natalie o’moore uwiecznia na zdjęciach dziewczyny, fast foody i otwartą drogę

Z młodą fotografką z Los Angeles rozmawialiśmy o jej inspirowanych twórczością Egglestona pracach, ukazujących rozległe przestrzenie Ameryki i jej córki pod gołym niebem.

tekst Matthew Grumbach
|
07 Kwiecień 2015, 8:53am

Photography Natalie O'Moore

23-letnia artystka Natalie O'Moore prezentuje odświeżającą perspektywę na dziedzictwo Ameryki. Kiedy nie pracuje w Los Angeles, wyrusza w trasę. Stacje benzynowe należą do jej ulubionych mise-en-scène. Swoje fotografie aranżuje na tle dystrybutorów i nieba o zmierzchu albo przydrożnych knajp Checkers. Unika jednocześnie stereotypowego ukazywania młodzieńczych (nie zawsze niewinnych i szczęśliwych) przygód. Zamiast tego jej zdjęcia odzwierciedlają samotność i poczucie wyobcowania towarzyszące przebywaniu w drodze. Z O'Moore skontaktowaliśmy się, by porozmawiać o jej najnowszym cyklu, Girls/Girls/Girls. I o tym, jak zmieniła się jej twórczość, odkąd zdecydowała się osiąść na zachodzie.

Jak długo mieszkasz już w Los Angeles i jak wpłynęło to na twoje prace?
Jestem tu troszkę ponad półtora roku. Wcześniej mieszkałam w Nowym Jorku i czułam się tam naprawdę ograniczona. Po przeprowadzce do LA zaczęłam pracować w dużych studiach jako asystentka różnych fotografów. Dzięki temu otrzymałam szansę przekonania się, jak dobrze zaplanowane i złożone są ich sesje. To było bardzo inspirujące. Dowiedziałam się, że nawet te zdjęcia, które wydawały mi się dosyć spontaniczne, fotograf stworzył z pomocą całej, dużej ekipy współpracowników. Dlatego odkąd tu przebywam, planuję dokładnie moje projekty. A nie czekam tylko na właściwy moment na zrobienie zdjęcia, jak postępowałam wcześniej.

Co przyciąga cię w wybieranych przez ciebie sceneriach - otwartych przestrzeniach, knajpach fast food i stacjach benzynowych?
Wielkie, otwarte przestrzenie są fundamentalną częścią amerykańskiego ducha - albo tego, co kiedyś uznawano za takowy. Dorastając bawiłam się najczęściej w otoczeniu natury i zawsze miałam ochotę na nowe przygody. Podziwiam także wyjątkowo mocno takich artystów, jak William Eggleston, Stephen Shore, Gregory Crewdson, Sally Mann, Tierney Gearon, Alex Prager i Ryan McGinley. Kiedy dorastałam, przyglądałam się często ich pracom i zastanawiałam się nad tym, co próbowali zrobić z amerykańskimi krajobrazami.

Fast foody fascynują mnie, ale jednocześnie odstręczają. Myślę, że ciągnie mnie do nich z powodu ich wszechobecności we współczesnej kulturze Ameryki. Ale, co ważniejsze, marketing sieci fast foodów jest unikalny pod względem estetycznym. Jeśli robisz zdjęcia w którejkolwiek z tych restauracji, zawsze znajdziesz w nich niesamowite kolory i świetne kompozycje. Kocham neonowe światła i zapachy, jakie wydobywają się z tych lokali. To dla mnie taka największa z grzesznych przyjemności.

A na stacjach benzynowych czuję się po prostu najlepiej. One są jak przydrożne Starbucksy. Wprawiają mnie w dobry humor. Lubię wchodzić do środka i sprawdzać, co sprzedają na danej stacji. Kto stoi za ladą. Jacy klienci przychodzą i wychodzą. Stacje benzynowe są całkowicie demokratyczne. Każdy podróżujący potrzebuje benzyny. Każdemu zachcę się pić, kiedy prowadzi samochód. Zwłaszcza, jeśli jest akurat w drodze i nie za bardzo posiada możliwość wyboru.

Opowiedz mi o swoim cyklu Girls/Girls/Girls. Kiedy zaczęłaś prace nad tym projektem?
Kilka ze zdjęć zrobiłam podczas wycieczki autem, na którą wybrałam się z moją siostrą bliźniaczką i współlokatorką. Wyruszyłyśmy z Memphis w stanie Tennessee. Przejechaliśmy przez całe południe USA, kończąc trasę w Los Angeles. Inne pochodzą z różnych sesji, które tworzyłam na przestrzeni ostatniego roku. Kilka to zwyczajne szybkie fotki, których w trakcie mojej przygody z fotografią uzbierało sie sporo.

Moje prace powstają w raczej organiczny sposób. Nie zawsze mam w głowie jakąś formalną teorię na temat tego, jakie znaczenie kryje się w danym cyklu. Idea jest taka, że te zdjęcia są swego rodzaju podświadomymi wspomnieniami z czasów mojego dzieciństwa i nastoletnich. Każda z portretowanych przeze mnie dziewcząt to w istocie swoisty autoportret mnie samej z któregoś etapu dorastania. Ten cykl musiałam stworzyć, by przyjrzeć się przez pryzmat fotografii własnej przeszłości. Przepracować ją, a potem ruszyć dalej ze swoją sztuką. Wydaje mi się, że to taki rodzaj pamiętnika. Fotografie przetwarzają zarazem doświadczenia z prawdziwego życia, nadając im kinowego posmaku.

W dzisiejszych czasach możemy odnieść wrażenie, że jesteśmy bezustannie zalogowani i coś udostępniamy. Jak radzisz sobie z tym faktem jako młoda adeptka fotografii?
Robienie zdjęć to coś, co uwielbiam. Nieważne, czy wykorzystuję do tego mojego iPhone'a, aparat, komputer czy jakiekolwiek inne urządzenie. To, że zawsze mogę stworzyć fotografię, nawet jak zapomniałam wziąć ze sobą aparat... To dla mnie bardziej ekscytująca sprawa, niż przeszkoda w doświadczaniu „prawdziwego życia". Osobiście nie przeszkadza mi fakt, że bez ustanku coś dokumentujemy. Cały czas zachęcam moich znajomych, by robili więcej zdjęć. Na serio uważam, że robią ich zdecydowanie za mało!

natalieomoore.com

Kredyty


Tekst: Matthew Grumbach
Zdjęcia: Natalie O'Moore

Tagged:
Fast Food
sesja
GIRLS GIRLS GIRLS
natalie o moore