Reklama

vogueleska to najnowsza taneczna moda, która rozprzestrzenia się w japońskim podziemiu

Vogueleska łączy ze sobą striptiz, taniec na rurze i voguing. To sztuka demonstrowania swojego charakterku, gdy jednocześnie zrzucasz z siebie ciuszki.

tekst i-D Team
|
03 Marzec 2015, 1:20pm

Voguing to sztuka subtelnego, acz bezczelnego przedrzeźniania oponentów (czyli throwing shade), prezentowania się bosko i popisywania się symetrycznymi ruchami tanecznymi, wykonywanymi z podkreśleniem kątów oraz linii. Voguing bywał też en vogue częściej niż mała czarna. I ciągle powraca. Z początku, w Harlemie lat 70, tę formę tańca uprawiała gejowska, czarna młodzież z klasy robotniczej. Dzieciaki te organizowały wystawne bale, naśladując kulturę „debiutantek", charakterystyczną dla białych bogaczy z USA. Kulturę, która była - i można powiedzieć, że zapewne nadal jest - dla nich czymś nieosiągalnym. Od tego czasu minęło już 40 lat. I właśnie teraz na voguingu położyli swoje ręce Japończycy. Oczywiście, wyszło im coś wybitnie japońskiego.

Jest piątkowy wieczór. Znajduję się w dzielnicy Toganocho w centrum Osaki. Pomiędzy Love Hotelami i automatami sprzedającymi najróżniejsze rzeczy, można tu znaleźć ukryty skarb - Do With Cafe. Drag queens, będące tu kelnerkami, witają mnie z zachowaniem wszelkich niezbędnych formalności. Z lewej strony nadchodzi ku mnie Foxy, wspaniale wyglądająca właścicielka lokalu. Jest wystrojona jak należy, a w dłoniach niesie butelkę szampana Moët i talerzyk suszonej wołowiny. Te rarytasy przygotowano dla mnie, na powitanie. Japońska gościnność naprawdę nie ma sobie równych.

Zjawiłem się tu, żeby zobaczyć VSensation, „dom tańca" (w voguingu grupy taneczne tytułują się właśnie domami) należący do rozwijającej się klubowej subkultury, którą ochrzczono mianem voguelesque. Jest ona połączeniem kabaretu i burleski z tańcami takimi, jak vogue czy waacking (wklepcie sobie w Google). Sprowadza się to w zasadzie do demonstrowania swojego charakterku, gdy jednocześnie zrzucasz z siebie ciuszki.

Współtwórcami tanecznego eventu są Monica Mizrahi i Chycca Tatsumi. Na co dzień Monica pracuje jako doktor specjalizujący się w leczeniu cukrzycy. Na voguing natrafił dzięki Madonnie. Żeby zdobyć niezbędne umiejętności, czterokrotnie odwiedzał Nowy Jork. Pojawił się też parę razy w japońskiej telewizji. Po tym przygotowaniu Monica wiedział już, że musi stworzyć własną przestrzeń do występów dla miejscowych dzieciaków. „W Japonii jest niestety tak, że jeśli nie jesteś tancerzem ulicznym, to nie istnieje dla ciebie żaden sposób na zarobienie pieniędzy" - wyjaśnia. „Jako voguer nie wystartujesz też w żadnych zawodach tanecznych". Chycca była kiedyś dzieciakiem z klubu Boombox. Dorabia sobie występami w lokalnym barze, w charakterze performerki łączącej burleskę z akrobatyką powietrzną. Teraz łatwiej przychodzi mi zrozumienie, jak doszło do zderzenia tych dwóch dyscyplin artystycznych i wyłonienia się z niego vogueleski.

Wokoło zaczynają zbierać się dzieciaki, czekające na swoje trzy minuty sławy. Showto aka Showta Ninja, najbardziej obiecujący młody talent występujący w ramach VSensation, opowiada mi jak doszło do jego spotkania z voguingiem: „Moja mama prowadziła show w barze. Występowali w nim newhalfs (japoński termin, którym określa się transseksualistów). Kiedy byłem mały, nie znałem słowa gej. Nie wiedziałem, że to gejowskie pokazy".

Wykonawcy przejmują po kolei scenę. Chycca zapowiada wejście każdego po angielsku (w jego japońskim brzmieniu) - wszystko, co pochodzi spoza kraju, jest egzotyczne. Klimat NYC czy Londynu nadal ma tu wymierną wartość. Pole dancerzy uprawiają voguing, nie rezygnując przy tym z wyginania się na rurze. Tancerze specjalizujący się w vogue też wskakują na rury. Wszyscy pokazują sporo odsłoniętego ciała. Showta i jego taneczny partner Ricchan pokazują nam środkowe palce po odstawieniu najlepszego układu vogue, jaki widziałem od dłuższego czasu. Nadchodzi pora na występ założycieli i opiekunek domu VSensation. Chycca i dr Monica raczą publikę prowokacyjnym, bardzo seksualnym pokazem voguingu. Na prawo i lewo wzlatują ze sceny rękawiczki, woalki i fałszywe pieniądze. Każdy z wykonawców wykorzystuje motywy seksualne, związane z pieniędzmi i całkowicie publicznym wyrażaniem własnej osobowości - dla japońskich dzieciaków w dresach Boy London są to bardzo nieprzyzwoite i ryzykowne tematy.

Widzowie dopingują swoich ulubionych tancerzy i wydają z siebie głośnie „oooch", gdy ktoś zrzuci z siebie kostium. Po pokazach Chycca dopada mnie przed lokalem. Chce się upewnić, że w moim artykule znajdzie się kilka niezbędnych informacji. „Z Monicą nie jesteśmy parą, musisz to koniecznie napisać. Po drugie, zmieniło się japońskie prawo dotyczące striptizu. Władze nie chcą już barów ze striptizem, wszystkie się teraz zamyka. Nam striptiz zapewnia możliwość ukazania naszej historii". Wyglądam na skonsternowanego. Może uderzyły mi do głowy bąbelki. Chycca postanawia więc rozwinąć wątek: „Striptiz pozwala nam na bycie pięknymi, bycie sobą. I opowiadanie naszych historii. Vogue daje nam to samo. VSensation ma na celu podtrzymywanie tych tradycji przy życiu. Spędziłam nieco czasu w Londynie i stąd wiem, że macie tam kluby nocne, które pozwalają wam wyrażać siebie. Ja pragnę tylko mieć tutaj, w Japonii, to samo".

Duma z należenia do rodziny jest tak zażarcie demonstrowana, jak w przypadku domów z Harlemu. Kiedy dzieciaki wychodzą z przebieralni po występach, mają na sobie odpowiednie ubrania i akcesoria, podkreślające ich przynależność do domu.

Po występach DJ Koppi zasiada za konsoletą. Zaczyna wznosić okrzyki i podśpiewywać na tle house'owych utworów z podkręconymi basami. Mam dosyć queens, które wykrzykują do mikrofonu słowa typu hunty, yesss, czy werk. Nie spodziewam się więc wiele. A ona zaczyna rapować o własnej waginie, jej tożsamości i o tym, dlaczego nie zwraca uwagi na rozmiar genitaliów swoich partnerów. To feministyczna pieśń najwyższej próby!

Kiedy noc ma się ku końcowi, ja też nabieram przekonania, że vogueleska będzie następnym wielkim trendem kontrkulturowym w Azji. Jest zabawna, odważna i nie uznaje żadnych ograniczeń. Czyli nie przypomina innych klubowych mód z Kraju Kwitnącej Wiśni . Przez to nie wydaje się aż tak japońska.

Na początku wieczoru byłem sceptycznie nastawiony do VSensation. Martwiłem się, że można by oskarżyć to wydarzenie o przywłaszczanie sobie cudzej kultury. Voguing narodził się w końcu się z powodu nierówności rasowych. To, że zainteresowała się nim Madonna, nie znaczy wcale, że pożyczanie sobie tej tradycji jest OK. Obawiałem się, że będzie to tak żałosne, jak „brytyjski pub" mieszczący się w Tokio. Po spędzeniu 4 tygodni w Azji, miło było zobaczyć, że ten kontynent zachowuje swoją własną tożsamość. I tak dręczy go obsesja na punkcie stania się „bardziej zachodnim". Środki powiększające oczy znajdziemy w każdej aptece, a budki zdjęciowe automatycznie rozszerzają oczy cykających sobie fotki nastolatków. Jednak VSensation nie przypomina w niczym typowego małpowania scenek z dokumentu Paris is Burning, czego uświadczymy w nadmiarze choćby w Londynie Wschodnim. Ten ruch nosi znamiona reakcji. Sprzeciwia się japońskiemu autorytaryzmowi, patriarchatowi, mizoginii, homofobii. Jest feministyczny, queerowy i cudownie wręcz upolityczniony.

Postanowiłem zaczepnie zagadać jednego z wykonawców. Zapytałem go, co tak bardzo przemawia do niego w formie sztuki przynależnej zwyczajowo czarnym gejom z Ameryki i podziemnym klubom kabaretowym Paryża. Odparł, że „wolność wyrażania siebie". I cóż, to na pewno uniwersalna sprawa.

@scotteescottee

Kredyty


Tekst Scottee
Zdjęcia Shohei Satoh & Kyouhei Mori

Tagged:
osaka
muzyka
taniec