kiedy wszyscy zaczęli chodzić w tych samych nike’ach?

W najnowszym epizodzie szafiarskich spraw Cleo Le-Tan odkrywa powody popularności lekkich sneakersów Nike...

tekst Cleo Le-Tan
|
06 Sierpień 2014, 9:30pm

W Ameryce ludzie ciągle uprawiają sport. Ja osobiście nigdy tego nie robię. Wierzę, że nie zostałam do tego stworzona. Mam nadzieję, że jednego dnia zmienię swoje przekonania i kiedyś stanę się bardzo atletyczna, umięśniona i superfit. Pomimo mojego braku zainteresowania sportem, uwielbiam ubierać się wygodnie oraz spacerować z centrum na przedmieścia albo z Westside do Eastside. A tak naprawdę to lubię chodzić po całym Nowym Jorku (o mosty na Brooklynie też zahaczam). Towarzyszy mi mój mąż. Przez kilka ostatnich tygodni brutalnie konkurujemy o to, kto ma najbardziej wygodne buty, i dlaczego.

Bez wątpienia to ja jestem zwyciężczynią. Ostatnio poddałam się trendowi nader lekkim i wygodnym butom Nike. Wiele osób na ulicach Nowego Jorku (i mnóstwie innych miast) nosi roshe, free runy, wszystko Flyknit (cokolwiek to jest…). Buty te charakteryzuje szczupła nylonowa góra i cienka gumowa podeszwa; są jak skarpetka, podobno stworzone, by jak najbliżej oddawać wrażenie biegu na boso. Wiem, że nieco późno się zorientowałam, ale zawsze mam problem z adaptacją.

Do tej pory nosiłam tylko granatowe i białe cortezy w rozmiarze młodzieńczym oraz jordany 5 we fluorescencyjnym pomarańczowym kolorze, które brat dał mi pod choinkę. Jak widzicie, pozostawałam bardzo w tyle za nowinkami sneakersowego świata. Zauważyłam rosnącą modę na mało ważące obuwie, ale trzymałam się od tego z daleka.

Mój brat od zawsze śledził i aprowidował wszystko, co dziwnego oraz futurystycznego produkował Nike. Nabywa najnowsze modele, zanim ktokolwiek się o nich nawet dowie. Moja siostra, osoba, która raczej wyznacza, niż podąża za trendami, ostatnio sama uległa i do tego namówiła jeszcze mnie:
- Zaufaj mi - mówiła - przymierz je. Już nigdy nie będziesz chciała wrócić do poprzednich. To prawdopodobnie najbardziej wygodne buty w historii.

Na początku byłam trochę zniechęcona. Myślałam, że są brzydkie. Gardzę wszystkim, co jest noszone przez wszystkich, a trzeba przyznać, że te buty ma każdy. Tylko że moje wielkie zacofanie w tej kwestii sprawiało, że czułam się jak dinozaur. A na dodatek, wymieniony wyżej mąż złamał paluch i dostał jasną odpowiedź na temat butów od swojego ortopedy:
- Musisz zmienić buty. I unikać butów na łódkę albo płaskiej podeszwy jak w conversach. Trzymaj się nike'ów i new balance'ów, które mają bąble powietrza w środku. Te najnowsze, najlżejsze są najlepsze. Trzymaj się z daleka od ciężkich butów z płaską podeszwą.

Poszłam do Foot Lockera, gdzie Jacob B. miło poinformował mnie:
- Buty do biegania są tak zaprojektowane, że wspierają stopę podczas pełnego ruchu chodzenia lub biegania, co czyni je wygodnymi.
Wypróbowałam kilka par, dowiedziałam się, że free runy są „lekkie i lepiej oddychają". W końcu wybrałam roshe runy w dwóch superodcieniach granatu z odblaskową różową łyżwą, przystrojone gdzieniegdzie pomarańczowym i żółtym kolorem. Oto stałam się częścią fenomenu, który pasywnie obserwowałam z dystansu przez wiele lat. Spodobało mi się.

Od tamtej pory w ogóle ich nie zdejmuję. Wstyd przyznać, ale teraz czuję, jakbym przynależała do kultu. Bardzo się z tego cieszę. Miałam problem ze zrozumieniem zjawiska, nie wiedziałam, skąd te buty nagle się wzięły, dlaczego każda osoba (w każdym wieku, w szczególności starsi!) miała jedną parę. Myślałam, że to tajemnica. Aż kupiłam sobie własne buty - poduszka powietrza, łoże komfortu. Moje oko przyzwyczaiło się do nich i ,szczerze, teraz nawet mi się podobają. Chyba już zrozumiałam i cieszę się, że należę do sekty sneakersowej.

Kredyty


Tekst: Cleo Le-Tan
Zdjęcie: Sean Thomas 

Tagged:
nike
opinie
trendy
spoleczenstwo
sneakery