Reklama

cierpienie artysty

Pora zwrócić uwagę na problemy psychiczne członków branży kreatywnej i potraktować je poważnie.

tekst Wendy Syfret
|
28 Luty 2017, 12:15pm

W zeszłym tygodniu 29-letni, uznany fotograf Ren Hang odebrał sobie życie. Każda strata jest bolesna, ale śmierć kogoś tak młodego skłania do pewnych przemyśleń. Prace Rena często wywoływały dyskusje na temat seksu, cenzury, konserwatyzmu i roli sztuki w kwestionowaniu otaczającego nas świata. Gdy jednak pytano o to jego samego, nie był równie pompatyczny. Przeważnie wyjaśniał, że jego prace nie mają ukrytego znaczenia, a sam proces tworzenia pomaga mu czuć się mniej samotnie, pozwala poradzić sobie z poczuciem pustki, które nieustannie mu towarzyszy. Mając to na uwadze, powinniśmy iść jego własnym tokiem rozumowania i postarać się przemyśleć sposób, w jaki wplatamy wątek zdrowia psychicznego w historie artystów.

Wizerunek udręczonego artysty cierpiącego za miliony jest zbyt powszechny - i często zbyt przeromantyzowany. Ból skrywany przez członków społeczności kreatywnej jest inaczej odbierany przez społeczeństwo. Gdy na depresję cierpi księgowy to czysta psychologia, gdy te same uczucia dręczą artystę - to poezja.

To idea, na którą nabieramy się od wieków, z własnej nieprzymuszonej woli i z przekonaniem. Kreatywność i choroba psychiczna są często powiązywane, jakby mogły istnieć tylko w idealnej równowadze, a majstrowanie przy jednym zniszczy drugie. Artyści, których prace kształtują lęki i depresja, sami przedstawiają je, jako cenę, którą przyszło im płacić za swój dar. Edvard Munch kiedyś stwierdził: „Strach przed życiem jest mi niezbędny, tak jak moja choroba. Nie da się ich ode mnie oddzielić, a ich destrukcja zniszczyłaby moją sztukę".

Więź między kreatywnością i depresją naprawdę istnieje. Islandzkie badanie z 2015 roku dowiodło, że 25% kreatywnych ludzi jest bardziej podatnych na zaburzenie afektywne dwubiegunowe i schizofrenię ze względu na określone geny, które u nich występują. Prawdopodobieństwo, że pisarz odbierze sobie życie, było o 50% wyższe niż w przypadku zwykłego śmiertelnika, a do tego możliwość wystąpienia zaburzeń afektywnych dwubiegunową wzrasta do 121%.

Naukowe dowody na to, że te cechy naturalnie występują razem, nie powinny być wymówką, by zaakceptować, że „tak to już po prostu jest". Przekonanie, że trzeba być nieszczęśliwym, by naprawdęmóc wszystko odczuwać i tworzyć jest płytkie i niebezpieczne. Francis Bacon, jeden z najbardziej uznanych malarzy ostatniego wieku, nie był odporny na ten strach. Kiedyś powiedział: „Uczucie rozpaczy i nieszczęścia przydają się artyście bardziej niż zadowolenie, bo rozpacz i nieszczęście wyostrzają wrażliwość". Przeważnie zgadamy się z Baconem, ale tym razem musimy stwierdzić, że nie ma całkowitej racji.

Debata na temat smutku i melancholii jako nieodzownych składników kreatywności jest bardzo skomplikowana i toczy się od dawna. Badacz szczęścia (tak, istnieje ktoś taki) i wykładowca Harvardu, Shawn Achor, zbudował całą karierę na analizowaniu i poszukiwaniu palących emocji. Chce pokazać, że jesteśmy najbardziej kreatywni, gdy jesteśmy szczęśliwi. W rozmowie z Inc wyjaśnił swoje odkrycia. Dowiódł, że gdy jesteśmy w optymistycznym nastroju, nasze mózgi dostrzegają więcej możliwości. Badacze z University of California San Francisco skanowali tomografem mózgi jazzowych muzyków w trakcie gry i spostrzegli, że części odpowiedzialne za kreatywność były bardziej aktywne, gdy patrzyli na rozweselające obrazy.

Ten tok rozumowania upraszcza kreatywność, sprowadzając ją do sumy kilku części, które można poprawić albo zniszczyć. Zdajemy się nie rozumieć, że kreatywność jest wrodzonym darem, który ciężko naprawdę stracić. Musimy być ostrożni, żeby nie spłycić tego jakże enigmatycznego zjawiska, ale musimy także zrozumieć, że gloryfikowanie jakiejkolwiek formy bólu może stać się kolejną barierą, powstrzymującą ludzi przed skorzystaniem z pomocy.

Nie wiemy, czy przyjaciele Rena Hanga wiedzieli o jego zmaganiach. Jego prace były niemalże odą do ich ciał i życia, celebracją ich piękna jako balsamu na jego umęczoną duszę, dlatego można założyć, że przyjaciele go kochali i wspierali. U wielu innych kreatywnych osób oznaki problemów psychicznych są często ignorowane albo - co gorsza - akceptowane i wręcz wyczekiwane przez otoczenie. Ich bolączki zostają przysłonięte przez nasze założenia. Skutki takiego rozumowania to niedostateczne zwracanie uwagi na powszechne problemy ze zdrowiem psychicznym i dobrobytem w ogólnie pojętym świecie sztuki.

Artyści nie cierpią tylko dlatego, że spadło na nich jakieś mityczne brzemię, które daje i odbiera, jak mu się podoba. Cierpią, bo pracują w branży, która wywiera ogromny stres i jednocześnie nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa ani długoterminowego dobrobytu finansowego. Przez nieustanne mielenie wizerunku smętnego artysty ignorujemy prawdziwe problemy związane z brakiem bezpieczeństwa i higieny pracy oraz poczuciem samotności. Cal Strode z organizacji Mental Health Foundation opowiedział magazynowi Standard o warunkach w świecie sztuki, który nieustannie podkopuje zdrowie psychiczne pracowników „niepewnymi kontraktami, niskimi stawkami i aspołecznymi godzinami pracy". Dodał także, że te problemy pogarsza oczekiwanie pracy za darmo albo za „rozgłos", co całkowicie lekceważy jej wartość.

Badanie z Victoria University in Australia przeprowadzone w 2015 roku również stwierdza, że ludzie pracujący w sztukach widowiskowych są 10 razy bardziej podatni na lęki i pięć razy bardziej podatni na depresję niż ogół społeczeństwa. Tych danych nie powiązano z wrodzonymi predyspozycjami, ale bezpośrednio z brakiem stabilności finansowej i kiepskimi warunkami pracy.

Gdy dajemy się nabrać na stereotypy i archetypy, stajemy się znieczuleni na otaczającą nas rzeczywistość. Pozwalając cierpiącej, kreatywnej osobie zlać się z tysiącem podobnych historii nie tylko ją zawodzimy, ale też osłabiamy społeczność artystów. Od zbyt dawna świat sztuki toczy ten rak, bo wmawialiśmy sobie, że „zawsze tak było". Musimy udzielić takiego samego wsparcia i zrozumienia artystom, jak wszystkim innym. W końcu cierpienie boli, nieważne jak piękne i szlachetne.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcie Ren Hang, via Instagram.