ai weiwei: „nie mam domu"

Słynny chiński artysta i aktywista opowiada o filmie „Human Flow", pokazującym losy uchodźców w 23 krajach.

tekst Juule Kay; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
04 Grudzień 2017, 3:51pm

„Gdy nie masz dokąd pójść, nie masz domu", głosi napis na plakacie promującym „Human Flow" — najnowszy film Ai Weiweia, który wejdzie do kin w grudniu. Cytat odnosi się nie tylko do kryzysu migracyjnego (który Weiwei nazywa „ludzkim kryzysem"), ale także do samego artysty. Odkąd w 2012 roku zobaczyliśmy dokument „Ai Weiwei: Chiński głos ludu" jasne okazało się, że on także jest uchodźcą. Reżyserka Alison Klayman uwieczniła moment jego wyjścia z chińskiego więzienia, aresztowania na lotnisku w Tokio oraz zniszczenie studia w Szanghaju.

Wtedy Ai został zmuszony do opuszczenia rodzinnego kraju przez aktywizm polityczny. Należy do 65 mln ludzi z całego świata, którzy zostali siłą wypędzeni ze swoich domów. Ta liczba nie była tak wysoka od czasu zakończenia II wojny światowej. „Human Flow" to poruszające połączenie faktów, statystyk i przepełnionych emocjami scen z całego świata. Ai skupia się w nim na losie konkretnych uchodźców.

Human Flow, Ai Weiwei

„Nie wystarczy pokazanie samej sytuacji w Syrii. Trzeba przyjrzeć się ludzkiej naturze, by zobaczyć skąd to się bierze i jak znaleźliśmy się w tej sytuacji". Dlatego chiński artysta i aktywista pojechał z ekipą do 23 krajów — w tym Syrii, Grecji i Meksyku — aby na własne oczy zobaczyć ludzkie tragedie.

Przed premierą filmu niemiecka redakcja i-D spotkała się z Weiweiem w jego berlińskim studiu, aby zastanowić się, co każdy z nas może zrobić, by zażegnać ten kryzys społeczny.

Na potrzeby najnowszego filmu pojechałeś do 23 krajów, by zobaczyć na własne oczy ludzki kryzys. Co w tej podróży stanowiło największe wyzwanie?
Mieliśmy dużo problemów, bo do każdego kraju potrzebowaliśmy wyjątkowego zespołu. Wszystko musiało zostać uprzednio zaaranżowane i musieliśmy dbać o punktualność, żeby wszędzie dotrzeć i zjednoczyć ludzi w obozach — oficerów, przemytników czy uchodźców. Czasem bywało niebezpiecznie, ale najtrudniejszą częścią było tak naprawdę opuszczanie obozów po wywiadach, ze świadomością, że nikomu w zasadzie nie pomogłem. Musiałem ciągle sobie powtarzać, że film później spełni swoją misję i otworzy innym oczy.

Chciałeś nadać ludzką twarz statystykom dotyczącym uchodźców i opowiedzieć ich indywidualne historie. Co jeszcze chciałeś przekazać tym filmem?
Najpierw trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego stworzenie tego filmu było konieczne. W końcu ten temat często pojawia się w mediach. „Human Flow" stara się to zrozumieć, zamiast po raz kolejny opisywać powierzchownie zaledwie fragment historii. To konieczne, ponieważ trzeba to zobaczyć, żeby zrozumieć ludzkie zmagania. Zdjęcia są tylko wycinkami i ciężko dostrzec, co stoi za tymi sytuacjami. Nie dostarcza się nam na ten temat zbyt wielu informacji, szczególnie w mainstreamowych mediach. Istnieją ludzie, których rodziny tkwią w obozach dla uchodźców od trzech pokoleń — spędzają praktycznie całe swoje życie jako uchodźcy. Wszyscy wiemy, że cierpią, ale nie wyciągamy do nich pomocnej dłoni. Świat powinien być jednością, ale niestety tak nie jest. Jest zepsuty.

Human Flow, Ai Weiwei

Na plakacie znajduje się cytat: „Gdy nie masz dokąd pójść, nie masz domu". Ty także musiałeś opuścić Chiny ze względów politycznych. Czy to zdanie do ciebie przemawia?
Tak. Myślę, że wyjaśnia koncepcję domu. To miejsce, w którym spotyka cię więcej tolerancji, jesteś akceptowany, nikt cię nie odrzuca. Gdy miejsce jest przeciwko tobie, nie jest już domem. W rodzinnym kraju nigdy mnie nie akceptowano. Zamknięto mnie w więzieniu, bito i wygnano. Teraz jestem w Niemczech i wybrałem wolność — chociaż jest to jej bardzo ograniczona wersja, gdy nie zna się języka.

Co znaczy dla ciebie dom?
Nie mam domu. Nigdy nie czułem, że mam gdzie wrócić — nawet w najbardziej prywatnych sytuacjach, np. gdy odwiedzałem rodziców. Ze względów politycznych całe życie spędzają w stanie ciągłego zagrożenia, dlatego ja też nie jestem przy nich bezpieczny.

Byłeś więziony ponad 80 dni, podczas których byłeś sam ze swoimi myślami. Co zrozumiałeś w tak ekstremalnej sytuacji?
Zrozumiałem, że najgorsze wcale nie jest bicie, zamknięcie i uznanie za wroga, ale odmowa jakiejkolwiek formy komunikacji ze światem. Podczas takiego aresztu tracisz całe słownictwo, bo nie masz z kim rozmawiać — nie da się gadać nawet ze strażnikami. Musisz nauczyć się zupełnie nowego słownictwa. Każdy ruch i spojrzenie nabiera nowego znaczenia. Ciężko to przyjąć — właśnie tego doświadczają wszyscy uchodźcy, gdy przybywają do obcego kraju.

Co możemy zrobić, żeby położyć kres temu ludzkiemu kryzysowi?
Zawsze mieliśmy nadzieję, że w XXI wieku dzięki globalizacji pojawią się lepsze warunki i wyższa tolerancja wobec takich sytuacji politycznych. Jednak dziś istnieje więcej granic, niż kiedykolwiek i wygląda na to, że narody również są silnie podzielone. Musimy zacząć naprawdę sobie radzić z tą sytuacją, zamiast zamiatać ją pod dywan. Wierzę, że człowiek jest przyczyną wszystkich kryzysów i musimy znaleźć rozwiązanie. Musimy uwierzyć, że mamy moc, by to zmienić. Jeśli stracimy wiarę, stracimy także nadzieję, zaufanie i człowieczeństwo.

Artykuł pierwotnie ukazał się w niemieckim wydaniu i-D.

Przeczytaj też: