zapomniane gwiazdy rocka

The Clash, The Kinks, The Rolling Stones — to legendarne zespoły, które na zawsze wpisały się w historię rocka i wciąż wytrzymują próbę czasu. Ale co z muzykami, którzy zostali zapomniani? Którzy byli u progu wielkiej sławy, ale jednak nigdy jej nie...

tekst Tish Weinstock
|
20 Kwiecień 2016, 3:25pm

Cherry Vanilla avec The Police, The Speakeasy, Londres, 1977. Sting en lunettes noires. Tiré de Lick Me: How I Became Cherry Vanilla. Photo de Ray Stevenson. Remerciements à Ray Stevens

Pisarz i reżyser Steven Blush też się nad tym zastanawiał. Steven poświęcił swoje życie dokumentowaniu największych rockmanów w książkach. W najnowszym tomie „Lost Rockers", postanowił zwrócić uwagę na tych, którym nie wyszło. Jednocześnie dekonstruuje definicję sławy. Steven rozmawiał z nami o sukcesie, porażce i tym, co jest potrzebne, żeby zaistnieć w branży muzycznej.

Pat Briggs, Psychotica, Don Hill's, Nowy Jork, 1996 rok. Z kolekcji Pata Briggsa.

Chris Robison, Nowy Jork, 1974 rok. Zdjęcie Hal Wilson. Z kolekcji Chrisa Robisona.

Skąd wzięło się twoje zainteresowanie muzyką?
Zacząłem młodo. Gdy byłem nastolatkiem, pojechałem na wymianę do Londynu. Tam zobaczyłem The Clash i Generation X na koncercie w Victoria Park i od tamtej pory stale się rozwijałem. Mój tata pracował w Nowym Jorku obok kultowego klubu CBGB, więc wciągnął mnie punk i nowa fala. Na studiach w Waszyngtonie zakochałem się w tutejszym hardcore punku: Bad Brains, Minor Threat i Henrym Rollinsie. Pracowałem jako DJ radiowy i organizator koncertów, więc uczestniczyłem w tworzeniu się tej sceny. Potem wróciłem do Nowego Jorku i działałem jako dziennikarz, redaktor i wydawca, a także jako DJ, organizator imprez i menedżer klubu. To dało mi niezwykły wgląd w to, co działo się za kulisami. Większość ludzi dzisiaj kojarzy mnie z książki i filmu „American Hardcore" i innych wydawnictw jak „American Hair Metal" i „.45 Dangerous Minds".

Czy nazwałbyś siebie jedynie obserwatorem? A może piszesz z perspektywy kogoś całkowicie zanurzonego w tym świecie?
Zdecydowanie jestem obserwatorem, nawet trochę podglądaczem, bo nigdy nie brałem zbyt dużego udziału w rozpuście, która ściągnęła innych na dno. Ale dzięki mojemu zaangażowaniu, siedziałem w tym świecie po uszy. Ludzie, o których piszę, zarówno sławni, jak i zapomniani, są lub byli częścią mojego świata. Poznałem gorzką prawdę z pierwszej ręki.

Cherry Vanilla, gwiazda jedynej sztuki Andy'ego Warhola — „Pork". The Roundhouse, Londyn, sierpień 1971 roku. Zdjęcie dzięki uprzejmości fotografa, Leee Black Childersa.

Singiel The Brats „Be a Man", z piosenką „Quaalude Queen" na drugiej stronie płyty, Whiplash Records, 1974 rok, Rick Rivets center. Ze zbiorów autora.

Skąd wzięło się zainteresowanie upadłymi muzykami, czy raczej tym byciem u progu sławy?
Jako były DJ mam ponad 10 tysięcy płyt. Większość mojej kolekcji to świetna muzyka artystów, o których nigdy nie słyszałaś. Gdy pracowałem nad poprzednimi książkami, zauważyłem, że najciekawsze historie mieli rówieśnicy Beatlesów, Stonesów, Warhola, Bowiego itd. Robili różne interesujące rzeczy, o których nikt już nie pamiętał. Bobby Jameson pracował z Rolling Stones i Frankiem Zappą, a mimo to żaden ekspert od Stonesów i Zappy o nim nie słyszał. Jak to możliwe? Dlaczego żadna książka o historii ruchu punk nie wspomina Chrisa Robinsona z New York Dolls? Takie rozważania doprowadziły mnie do napisania tej książki, na podstawie której niedługo powstanie również film.

Co starasz się przekazać tą książką?
Jej podtytuł to „zniszczone marzenia i zmiażdżone kariery". Każdy z artystów miał wizję i marzenie, by być piosenkarzem, tancerzem, poetą, fotografem czy architektem. Ale życie nie zawsze toczy się po naszej myśli. „Lost Rockers" balansuje na krawędzi między wielką sławą a zapomnieniem. Pokazuje, jak brak sukcesu może ukształtować albo naznaczyć czyjeś życie. Książka jest także poświęcona sztuce szperania wśród winyli i odkrywaniu zapomnianych perełek muzycznych w internecie.

Gass Wild, Michael Monroe i Sami Yaffa z Hanoi Ricks, Limelight, Nowy Jork, 1991 rok. Zdjęcie Norman Blake. Z kolekcji Gass Wild.

Gass Wild i jego kolejny zespół, Mannish Boys, Genewa, Szwajcaria, 1985 rok. Zdjęcie Jack Lempicki, znany jako Gordo. Z kolekcji Gass Wild.

Co łączy tych zapomnianych muzyków?
To ciekawe. Niewielu z nich się zna. Wszyscy mieli podobne ścieżki kariery, wielu z nich pracowało dla tych samych wytwórni, menedżerów i organizatorów imprez. Pojawiali się w tych samych magazynach i programach telewizyjnych. Zniszczyły ich zmieniające się jak w kalejdoskopie okoliczności: zmarnowane szanse, kiepskie decyzje, brak skupienia, odurzanie się substancjami, dysfunkcyjne osobowości i/lub wyprzedzanie swoich czasów. Mimo to, w większości nie zrezygnowali z muzyki, chociaż była również źródłem porażki i frustracji.

Czym dla ciebie jest sława?
Sława niewiele dla mnie znaczy, to sztuczny twór. Rozumiem to, bo pracowałem w tej branży dość długo, żeby pomóc kilku artystom się wybić. Żyjemy w świecie, w którym niemal każdy chce zdobyć sławę, która ma natychmiast potwierdzić ich wartość i uleczyć wszelkie bolączki. Niestety, branża rozrywkowa jest groteskowo konserwatywnym interesem, udającym nieustającą imprezę. Ta książka zgłębia psychiczny koszt nieosiągania swoich artystycznych celów.

Gloria Jones, Los Angeles, 1973 rok. Zdjęcie Jim Britt. Dzięki uprzejmości Glorii Jones.

Co trzeba mieć, by odnieść sukces w tej branży?
Moi wydawcy świetnie to ujęli na tylnej okładce książki: „Aby zostać gwiazdą, potrzebuje talentu, charyzmy, oddania, inteligencji, energii i od cholery szczęścia". Dodam także, że aby odnieść sukces, trzeba wręcz chorobliwie poświęcić się temu. Ludzie sukcesu, których znałem, byli całkowicie oddani temu celowi. To znaczy, że byli względnie trzeźwi i nie dali się zbić z tropu. Przed tym projektem szanowałem tylko artystów, którzy nie chcieli się sprzedać, ale teraz rozumiem, że wielu z nich po prostu boi się być gwiazdami pop, więc chowają się za „etyką" czy „integralnością wizji artystycznej".

Czy w dzisiejszych czasach łatwiej osiągnąć sławę?
Utalentowani i przygotowani ludzie zawsze będą mogli odnieść sukces. Trzeba być gotowym na ten moment. Wątpię, że to kiedykolwiek się zmieni. Może powinniśmy raczej pytać, jak dzisiejsza ekspresowa technologia wpłynie na muzyczne rzemiosło, którego tworzenie często zajmuje całe życie. Jak taka muzyka może zapadać w pamięć, gdy świat tak pędzi? Nie wiem, czy ktoś zna odpowiedź...

Johnny Hodge, Londyn, 1977 rok. Z kolekcji Johnny'ego Hodge'a.

Gass Wild, Bebe Beull i Taz Marazz, Limelight, Nowy Jork, 1990 rok. Zdjęcie Norman Blake. Z kolekcji Gass Wild.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Tish Weinstock
Zdjęcia z „Lost Rockers" Stevena Blusha, książki wydanej przez powerHouse Books
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
rock
Steven Blush
muzyka
Kultura
cherry vanilla
gass wild
johnny hodge
lost rockers
muzyka wywiady
fotoksiążka