Reklama

nie odkładajcie kreatywności na później

Rozmawiamy z autorką słynnej pracy „Oh America” z 1989 roku, która nigdy nie była bardziej aktualna niż teraz.

tekst Clementine de Pressigny
|
03 Luty 2017, 11:40am

Oh America, 1989. © Gee Vaucher, courtesy Firstsite

Niewiele obrazów podsumowuje obecną sytuację polityczną w tak przejmujący i trafny sposób, jak Gee Vaucher w pracy „Oh America" z 1989 roku. Nic dziwnego, że po wyborach prezydenckich w USA grafika pojawiała się po prostu wszędzie. Teraz zobaczyła ją masa ludzi, co jest trochę zabawne, bo Gee jest przecież kultową, undergroundową artystką, która zdecydowanie odrzuciła mainstream. Nigdy nie grała zgodnie z zasadami, nie sprzedaje oryginalnych prac i rzadko organizuje wystawy. Zamiast tego pracuje po cichu w kreatywnej komunie w Essex, którą w 1967 roku założyła z Pennym Rimbaudem — pisarzem, poetą, artystą i kolegą z kolektywu Crass. Już dawno nadszedł czas na retrospektywę bezlitosnych prac Vaucher, które podejmują tematy polityki, praw zwierząt, wojny, braku równouprawnienia płci, taczeryzmu i ostatnich wyborów prezydenckich w Stanach. Rozległa wystawa, składająca się z obrazów, kolaży, rzeźb, instalacji i zdjęć, jest niezwykle istotna, więc nie przegapcie rzadkiej okazji na zobaczenie jej prac na żywo. 10 lutego odbędzie się także pokaz filmów Gee stworzonych dla Crass w latach 1978-1984, dzięki czemu zyskamy wgląd w działalność pionierskiego, artystycznego i anarchistycznego kolektywu, wciąż inspirującego kolejne pokolenia.

Kiedy zrozumiałaś, że zostaniesz artystką?
Cóż, jak już kiedyś mówiłam, po prostu byłam jednym z tych dzieciaków, które ciągle bawiły się farbą i kartkami. Wcześnie spróbowałam baletu, ale nie podobało mi się stanie na palcach, więc wróciłam do rysunku i już nigdy go nie rzuciłam. Wierzę, że każdy potrzebuje sposobu na wyrażenie siebie w kreatywny sposób i potrafimy to robić, ale zbyt często nie rozpoznaje się tego i nie zachęca, albo wręcz celowo się nas od tego odwodzi, szczególnie w dzieciństwie. W późniejszym życiu kreatywność wydaje się odkładana na później — które nigdy nie nadchodzi.

Kreatywność była częścią mojego życia od dzieciństwa. Rodzice zawsze robili coś z niczego: mama — ubrania i jedzenie, tata — zabawki i różne naprawy. Dlatego kontynuowanie kreatywnego życia przyszło mi naturalnie.

Dla mnie kluczową częścią poznawania siebie i rozwijania się jest wyrażanie siebie w jakiś sposób. Oczywistymi metodami są malowanie, pisanie, tworzenie muzyki, ale istnieje tysiąc wyjątkowych sposobów, na które można uwolnić kreatywność. Wydaje mi się, że jeśli nie można w jakiś sposób pokazać emocji i problemów, to gromadzą w głowie jak para. Zwiększa się ciśnienie i jeśli nie znajdziemy ujścia, zmieni się to w coś negatywnego, jak gniew, nienawiść i obrzydzenie do samych siebie — co jest niebezpieczne dla innych i dla naszego własnego zdrowia.

Gee Vaucher i Penny Rimbaud. Praca EXIT Wrap, Museum of Modern Art, Oxford, 1973 rok. © Gee Vaucher

Co sprawiło, że postanowiłaś zorganizować wystawę właśnie teraz?
Nie zrobiłam tego sama. Zostałam o to poproszona, pomyślałam nad tym i się zgodziłam.

Jak dokonałaś wyboru prac na tę wystawę?
Cóż, to miała być „retrospektywa", więc musiałam zagłębić się w archiwum jak nigdy wcześniej. Nie sprzedaję swoich oryginalnych prac, więc miałam wiele szaf do przejrzenia. Pod koniec okazało się, że mam tego za dużo i musiałam pominąć kilka serii. Mogliśmy je upchnąć, ale wtedy wystawa byłaby nieczytelna i brzydka. Może innym razem, w większej przestrzeni?

Czy odkryłaś jakieś prace, o których przez lata nie myślałaś?
Tak, znalazłam wiele prac, którym przez lata nikt nie mącił spokoju. Niektóre były lepsze, niż je zapamiętałam, pozostałe zostały w szufladzie. Szukałam jednak prac, które wyraźnie pamiętałam i bardzo chciałam pokazać, ale przychodziło mi to z trudem, a ja traciłam cierpliwość. Nadal pozostają w ukryciu. Cierpliwość do szukania zmniejsza się chyba z wiekiem. Dziwne.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

International Anthem - Domestic Violence, 1979 rok. © Gee Vaucher

Jakie to uczucie?
Znajdowanie zapomnianych prac (oczywiście nie całkowicie) było ciekawe. W niektórych widziałam możliwości, których wtedy nie dostrzegałam lub którymi się nie interesowałam. W przypadku innych już sama nie wiedziałam, co próbowałam wyrazić. Kto wie, może jeszcze do nich wrócę i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Twoja wystawa została otwarta po tym, jak świat dowiedział się, że Donald Trump zostanie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wiele twoich dzieł wydało się niesamowicie na czasie w związku z tym wydarzeniem. Czy mając to na uwadze zmienił się odbiór twojej wystawy?
Nie. Dlaczego miałby się zmienić? Niestety wydaje się, że moje prace są ponadczasowe, bo nic się nie zmienia, bez względu na to, kto jest u władzy. Koniec końców nie interesuje mnie, co oni robią. Bardziej interesują mnie pojedyncze osoby, uczące się odpowiedzialności za swoje myśli i czyny, rozumiejące, że każde przekonanie i wierzenie istnieje kosztem czegoś. Życie to odplątywanie myśli i czynów, których nas nauczono i których się od nas oczekuje.

Dla niektórych to może być długa i bolesna podróż, ale jeśli naprawdę chcemy „fundamentalnie" zmienić otaczający nas świat, to nie ma innego wyjścia, jak „fundamentalnie" zmienić siebie, to jak postrzegamy innych oraz nasze role. Porzucenie strachu przed innymi i samym sobą byłoby wielkim krokiem naprzód dla całego świata.

Gee Vaucher i Penny Rimbaud, EXIT Wrap, Museum of Modern Art, Oxford, 1973 rok.  © Gee Vaucher

Czy polityka i sztuka są nierozerwalnie połączone?
Oczywiście. Gdzie przebiega granica? Każdy wymyślony kształt, kolor i obraz ma wyrażać indywidualną ekspresję, od projektu kubka po obraz Picassa. Od najnowszego szału na jedzenie po kolejny architektoniczny koszmarek. Mamy niesamowite zmysły, które reagują na wszystko, czy to lubimy, czy nie i to wpływa na nasze samopoczucie. Jako prosty przykład podam nagą żarówkę w pokoju, która nie dodaje przytulności. Ludzie żyją z nią i nie zdają sobie sprawy, że dokłada się to do ich poczucia samotności, smutku i rozdrażnienia. Ludzie nie rozumieją, jaką władzę ma nad nimi kreatywność. Nie doceniają jej subtelnej siły. W najgorszym wydaniu jest nieprzyjazna i dołująca, w najlepszym — inspirująca, trzyma przy życiu.

Czy określiłabyś się mianem aktywistki?
A kim jest aktywistka? Jeśli masz na myśli kogoś ciągle wyrażającego opinie albo jakieś obserwacje, w nadziei, że to może wprowadzić pozytywną zmianę, to faktycznie, chyba jestem aktywistką. Nie wychodzę już na ulice, wolę pracować w studiu i próbować zrozumieć to, co mnie intryguje. Jeśli moje prace mają jakiś cel, to jest on prosty — podważyć i podkopać akceptowaną „normę".

Co masz nadzieję przekazać odwiedzającym przez swoją wystawę?
Inspirację. Miłość. Zachwyt możliwościami. Zrozumienie, że każdy jest wyjątkowy. Że jesteśmy samotni, a jednak jesteśmy jednością.

Plakat dołączony do singla Crass „Bloody Revolutions", 1980 rok. © Gee Vaucher

Wystawę „Gee Vaucher: Introspective" można podziwiać w galerii Firstsite do 19 lutego.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Clementine de Pressigny 
Obrazy i zdjęcia dzięki uprzejmości Firstsite