zdjęcia z festiwali muzycznych

Cheryl Dunn od 20 lat fotografuje uczestników największych imprez.

tekst Emily Manning
|
15 Styczeń 2016, 3:15pm

W 1994 roku Cheryl Dunn wraz ze znajomymi pojechała na imprezę upamiętniającą 25. rocznicę pierwszego festiwalu Woodstock. Dunn i jej ekipa zrobili zapasy (i przyrządzili kilka koktajli z grzybkami) na trzy dni taplania się w błocie. „To była prawdziwa szkoła przetrwania. Na miejscu nie było żadnego jedzenia i zaopatrzenia, a samochody zaparkowaliśmy jakieś 60 km od miejsca docelowego" - wspomina Dunn. „Wszystko wymknęło się spod kontroli - musieliśmy się więc zastanowić: czy teraz chcemy mieć doła, czy odjazd?". Podpowiem wam: wybrali odjazd.

Przez trzy dni Dunn i jej znajomi żyli jak jaskiniowcy. „Handlowaliśmy z innymi ludźmi, żeby mieć wystarczającą ilość jedzenia. A po zmroku tańczyliśmy w błocie przy dźwiękach szalonej muzyki" - mówi. „To był bardzo ekstremalny przykład ludzkich zachowań. Tak mnie to zafascynowało, że ciągle wracałam w podobne miejsca i zaczęłam robić zdjęcia".

Fotografka od 20 lat uwiecznia największe festiwale w Ameryce, wtapiając się w spocony tłum fanów muzyki. W swoim najnowszym albumie, „Festivals are Good", zebrała zdjęcia ukazujące te euforyczne przeżycia. Porozmawialiśmy z nią, żeby dowiedzieć się, dlaczego jej zdaniem festiwale muzyczne są manifestem naszej wolności.

Opowiedz nam coś o sobie. Jakiej muzyki słuchałaś, gdy byłaś nastolatką?
Dorastałam na przedmieściach New Jersey. Mam kilku starszych braci, którzy ciągle puszczali muzykę, więc najpierw słuchałam tego, co oni. W mojej okolicy nic się nie działo - nie było tam żadnych klubów ani koncertów. Wszędzie musiałam jeździć na rowerze albo zabierać się z kimś samochodem do Nowego Jorku. Chodziłam na duże, rockowe koncerty. Wkręciłam się w nie chyba dlatego, że tylko one były w moim zasięgu, dopóki się nie przeprowadziłam. Uwielbiałam muzykę i ciągle tańczyłam.

Kiedy zaczęłaś robić zdjęcia na festiwalach? Co cię do nich przyciągnęło?
Mój znajomy miał dom na północy stanu, więc pojechaliśmy do niego na Woodstock w 1994 roku. Słyszeliśmy szalone historie o dzieciakach, które udały się wcześniej na miejsce koncertu i zakopały narkotyki koło ogrodzenia, żeby potem wykopać je na imprezie. W piątkową noc wyruszyliśmy po nasze zapasy i zrobiliśmy kilka skrętów, wyglądających jak papierosy - byliśmy dobrze przygotowani. Ale gdy dojechaliśmy na festiwal, nie było tam już żadnego ogrodzenia - ludzie je przewrócili i wdarli się na miejsce. Przyjechał tłum - dwa albo trzy razy więcej osób niż przewidywali organizatorzy. Drogi były zakorkowane, a do tego lał deszcz. Istna szkoła przetrwania. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam... było super!

Przez jakieś 10 lat fotografowałam też walki bokserskie. To mój autorski projekt dokumentalny. Mogę bez końca robić zdjęcia na walkach i festiwalach, a przy okazji ćwiczę swój warsztat, uczę się jak szybko reagować i dopasowywać się do sytuacji, na którą nie mam wpływu. Skupiam się na ćwiczeniu płynności i przewidywaniu ludzkich zachowań. Co roku na kilka dni wchodziłam w 100 tysięczny tłum i robiłam zdjęcia. Zauważyłam też, że z biegiem czasu zmieniła się reakcja ludzi na mnie i mój sprzęt.

Ostatnio dużo się mówi o zmianie charakteru festiwali na bardziej komercyjny. Co o tym sądzisz?
Oczywiście tłumy są groźne i trzeba zadbać o bezpieczeństwo, ale na terenie festiwalu ludzie powinni czuć się swobodnie. Gdy jedna z moich siostrzenic miała 14 lat, poprosiła mnie, żebym z nią pojechała na Bonnaroo. To było wspaniałe doświadczenie. Festiwal Bonnaroo nie odbywa się na pustyni, ale w małym miasteczku w Tennessee. To wyjątkowa impreza na południu Stanów, z bardzo dobrym jedzeniem i ludźmi pełnymi pozytywnej energii. Festiwale mają różne klimaty, ale powoli zaczynają się ujednolicać, bo wykupują je sponsorzy i promotorzy. Tak jak wszędzie, następuje tu gentryfikacja. Jednocześnie wciąż pojawiają się nowe, niezależne imprezy - to niekończący się cykl. Najważniejsza jest muzyka i ludzie, z którymi tańczysz oraz twoje własne przeżycia.

Festiwale nie ograniczają się tylko do pewnej grupy młodzieży czy subkultury. Opowiedz nam o różnych ludziach, których spotykasz.
To właśnie mi się podoba. Imprezy są męczące, więc przeważa na nich młodzież. Ale nie dyskryminują nikogo ze względu na wiek. Wręcz przeciwnie, młodzi są zajarani, że obok nich tańczą prawdziwi weterani. Na festiwalach takich jak Bonnaroo, łączą się różne gatunki muzyki, a oldschoolowe zespoły grają na zmianę z debiutantami. Można tu wyczuć niesamowite uznanie i szacunek do starszych, które wcale nie są typowymi wartościami amerykańskiego społeczeństwa. Uwielbiam patrzeć, jak 18-latkowie skaczą, słuchając Dolly Parton i innych wykonawców, obecnych na scenie od 50 lat. To niezwykłe. Można też zaobserwować, jak różne gatunki muzyki wpływają na siebie. Afrykańskie brzmienia, stary blues, country, rock i punk - wszystko się miesza i widać kto kogo inspiruje. Coś pięknego.

Co masz nadzieję przekazać tym projektem?
Dla mnie to bardzo lekki, zabawny album. Ale ostatnio byłam na Słowenii i słyszałam, jak inny fotograf wypowiadał się tuż po zamachach terrorystycznych w Paryżu. Opisywał mężczyznę [ze swoich zdjęć], którego wcześniej uważał za antybohatera przez jego imprezowy styl życia. Teraz zmienił zdanie i powiedział: „Ten koleś może być moim bohaterem. Walczy o beztroskę". Musimy bronić rzeczy, które są lekkie, proste i radosne. Mój album to pokazuje. Marzę o wyjeździe na pewien festiwal, który ciągle jest odwoływany — odbywa się w Mali, gdzie talibowie zakazali muzyki. Prawo do przeżycia przyjemnego doświadczenia w atmosferze wspólnoty staje się ważną sprawą. To coś wyjątkowego, co warto docenić, bo w przyszłości może być trudniej tego zaznać. Jesteśmy wolni i możemy swobodnie jeździć na festiwale i tego doświadczać, ale nie wszyscy mają takie szczęście. Dlatego moim zdaniem warto to uczcić.

Album „Festiwals Are Good" jest dostępny na stronie wydawnictwa Standard Press.

Przeczytaj też:
Amerykańscy neohipisi
6 książek o sztuce, na które czekamy
Dlaczego powinniście rzucić pracę i wyjechać

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Cheryl Dunn
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Cheryl Dunn
Wywiady
festiwale
Woodstock
festiwal
książka
Kultura
fotografia wywiady