zupa z trupa

Przepis na sztukę: ryż, ramen i poodcinane kończyny.

tekst Isabelle Hellyer
|
10 Sierpień 2016, 3:01pm

Kinai Wong

Ilustratorka Kinai Wong z Melbourne w tygodniu rysuje makabryczne autoportrety, a w weekendy wychodzi na miasto. Odnalazła doskonałą równowagę między błogim nic nierobieniem a ciężką pracą. Swój czas dzieli według zasady: 50% sztuka, 50% imprezy.

Działa nieźle: jej ilustracje są proste i drastyczne, zapadają w pamięć. Jak w przypadku tych, na których widzimy samą Kinai, poćwiartowaną w misce z ramenem, albo wciągającą kreski usypane z ryżu zamiast kokainy — to nawiązania do jej azjatyckich i północnoamerykańskich korzeni. Poza printami, jej prace znajdziecie na laptopach i płaszczach znajomych — sprzedaje naklejki i właśnie wydała serię przypinek z kolegą, Jerrym. Do tego projektuje ziny i od czasu do czasu cyka fotki. Zdaje się, że nie sypia zbyt wiele.

Jest tak aktywną artystką i entuzjastką życia nocnego, że wydaje się, jakby była wszędzie naraz: na Instagramie, wernisażu i w klubie. Pomyśleliśmy, że jedną z jej rzadkich wolnych chwil wykorzystamy na wywiad.

Gdzie dorastałaś?
Dużo się przeprowadzałam. Urodziłam się w Malezji, ale mój tata jest Amerykaninem azjatyckiego pochodzenia, a moja mama Kanadyjką azjatyckiego pochodzenia. W dzieciństwie mieszkałam też trochę w Ameryce. Mając 14 lat, przeniosłam się do Melbourne i zamieszkałam z siostrą.

Opowiedz, jak ci mija rok.
W styczniu miałam kryzys, nie dostałam się na wymarzone studia graficzne. Wpojono mi przekonanie, że jeśli nie pójdę na studia, będę beznadziejna i nic nie osiągnę. Teraz zdałam sobie sprawę, że wszystko jest ok. Przeszło mi.

Co się zmieniło?
Znajoma zaproponowała, że zorganizuje moją pierwszą wystawę, ucieszyłam się. To było 9 marca, pamiętam datę, bo zrobiłam mnóstwo ulotek. Jedna z najszczęśliwszych nocy w moim życiu. Przyszło tylu ludzi — strasznie się cieszyłam, że wszyscy byli tam dla mnie.

Teraz wydaje się, jakbyś miała wystawę każdego miesiąca.
W sumie tak, ale to męczące. Zwykle wystawiam archiwalne rzeczy, które zrobiłam wcześniej. Nigdy nie namalowałam zupełnie nowej serii na wystawę.

Z kiedy pochodzą najdawniejsze archiwa?
Sprzed roku. Nie robię tego długo, po prostu mi się poszczęściło. Wygląda na to, że ludzie lubią posiekane ciała i jedzenie!

Opowiedz o ciałach…
Same mi przychodzą do głowy — tylko tak się składa, że są makabryczne. Lubię, kiedy tematyka jest naprawdę mroczna i dziwna, ale kolory słodkie. Mówię na to „orientalny gore". Pewnie to się szybko zmieni, bo moje prace się zmieniają.

Co chcesz robić dalej? Okładki płyt, T-shirty?
Strasznie chciałabym robić okładki. Uwielbiam robić rzeczy dla innych artystów. Nie wiem, czy chciałabym robić T-shirty. To trochę sprzedanie się. Lubię tworzyć dla siebie, rzadko kiedy sprzedaję wydruki. Nie robię tego dla kasy, to efekt uboczny.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Skoro to tylko efekt uboczny, to co jest głównym powodem?
Nie ma takiego. Trochę jakbym była na przerwie od szkoły. A może na przerwie od życia, jeszcze nie wiem.

A co z fotografią? Jak wpisuje się w twoją sztukę?
Zaczęłam fotografować jakieś 2 lata temu. Robiłam je godzinami, dla zabawy. Przerabiam je i układam w kolejności, żeby ładnie się prezentowały obok siebie. Ale to tylko hobby.

Zdaje się, że masz mnóstwo pasji. Jak wygląda twój zwykły tydzień?
W poniedziałek siedzę w domu i układam sobie życie. We wtorek idę do miłej, przestronnej kawiarni, siadam i rozkminiam każdy szczegół nadchodzącej wystawy czy kolaboracji. Jeśli nic takiego nie nadchodzi, zaczynam rysować ołówkiem na kartce. Potem to skanuję. Uwielbiam gówniane programy, typu Paint. Illustrator jest zbędny. Potem idę się zobaczyć ze znajomymi. Środy i czwartki są właściwie takie same. Piątek, sobota i niedziela to dla mnie dni wyjścia na miasto. Połowa mojego życia to imprezy, a połowa to sztuka. Obchodzą mnie teraz tylko te dwie rzeczy.

Co dalej?
Jestem młoda i niedoświadczona, więc co ma być, to będzie.

@kinaiwong

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Isabelle Hellyer

Tagged:
Design
Ramen
Wywiady
imprezy
ilustracja
trupy
groteska
makabra
czarny humor
kończyny