opowieści z krypty

Rozmawiamy z założycielem legendarnego londyńskiego klubu Trade, do którego chodził Jean-Paul Gaultier, Björk i Boy George, o początkach gejowskiej sceny klubowej.

tekst Stuart Brumfitt
|
23 Październik 2015, 12:48pm

US house, Italo house, UK house, tribal, techno i belgijski new beat: wszystko to rozbrzmiewało w najlepsze całą noc w legendarnym, pionierskim klubie gejowskim Trade, gdzie miały miejsce największe aftery w stolicy Anglii. Założyciel Trade, Laurence Malice tłumaczy, że klub otworzył się z czystej potrzeby ludzi, którzy mieli ochotę bawić się dłużej, niż oferowały to inne kluby. „Jakoś w 1989 roku, może trudno w to teraz uwierzyć, ale nie było wielu miejsc otwartych po godzinie 3 w nocy", wspomina. „Jako że nie było gdzie pójść po tym, jak zamykały się normalne kluby, w mojej głowie zaczął kiełkować pomysł legalnego klubu po godzinach". Malice dodaje również, że: „w czasach zwiększonej homofobii, to musiało być 'bezpieczne' klubowe środowisko, gdzie ludzie mogliby bawić się do rana, gdzie dużo bezpieczniej czuliby się, wracając do domu, nie napotykając po drodze uprzedzeń i nękania". Legendarna już, cotygodniowa impreza doczekała się własnej wystawy w londyńskim muzeum Islington, a z tej okazji również - co dosyć oczywiste - wystawnego after-party.

Kiedy była pierwsza impreza w Trade?
Trade narodziło się w sobotnią noc w listopadzie 1990 roku, a oryginalna ulotka z imprezy obiecywała tradycyjne, angielskie śniadanie. Szef [budynku] Turnmills był przerażony, kiedy zasugerowałem, że w menu powinny znaleźć się również lody. Dla wielu klubowiczów było to jedyne miejsce, gdzie mogli kontynuować imprezę w sobotnie noce, a ja po prostu chciałem, żeby wszyscy moi znajomi mogli się świetnie bawić i mieli okazję wyrazić siebie.

Gdzie jeszcze odbywały się w tamtym czasie gejowskie imprezy?
Oczywiście super klub Heaven miał ogromne wpływy, tak samo, jak przyczepiony do niego mniejszy - The Soundshaft. Poza tym były też tradycyjne, komediowo-kabaretowe miejsca jak The Black Cap na Camden albo Royal Vauxhall Tavern. To był Londyn po Leigh Bowerym i klubie Taboo, po klubie Anarchy Johna Cranchera... Były takie rzeczy jak Kinky Gerlinki, czyli ogromny bal, organizowany co parę miesięcy w różnych miejscach, Daisy Chain w The Fridge z chłopakami go-go czy też ogromne imprezy Love Muscle.

Możesz powiedzieć parę słów o ilustracjach i ulotkach?
Trade przez pierwsze parę miesięcy działał w podziemiu, zanim zaprosiłem Tima Stablera, żeby pomógł mi promować klub i ocenić jego wystrój. Tim wprowadził świecące neony i był pierwszy, który użył wiszących, powycinanych kształtów z polistyrenu, jak na przykład „dzieci Trade", czy głowy króliczków Playboya. Mój najlepszy przyjaciel, TradeMark miał swój wkład w jedne z najbardziej kreatywnych projektów - chociażby logo klubu, zainspirowane niemieckim znakiem drogowym i kształtem agrafki. Tag brzmiał „no speed limit" [brak ograniczenia prędkości], nawiązujący do prędkości muzyki, którą graliśmy w Trade. Martin „B-Art" Brown również odgrywał bardzo ważną rolę w tworzeniu klubowych ulotek.

Jak myślisz, dlaczego imprezy w Trade stały się legendą?
Godziny otwarcia oddzielały Trade od reszty, a wkrótce wszyscy chcieli tam bywać. To, że był jedyny w swoim rodzaju, dodatkowo podsycało ludzkie pragnienie, żeby być jego częścią. Trade zmienił kulturę klubową poprzez ludzi, których do siebie ściągał. Wprawdzie klub postrzegano jako miejsce dla społeczności LGBT, ale każdy z właściwym nastawieniem był tam mile widziany, bez względu na orientację i kręgi społeczne. Mieliśmy bankierów tańczących koło gwiazd popu, mięśniaków razem z aktorami, a ta wolność dała wszystkim szansę wyrażenie siebie za pomocą sztuki, muzyki i mody.

Fanami byli Jean-Paul Gaultier, Björk, Boy George i wielu innych - masz jakieś historie do opowiedzenia?
Mieliśmy bramkarza, który miał ksywkę „Grabarz", ze względu na jego głęboki głos i bardzo wolny sposób mówienia. Pewnego razu, zawołał mnie przez krótkofalówkę, bo jakaś dziewczyna była podrzucana do wysoko góry przez swoich znajomych, a on martwił się, że może jej się stać krzywda. Okazało się, że to była Björk! Na 8. urodziny Trade, gdzie kolejka do wejścia ciągnęła się przez całe Clerkenwell Road, podjechała nagle długa limuzyna, a z niej wyskoczyła jakaś młoda asystentka, prosząc o rozmowę z menadżerem. Następnie oznajmiła, że Cher, której singiel I Believe był wówczas na szczytach list przebojów, siedzi w limuzynie. Nastąpiła efektowna pauza, a wszyscy z kolejki to usłyszeli i wszystko ucichło. Menadżer odparł: „Dobrze i jak mogę pomóc?" Lekko zbita z tropu asystentka powiedziała, że Cher chciałaby wejść i prosi o strefę VIP i o sześć butelek szampana. On grzecznie wytłumaczył, że nie mamy strefy dla VIP-ów, bo nasz klub zakładał równość i integrację wszystkich gości. Nie zrobił tego dla Madonny i niestety nie będzie mógł zrobić tego dla Cher ani żadnej innej gwiazdy. Z tłumu dobiegła burza oklasków, a limuzyna pojechała dalej.

Czy to koniec ery gejowskich klubów w Londynie?
Oczywiście, że to nie koniec, po prostu jest inaczej. Po uzyskaniu równości, zarówno sceny homo, jak i hetero zlały się w jedno, zwłaszcza poza Londynem. A sam Londyn ma teraz swoje własne, kreatywne dzielnice, gdzie kwitnie scena klubowa, jak Dalston, Shoreditch czy Vauxhall.

Szykuje się impreza na 25-lecie. Jak myślisz, jak to wyjdzie?
To będzie srebrny jubileusz, emanujący dumą, z ekipą DJ-ów i szczęśliwych klubowiczów, którzy nie będą chcieli, żeby ta noc się kiedykolwiek skończyła.

Kredyty


Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
LGBT+
muzyka
londyn
płeć