królowa haftu jest tylko jedna

Poznajcie Monikę Drożyńską, artystkę, która zaczęła haftować 13 lat temu i wciąż jest nie do pobicia!

tekst Patrycja Śmiechowska
|
22 Wrzesień 2017, 8:37am

„Wrażliwość księżniczki, wytrzymałość kurwy", „Miałam aborcję", „Terror" — dawno nie widziałam tak mocnych napisów, szczególnie w formie kwiecistych haftów. To prace Moniki Drożyńskiej, które w piątek zawisną na jej wystawie indywidualnej „Woda i Wino". Zafascynowana pracami, postanowiłam poznać bliżej prekursorkę polskiego nurtu hafciarskiego.

Zacznijmy od początku, czyli od zamkniętego już sklepu Punkt, który założyłaś z Mają Kuczmińską w 2004 roku. Już wtedy zaczęłaś haftować na ubraniach i to jeszcze dziwne cytaty, np. z wypowiedzi polityków...
Wszystko zaczęło się od mojej maszyny do szycia. Nie była to hafciarka, ale miała opcję szycia alfabetu i mogłam sobie zaprogramować napisy. Nie było to jakieś wielkie poszukiwanie, po prostu jak szyłam kiecki pomyślałam sobie, że wypróbuję tę funkcję. Jednym z takich napisów było hasło „Polka męczennica".

Czyli wyprzedziłaś czasy i zrobiłaś coś, co dziesięć lat później stało się gorącym trendem. Dziś haftują awangardowi projektanci, sieciowe marki, feministki, artystki, nastolatki... Jak odbierasz to zjawisko?
Oczywiście, że mi się to nie podoba… Oczywiście, że mnie to wkurwia, bo ja miałam być jedyną królową haftowania i nie pozwolę się zdetronizować. A z drugiej strony cieszy mnie to, że nowe osoby zaczynają haftować.
Ale chciałam tutaj zaznaczyć, że królowa jest tylko jedna.

Wydaje mi się, że bardzo lubisz kontrasty, np. wulgarne napisy z murów wyszywasz w delikatnych, tradycyjnych formach — Maryjkę zestawiłaś z genialnym cytatem z disco polo — od razu zakochałam się w tej pracy.
Dla mnie to naturalne połączenie — po prostu bardzo lubię nici i przeklinam.

Haftujesz spontanicznie czy może rozrysowujesz sobie wszystko dokładnie i myślisz jak to wszystko skomponować?
Nie projektuję nigdy w całości, najpierw wybieram tekst, a do niego kolor. Robię to etapami. Biorę tę szmatkę, nitkę i patrzę czy mi to pasi, czy nie — czasem mi pasi, czasem nie, czasem jest to łatwiejsze, czasem trudniejsze. To proces, przebiega etapami.

Np. w przypadku napisu „Ja uwielbiam ją" zastanawiałam się, czy wyhaftować go z różą, czy z makiem, a może z chabrem, a może z kłosem?
Czasem jest tak, a czasem myślę: „Muszę to szybko machnąć, to jakiegoś prostego kwiatora nahaftuję, bo nie mam czasu". Czasem też się tak zdarza.
Są też rzeczy, których w ogóle nie rysuję i nie przepisuję, nie używam czcionek… W zasadzie moją ulubioną czcionką jest Arial — albo używam Ariala albo po prostu nie rysuję, tylko tak piszę od razu.

Odręcznym pismem?
Igłą i nitką od razu haftuję napisy, nie rysuję pod to szablonu. Wtedy robię dość dużo literówek, bo to zależy też przy czym haftuję. Jak haftuję przy radiu albo audiobooku to robię literówki, jak haftuję przy serialu to robię mniej literówek, ale haftuję wolniej.

Czy to jest dla ciebie terapeutyczne, czy czasem doprowadza cię do szału, bo chcesz już coś skończyć i mieć z głowy?
Haftowanie kompletnie nie jest terapeutyczne. Czasem jest tak, że mam termin i muszę przyspieszyć, wtedy jestem dość wkurwiona i się nakręcam. Myślę sobie, że muszę pracować szybciej, ale wiem, że wtedy wcale nie jest szybciej, tylko tak mi się wydaje.

Rzadko haftuję w skupieniu — po prostu haftuję cały czas. Wstaję rano, jem śniadanie i haftuję. Jak nie mogę spać w nocy to też haftuję. Jak mogę spać to w sumie też haftuję, bo oglądam seriale. Jak odbieram syna ze szkoły i chce jeszcze zostać w świetlicy, to siedzę na korytarzu i haftuję. Jak odprowadzam syna na karate to też tam sobie siedzę, patrzę jak ćwiczy i haftuję.

Teraz wymyślasz hasła lub wyłapujesz je w zasłyszanych rozmowach, ale kiedyś inspirowałaś się napisami na murach np. „Zimo wypierdalaj" albo „Im wyżej tym smutniej".
Widziałam je codziennie, gdy w przerwach wychodziłam na balkon, a ponieważ dużo szyłam to jakoś tak naturalnie wyszło, że zaczęłam używać igły i nitki, żeby je przepisać. Muszę ci powiedzieć, że jak się słucham to już mi się rzygać chce normalne.

Muszę wymyślić o tym jakąś nową historię. Może tak: wracałam z Domu Kultury, czytałam napisy na murach, potknęłam się o nitkę i pomyślałam — o, mogę je wyhaftować.

Jesteś też hafciarską aktywistką. Porozmawiajmy o Szkole Haftu Dla Pań i Panów Złote Rączki, w której organizowane są zajęcia dla początkujących hafciarzy. Kto na nie przychodzi?
Przychodzi dużo panów, przychodzi też sporo pań… Ciężko powiedzieć, jakie są proporcje, raz jest więcej chłopaków, raz dziewczyn.

Szkoła haftu i jej działalność dzieli się na dwie odnogi. Jedna to odnoga edukacyjna, ucząca technik haftu, np. płaskiego i krzyżykowego. Mamy w szkole bibliotekę, z której można skorzystać. W bibliotece znajdują się także transparenty, które haftujemy z kolektywem Złote Rączki. Należą do niego Ewa Rodzinka, Małgo Grygierczyk, Kuba Wesołowski i Małgorzata Samborska. Tworzymy je w ramach różnych akcji (np. Haft Okupacyjny), które budują wspólnotę wokół jakiegoś konkretnego wydarzenia. Wtedy powstają haftowane transparenty.

Swoją pracownię nazwałaś Modny Drobiazg. Kochasz modę — posiadasz sporą kolekcję ubrań i wypożyczalnię sukienek.
Modny drobiazg to ja. W Gorlicach (gdzie spędziłam większość życia) na naszym osiedlu był sklep z ciuchami. Nazywał się Modny Drobiazg, a jego szyld miał skrót „MD", jak moje inicjały. Gdy byłam mała, pomyślałam sobie: „Modny Drobiazg to ja".

Czy masz najukochańszą rzecz, bez której nie mogłabyś się obyć i taką, na którą po jakimś czasie spojrzałaś i stwierdziłaś: „Co ja sobie myślałam"?
Jasne — jedne rzeczy przetrwają próbę czasu, a inne nie. Raczej nie kupuję już rzeczy, które nie umieją się starzeć. Najbardziej lubię takie, których mogę używać przez 10 lat albo dłużej, mam wiele takich rzeczy. Oczywiście czasem mi się wydaje, że coś przetrwa próbę czasu, a potem okazuje się, że jednak niekoniecznie. Wszystko ewoluuje — przez lata coś mi się nie podoba, a potem znowu to lubię.
Mam bardzo dużo płaszczy i butów. Uwielbiam buty, szczególnie na obcasie.

Vintage'owe?
Mam bardzo dużo butów vintage, ale już w nich nie chodzę, bo są ekstremalnie niewygodne. Lubowałam się w wysokich szpilkach, a one mają bardzo niskie podbicie i po prostu stopy w nich bolą, najnormalniej w świecie. Kiedyś w nich chodziłam, ale już przestałam.

Raczej jeżdżę na rowerze, niż chodzę i po prostu wożę buty na moich stopach na rowerze. Uważam, że buty na obcasie są wprost stworzone na rower i raczej nie chodzę na obcasach — tylko jeżdżę w nich na rowerze. Nie wyobrażam sobie chodzić na obcasach.

To chyba wymaga specjalnych umiejętności.
Nie, dlaczego? Pedał wchodzi akurat w tę przestrzeń pod obcasem.

Co dalej? O jakich projektach myślisz i czy będziesz eksperymentować z innymi środkami wyrazu?
Może będę, może nie będę, ciężko powiedzieć. Teraz planuję wystawę w Nowym Jorku w bardzo prestiżowej galerii i chcę się tam pokazać z jak najlepszej strony. Pójdę w jak najwyższych obcasach i zrobię wszystko, żeby tam zaistnieć.

Tagged:
haft
Kultura
wgw
Wystawa
monika drożyńska
woda i wino