chustka w tylnej kieszeni, czyli sekretny język gejowskiej społeczności san francisco lat 70.

Album pokazuje, jak ewoluowała kultura gejowska, w której uliczny szyfr zastąpiły obecnie aplikacje mobilne, takie jak Grindr. „Dziś nie potrzebuję chustki w określonym kolorze, żeby rozpoznać ludzi z branży i przekazać im, na co mam ochotę w sypialni”.

|
09 listopada 2015, 3:45pm

Jesteś fisterem czy fistee? W latach 70. w dzielnicy Castro w San Francisco odpowiedzią na to pytanie była czerwona chustka w tylnej kieszeni spodni.

Tzw. hanky code, czyli system wyrażania preferencji seksualnych za pomocą umieszczonej w tylnej kieszeni chustki odpowiedniego koloru, został wspaniale udokumentowany w słynnym albumie Gay Semiotics [„Gejowska semiotyka"] autorstwa Hala Fischera. Ta wydana po raz pierwszy w 1977 roku praca, właśnie doczekała się wznowienia. Stanowi ona kultowy przewodnik po różnych odmianach stylu gejowskiego, w którym oprócz zdjęć nagich mężczyzn stojących wśród drzew i przyrządów do sado-maso, można również znaleźć instrukcję jak wąchać poppersy [rodzaj środka odurzającego].

„Cała ta seria i moje kolejne prace z tego okresu dotyczyły mnie, czasów w których żyłem i społeczności, której byłem częścią", wyjaśnia Fischer. Jak tłumaczy, zebrane w ciągu kilku miesięcy materiały do Gay Semiotics dokumentują „dwuznaczność, czyli sposoby szyfrowania i komunikowania treści tak, by zostać właściwie zrozumianym".

Fischer przyjechał do w San Francisco, gdzie obecnie mieszka, w 1975 roku, by studiować fotografię. Prędko wsiąkł w prężnie się rozwijający lokalny światek artystyczny. Początkowo jego praca miała być projektem opisującym społeczność gejowską; później przyjęła formę wystawy i została opublikowana jako album (sprzedał się cały nakład 5 tys. egzemplarzy), co przełożyło się na stypendia agencji National Endowment for the Arts i wystawy zagraniczne.

Fotografiom Fischera towarzyszy opis - to właśnie wspomniana semiotyka. Np. strój modela na zdjęciu podpisanym „Street Fashion: Forties Funk" rozłożony jest na następujące części: jedwabny szalik, podkoszulka na ramiączka i szare flanelowe spodnie. Gay Semiotics rozszyfrowuje język wizualny społeczności gejowskiej z Castro, wskazując na jego powiązania ze starożytnością, nakręconym w 1953 roku filmem Dziki z Marlonem Brando i zbiorem poezji Źdźbła trawy Walta Whitmana.

„Tak naprawdę podstawowy styl gejowski polegał na przejęciu pewnych atrybutów męskości, np. flanelowych koszul i dżinsów. Liczył się kontekst: np. w Billings w stanie Montana taki strój nie musiałby wcale zostać odebrany jako gejowski, bo wszystkie jego elementy pochodziły z kultury mainstreamowej", mówi fotograf.

„Stroje skórzane to jednak zupełnie co innego", dodaje po chwili.

Gay Semiotics czyta się i ogląda z przyjemnością, a akademicki żargon w żaden sposób nie uwiera. Za przykład niech posłuży rozkładówka przedstawiająca modela w pełnym stroju sado-maso, z następującym podpisem: „Porośnięty czarnym włosem tors agresora doskonale podkreśla jego dominującą rolę".

Cały album obfituje w podobne zmiany rejestru. Taka struktura to próba odpowiedzi na pytanie, jakie zadał sobie autor: jak przedstawić ludziom tak skomplikowany świat bez nadmiernej dydaktyki i zachęcić ich do otwarcia się na niego?

Według Fischera wznowienie Gay Semiotics ukazuje się w idealnym momencie. „Wśród młodych ludzi jest ogromne zainteresowanie tym tematem i tamtymi czasami. Do tego w społeczności gejowskiej czuć silną nostalgię za epoką sprzed AIDS; wtedy w San Francisco było naprawdę bardzo wesoło", mówi.

Album spotyka się jednak z zainteresowaniem nie tylko wśród młodych; fotograf uważa, że zachodzi tu szersze zjawisko. „Kręgi artystyczne ponownie odkrywają sztukę lat 70.", wyjaśnia. „Gay Semiotics to praca silnie osadzona w swej epoce, relikt idyllicznych czasów sprzed nadejścia zarazy".

„Byłem zbyt młody, by załapać się na Gay Semiotics za pierwszym razem. Być może idealizuję tamte czasy, ale wydaje mi się, że znajomość sekretnego kodu rozumianego wyłącznie przez członków twojej społeczności musiało dawać wielką satysfakcję", mówi Noah Michelson, redaktor Huffington Post Gay Voices.

Album pokazuje, jak ewoluowała kultura gejowska, w której uliczny szyfr zastąpiły obecnie aplikacje mobilne, takie jak Grindr czy Scruff. „Dziś nie potrzebuję chustki w określonym kolorze, żeby rozpoznać ludzi z branży i przekazać im, na co mam ochotę w sypialni (albo w kuchni czy na tylnym siedzeniu taksówki). Jednocześnie jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że nie ma już między nami tamtego poczucia braterstwa. Być może wznowienie Gay Semiotics sprawi, że przypomnimy je sobie i zastanowimy się nad tym, co utraciliśmy", dodaje Michelson.

Dla Fischera jego album to zarówno wizualna pamiątka po społeczności, której był częścią, jak i zapis utraconego języka - nieużywanego dziś słownictwa przynależnego do danego miejsca i określającego pewne pragnienia, i zarazem szyfru powstałego z konieczności. „W latach 70., w zależności od miejsca i okoliczności, próba nawiązania flirtu z heterykiem mogła się źle skończyć, więc stosowanie szyfru było jak najbardziej uzasadnione", tłumaczy.

Obecnie gejowski styl to część mainstreamu. „Ludzie, których spotykam na ulicy, często nie zdają sobie nawet sprawy, że wiele elementów ich strojów wywodzi się z kultury gejowskiej", mówi fotograf.

Wznowienie Gay Semiotics ma dziś równą szansę stać się modową ściągawką dla stylistów, jak i wylądować na półce w bibliotece. Być może album ten należałoby spopularyzować tak samo, jak spopularyzowały się prezentowane w nim rozmaite odmiany gejowskiego stylu. Bez tego całe pokolenie pozostanie nieświadome faktu, że dżinsy zapinane na guziki są mocno gejowskie. Co ważniejsze jednak, bez Gay Semiotics możemy zapomnieć, że ta barwna społeczność kiedykolwiek istniała.

Choć bowiem styl gejowski przeniknął do kultury masowej, próżno dziś szukać gejowskiej semiotyki na ulicach Castro. „Zniknęła bezpowrotnie. Nie jestem nawet w stanie poznać, czy ktoś jest gejem, czy nie. W tamtych czasach trudniej było robić zdjęcia i nie było tylu kanałów ich rozprzestrzeniania. Nie chodzi tylko o to, jak kiedyś funkcjonowały subkultury, ale i o sposób komunikacji. Dziś wszystko odbywa się inaczej", mówi Fischer.

Przeczytaj też:
- Wolfgang Tillmans fotografuje rosyjski queer
- Męska intymność w nowym wydaniu
- Dzieci par jednopłciowych zabierają głos

Kredyty


Tekst: Veronica Maldonado
Zdjęcia: Hal Fischer
Tłumaczenie: Filip Bednarczyk