anton belinskiy wzruszy cię do łez

Nie zgadniesz jaka historia kryje się za tymi zdjęciami.

tekst i-D Staff
|
14 Styczeń 2016, 5:00pm

Pochodzący z Kijowa projektant Anton Belinskiy jest jednym z największych talentów z nowej fali ukraińskich artystów. Został nominowany do nagrody LVMH, a jego kolekcje można kupić w Londynie, Nowym Jorku i Tokio, ale mimo to wciąż musi pracować naprawdę ciężko, aby sfinansować swoją pasję. Częściej jednak zadaje sobie inne pytania: czy zajmowanie się modą na Ukrainie, czyli w kraju rozwarstwienia społecznego, który jest pogrążonym w kryzysie gospodarczym jest etyczne? I czy ma sens?

Dla młodych ludzi z Kijowa, Belinskiy to nie tylko projektant, wokół nazwiska którego zrobiło się trochę szumu. On jest głosem ich pokolenia. „Biedny, ale stylowy" - tak jego kolekcję na jesień/zimę 15 reklamował jeden z londyńskich butików. Tym sloganem możemy także określić ciężkie, ukraińskie realia. „Wszyscy chcemy, aby nas postrzegano jako ludziwrażliwych społecznie, jednak T-Shirt, który zaprojektowałem, dalej kosztuje co najmniej 100 dolarów (ok. 400 zł) za sztukę. Chciałbym, aby moje ubrania były na tyle tanie, żeby każdy dzieciak z Ukrainy mógł sobie na nie pozwolić".

W nowym projekcie Anton i fotografka Julie Poly skupiają się na mieszkańcach ukraińskich sierocińców. Niewidoczne dla społeczeństwa, pozbawione dotacji państwa sierocińce w całej Ukrainie dzięki pomocy wolentariuszy, to oni pomagają im przetrwać. Aby zwrócić uwagę na ten problem i zebrać fundusze, Poly sfotografowała dzieci z sierocińca znajdującego się na południu Ukrainy, niedaleko Odessy. Wszystkie mają na sobie ubrania Belinskiyego, a cały dochód zostanie przekazany na pomoc takim instytucjom.

Jak wpadłeś na ten pomysł?
Anton Belinskiy: Nad ostatnią kolekcją pracowałem z moją przyjaciółką z Odessy, Anastasiią Chorną. Na początku chcieliśmy zrobić analogiem zdjęcia różnym ludziom - ulicznym gangsterom, sprzątaczkom, przechodniom, po prostu wszystkim - i opatrzyć je słynnym cytatem Josepha Beuysa „Everyone is an Artist". Mam znajomego, który pomaga w sierocińcach w Odessie i pewnego dnia się ze mną skontaktował i zaproponował zrobienie projektu z dzieciakami. Podeszliśmy do tego bardzo ostrożnie, chcieliśmy to zrealizować w odpowiedni sposób, tak aby akcja miała społeczny wydźwięk i żeby pieniądze ze sprzedaży zostały rzeczywiście przekazane na pomoc dzieciom.

Jak wyglądała praca z dziećmi?
Anton Belinskiy: To było wielkie wyzwanie, wszystkie te dzieci mają różne historie, niektóre bardzo skomplikowane. Ciężko to opisać. Mają własnoręcznie robione tatuaże ze słowem „mama" i tęsknią za rodzicami… Emocje zupełnie odmienne od tych, które odczuwają ich rówieśnicy. Wiele z nich boi się obcych ludzi. Na początku zachowywały dystans, ale potem całkowicie się zaangażowały. W pewnym momencie zawiązał się konkurs, każdy chciał się wykazać.
Julie Poly: To była dla mnie bardzo trudna sesja, fotograficznie i psychicznie. Mam pewne zasady, zgodnie z którymi pracuję, ale to było coś zupełnie innego. Kiedy tam jechaliśmy byliśmy optymistyczni i przekonani, że zrobimy coś fajnego. W drodze powrotnej byliśmy wyczerpani, milczący. Nie byliśmy w stanie rozmawiać. Cały czas o tym myślałam, nawet kilka tygodni po sesji.

Fotografie wyszły niezwykle naturalnie i szczerze. Jak udało ci się oddać energię dzieciństwa?
Julie Poly: Chcieliśmy, aby zdjęcia były naturalne, żywe, bez sztucznego pozowania. Dzieci miały się zachowywać normalnie. Nie dawaliśmy im wskazówek. Jedyną różnicą było to, że miały na sobie ubrania Antona.

Podobały im się ubrania?
Anton Belinskiy: Reakcje były różne. Jednym się podobało, inni byli zdezorientowanii, a jeszcze inni mówili, że chcą mieć takie ciuchy, kiedy dorosną. Sami wybierali, co chcą założyć. Niektóre dziewczynki wyrażały swoje pragnienia: „Chciałabym czerwoną sukienkę", „Ja chcę kwiaty". Próbowały interpretować stroje na swój własny sposób.

Opowiedz nam o sierocińcu…
Julie Poly: Świetnie było poznać kogoś takiego jak Artyom, który pomaga sierocińcowi. Dotknęliśmy tego tematu tylko pobieżnie, ale są ludzie, którzy przychodzą tam codziennie, zbierają datki, jedzenie, ubrania. Nie dają tym dzieciom tylko rzeczy materialnych, ale poświęcają im także uwagę, której tak bardzo potrzebują. Dla nich to już część życia.

Jakie to uczucie tworzyć modę w Kijowie?
Anton Belinskiy: Kijów potrafi zainspirować na wiele sposobów, ale bycie artystą nie jest tu teraz łatwe. Właściwie, projektowanie nie jest obecnie najlepszym pomysłem, niezależnie od tego gdzie mieszkasz. Wszystkie młode marki mają problemy. Moda powoli umiera, prawda?

W takim razie co motywuje kreatywnych ludzi do działania?
Anton Belinskiy: A jak mielibyśmy przeżyć? Osobiście, nie byłbym w stanie robić nic innego. Uwielbiam to, co robię.

Specjalne podziękowania dla Artyoma Polanskiyego za jego działalność charytatywną i pomoc w organizacji sesji.

Zainteresowani kupnem zdjęć i pomocą dla sierocińców na Ukrainie mogą się skontaktować z projektantem mailowo: belinskiydesign@gmail.com

Przeczytaj też:
Amerykańscy neohipisi
Poznajcie Daniela Arnolda
Autoportrety Juno Calypso obnażają kobiecość

Kredyty


Tekst: Anastasiia Fedorova
Zdjęcia: Julie Poly

Tagged:
anton belinskiy
julie poly