Reklama

„blokersi” wciąż aktualni

Po 16 latach oglądamy głośny filmy o polskim hip-hopie.

tekst Marta Knaś
|
23 Listopad 2017, 9:05am

kadr z filmu „Blokersi”

Szare osiedla, znudzona młodzież okupująca parkowe ławki, naznaczone graffiti, miejskie krajobrazy. To, co wydaje się opisywać stereotypowy obrazek polskich blokersów to autentyczne tło rzeczywistości polskich hip-hopowców lat 90. W filmie dokumentalnym Sylwestra Latkowskiego z 2001 roku zobaczysz młodego Eldo czy Peję, którzy przechadzają się po blokowych dzielnicach, i opowiadają o hiphopowym środowisku, szukaniu odskoczni i smutnej codzienności. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że film jest bardzo aktualny. Zarówno w kwestii estetyki, jak i życiowych prawd, które odkrywają przed widzem pionierzy polskiego hip-hopu. „Blokersi” to film, z którym możemy identyfikować się w 2017 roku.

Dziś jest szaro tak samo, jak kiedyś
„O czym się powinno mówić? O tym, że w tym kraju jest coraz gorzej,” brzmi odpowiedź jednego z blokersów. Wydaje się, że w Polsce to jedna z najczęściej używanych i jednocześnie, najbardziej ponadczasowych fraz. Niezależnie od poziomu bezrobocia, pogody czy tego, jaka partia sprawuje władzę, zawsze dzieje się źle. Lepiej raczej nie będzie, a nadzieja, że kiedyś zarobisz na dom z ogródkiem, jest płonna. Chyba że sprzeniewierzysz się swoim ideałom – coś, co w kulturze hip-hopu zasługuje jedynie na potępienie. Mimo że mamy dziś piękne Instagramowe filtry, perspektywy są tak samo mgliste, jak dawniej.

Zawsze chcemy czegoś więcej
Życie to ciągłe aspirowanie. „Moim marzeniem było zawsze mieć więcej, to co widziałem na wystawach sklepowych, w telewizji,” mówi Eldo. Dzisiaj oglądamy się nie tylko na sklepowe witryny, ale Instagramowe pseudoautorytety, które roztaczają przed nami wizję życiowego ideału. Chłopaki w filmie robią, co tylko mogą, konstruują domowe studia nagraniowe, sami wydają EP-ki, których „nie dostaniesz w Empikach”. W społecznej hierarchii zajmują niskie miejsce, Peja nazywa ich żołnierzami, Chcą być kimś, zyskać szacunek, być zapamiętani – marzenie, które dziś rzadziej udaje nam się realizować poprzez kreatywne projekty, ale regularność postów na Instastories.

Postsowiecki styl kochaliśmy, kochamy i kochać będziemy
Kurtki puchówki, szeleszczące spodnie, adidasy na trzypiętrowej podeszwie. Chłopaki z filmu wyglądają bardzo modnie i z pewnością mogliby zgłosić się na open call do pokazu Goshy Rubchinskiy. Film to także niezła lekcja historii streetwearu, który udowania, że autentyczny, postsowiecki styl lat 90 stał się współczesnym dress code’em. Dziś za bluzę z napisem Moro Sport 78 bez zastanowienia zapłacilibyśmy stówę. „Nie mam prawa jazdy, a mam Timberlandy,” mówi RED w otwierającej scenie. Widzimy, że w kwestii priorytetów, niewiele się zmieniło. Styl wciąż pozostaje na czele listy.

Na końcu i tak szukamy autentyzmu
Jest taka scena, w której Eldo czyta socjologiczny artykuł o kulturze blokowisk. Tekst w jednowymiarowy sposób przedstawia chłopaków z bloków jako „następców proletariackich chuliganów” w „kostiumach buntowników”. Raper burzy się, bo jako członek tej kultury, zna ją na wylot. Artykuł w stereotypowy sposób szufladkuje jej przedstawicieli, podważając to, kim są naprawdę. W filmie DJ Volt stwierdza, że młodzi wybrali hip-hop, bo jest blisko nich, mówi o prawdziwym życiu. Możemy zgrywać twardzieli lub buntowników, blogerów czy artystów. Na samym końcu, oczekujemy szczerości oraz sami, chcemy być autentyczni. Wtedy łatwiej się żyje.

Tagged:
Hip-Hop
muzyka