, a skąd! - zarzekał się.

Jak powiedział, rama była komentarzem na temat wielu zjawisk. Ograniczeń. Aryjskich ideałów piękna. Surrealizmu. Wszystkiego, co we współczesnych czasach kojarzyło mu się z faszystowskimi regułami mody. Wyznaczników dobrego smaku. Tego, co za akceptowalne przyjęła grupa ludzi, których uznawał za nudnych burżujów. „Czułam się, jakby moje ciało rozpięto na ramie obrazu" - mówi teraz Debra o momencie, w którym przymierzyła kreację. Nie poczuła się wcale spętana jak niewolnik. „Jestem dumna ze swojego dziedzictwa i rasy" - zapewnia Shaw. „Nigdy nie zrobiłabym czegoś, co byłoby upokarzające". 

W lutym 1997 roku wybrałam się na wywiad z McQueenem. Umówiliśmy się w siedzibie Givenchy. Miałam napisać okładkowy artykuł o nim i jego nowej pracy dla Newsweek International. Tuż przed moim przyjazdem ogolił sobie głowę przy swoim biurku. Ściął się na irokeza. Na laminowanym blacie dało się jeszcze wyłapać wzrokiem jego włosy. „Lubię zachowywać się spontanicznie" - powiedział z uśmiechem. Fotograf mody Mark Arbeit zrobił zdjęcia na okładkę w sąsiednim pokoju. Tego właśnie polaroida zachowałam dla siebie. Wciąż stoi na moim biurku. Wygląd McQueena przestraszył redaktorów Newsweeka z Nowego Jorku. Tak bardzo, że wycieli Lee ze zdjęcia. Na okładce znalazły się tylko otaczające go modelki.

Pokaz swojej pierwszej kolekcji ready-to-wear dla Givenchy McQueen zorganizował w Halles aux Chevaux. Budynku na skraju Paryża. Dawniej mieściła się tam rzeźnia końska. Brukowa posadzka była nachylona w stronę odpływów. Żeby krew zwierząt spływała swobodnie. Kreacje stanowiły specyficzne połączenie stylów. Z jednej strony zaprezentował schludne krawiectwo. Eleganckie garnitury z szarej flaneli. Luźne sukienki bez rękawów a la Audrey Hepburn. Drugim obliczem kolekcji były tandetne stroje na imprezy. Kombinezony w panterkę. Obcisłe, czarne sukienki z winylu. Coś w typie dziewcząt Russa Meyera. Eksponujące obfite biusty. Pod koniec pokazu na wybieg wyszedł McQueen. Z irokezem. W ciemnym garniturze. Oraz koszuli w odcieniu różowego kojarzącym się z kwiatem bodziszka. Skłonił się z damą pod rękę. Była to frywolna francuska aktorka o dużych piersiach, Béatrice Dalle. Jej krągłości rozsadzały wręcz lśniącą, czarną sukienkę.

Książka Dany Thomas Gods & Kings: The Rise and Fall of Alexander McQueen and John Galliano (wydawnictwo Penguin) jest już w sprzedaży.

Kredyty


Fotografie (kolejno):
Bernard Arnault and Alexander McQueen, 1998 rok, © Jake Chessum/Supervision
Tim Douglas/Camera Press/Redux
Neville Marriner/Daily Mail/Rex USA
Mark Arbeit
Ken Towner/Evening Standard/Rex USA

Tagged:
Alexander McQueen
V&A
mcqueen
dana thomas
irokez