givenchy wraz z mariną abramović swoim pokazem przejmują nowy jork

10. rocznicę objęcia sterów Givenchy, Riccardo Tisci świętował kolekcją 88 białych i czarnych sylwetek, a na widowni zasiedli niemal wszyscy możliwi celebryci.

tekst Rory Satran
|
14 Wrzesień 2015, 12:37pm

Istnieje tak dużo zagadnień, które należałoby poruszyć w związku z najnowszym pokazem Givenchy, że zaczniemy od końca. Trudno powiedzieć, czy istnieje coś równie zachwycającego, co plejada dziwnych, a jednocześnie zmysłowych supermodelek, ubranych w ozdobne suknie wieczorowe i biżuteryjne maski autorstwa Pata McGratha. Pochód wszystkich sylwetek zamykający pokaz kroczył naprzód przy dźwiękach wykonywanego na żywo, wibrującego „Ave Maria". Artyści pod opieką Mariny Abramović występowali w promieniach zachodzącego słońca, obejmując się i stojąc w strumieniu wody. Finał pokazu był momentem afirmacji czystego piękna i sprawił, że wielu fashionistów w rzadkim uniesieniu porzuciło swoje Instagramy czy plotki o Kim i Kanye. Na poziomie manifestu artystycznego pokaz Givenchy przywodził na myśl najlepsze czasy Alexandra McQueena. Ze swoim nieomylnym wyczuciem kontekstów i nawiązań, Tisci niewątpliwie oddał wszelkie honory okrągłej rocznicy objęcia przez niego stanowiska dyrektora kreatywnego Givenchy.

W księdze pokazowych inspiracji, Marina Abramović opowiada o swoim wahaniu, co do wzięcia udziału w projekcie, w związku z jego datą wyznaczoną na 11 września. Artystka zadawała sobie pytanie, jakie miejsce może zajmować moda w upamiętnieniu jednego z najczarniejszych dni w historii miasta. Jej podejście uległo zmianie pod wpływem współpracy z Tiscim - użycie kawałków drewna wyrzuconych na brzeg morza jako elementów scenografii, a także poruszające melodie z różnych stron świata (włącznie z tybetańskim mnichem, spokojnie kontemplującym całość) było tyle poruszające, co pełne szacunku. Mamy pewność, że nie jesteśmy jedynymi osobami, które poczuły ulgę, że tego dnia na wybiegu nie wystąpiła żadna popowa gwiazdka, ani też nie usłyszeliśmy w tle mocnego house'owego mixu, a zgromadzeni goście nie dostali giftbagów promujących nowe perfumy.

Jednak Givenchy nie byłoby sobą, gdyby na widowni nie pojawiło się stadko oddanych marce gwiazd, jak choćby Uma Turman wyglądająca iście królewsko w bieli, czy promiennie uśmiechnięta Julia Roberts. Wśród gości nie zabrakło także Liv Tyler, uwieszonej na ramieniu swojego ojca - Stevena, czy całej gwardii nowojorskich projektantów: Wanga, Altruzzara, Proenzy Schoulera. Do tego oczywiście Kanye wraz z Kim, redefiniującą styl kobiet w ciąży swoją czarną suknią, przypominającą koszulę nocną z delikatnej koronki.

Czy przyszłość mody to elitarność, czy może raczej demokratyzacja? Jaką rolę w branży odgrywają celebryci i social media? Jak projektanci mogą łączyć w swoich pracach historię ze sztuką? Niezwykłemu pokazowi Givenchy, który odbył się wyjątkowo w Nowym Jorku przez wzgląd nie tylko na rocznicę Tisciego, ale też z okazji otwarcia butiku marki, udało się poruszyć większość zagadnień, obecnie tak istotnych dla branży. Nowością były nie tylko ogromne ekrany ustawione w mieście, na których mieszkańcy Wielkiego Jabłka mogli obejrzeć pokaz, ale także 800 zaproszeń dla ludzi niezwiązanych z modą (część z nich powitała Kim owacjami).

Kiedy pokaz dobiegł końca, goście usiłujący przemieścić się w kierunku Tribeki, weszli w środek militarnej parady z okazji 11 września, której uczestnicy trzymali amerykańskie flagi. „Czy to dalszy ciąg performance'u?" - zapytał ktoś, zgrabnie podsumowując to, co mogliśmy oglądać na wybiegu Givenchy w piątek.

Kredyty


Tekst: Rory Satran
Zdjęcia: Jason Lloyd-Evans

Tagged:
Givenchy
Marina Abramovic