od operacji plastycznej do publicznego załamania – amalia ulman przemieniła instagram w narzędzie służące do performance’ów artystycznych

Amalia Ulman robi performance w mediach społecznościowych i pokazuje, jak postrzega się kobiety w sieci.

tekst Dean Kissick
|
19 Luty 2015, 9:45am

Images from Excellences & Perfections by Amalia Ulman

Wiele rzeczy przytrafia się z powodu wypadków. W 1909 roku, po rozbiciu auta w rowie na obrzeżach Mediolanu, włoski poeta Filippo Tommaso Marinetti napisał Manifest Futuryzmu. Po tym, jak w 1925 roku prawie zginęła w kolizji autobusów w Mexico City - mając zaledwie 18 lat - Frida Kahlo nigdy nie była już taka sama. W 2002 Kanye West doszczętnie skasował swojego Lexusa na autostradzie prowadzącej do W Hotel w Los Angeles. Po czym wszedł do studio z zadrutowanymi szczękami, przez co nie mógł praktycznie otwierać ust. I nagrał piosenkę, która zmieniła na zawsze jego karierę.

O 1:45 rano, podczas podróży autobusem firmy przewozowej Greyhound Lines z Nowego Jorku do Chicago, Amalia Ulman uczestniczyła w poważnym wypadku. Pojazd którym jechała zderzył się z TIRem w White Deer Township w stanie Pensylwania. Jeden z pasażerów zginął podczas kraksy, prawie wszyscy ucierpieli. „Obudziłam się i zobaczyłam, że z moich nóg wystają kości. To znaczy, w sumie podczas wypadku nie kontaktowałam, byłam w szoku, słyszałam tylko odgłosy" - powiedziała mi Amalia. „Przywieźli mnie stamtąd helikopterem. Spędziłam dwa miesiące w szpitalu, całkiem sama i na ogromnym morfinowym haju".

Kości nóg Amalii zostały zdruzgotane podczas wypadku. Jednak lekarzom udało się jakimś cudem poskładać je w całość. Po długiej rehabilitacji - w które skład wchodził lekcje tańca na rurze, będące po części elementem leczenia, ale jednocześnie także skandalizującego performance'u artystycznego - dochodzi do pełni zdrowia.

Zdjęcia pochodzą z cyklu Excellences & Perfections autorstwa Amalii Ulman

Amalia jest argentyńską artystką, która dorastała w Hiszpanii. Studiowała w Londynie, na uczelni Central Saint Martins, a obecnie mieszka w Los Angeles. Do stolicy Wielkiej Brytanii wróciła jesienią zeszłego roku, bo odbywała się tam jej samodzielna wystawa, The Destruction of Experience. Ostatni raz widziałem się z nią latem 2013 roku, podczas jej wcześniejszej ekspozycji w galerii Arcadia Missa. Co tu dużo mówiąc, od tego czasu wiele się u niej działo. I nie chodzi mi wyłącznie o wypadek autobusowy.

Skorzystałem więc z okazji do nadrobienia zaległości i umówiłem się z nią na spotkanie. W efekcie spędziliśmy razem całe popołudnie. W nietypowych okolicznościach, bo w pop-upowym salonie fryzjerskim Whoosh, mieszczącym się na samym końcu Hackney Road. Specjaliści ratowali tam fryzurę Amalii, (przypadkowo) zniszczoną przez fryzjera z Elephant & Castle. Po tej wpadce pełen poczucia winy mężczyzna wysłał asystenta aż na Stamford Hill. By dostarczył poszkodowanej szerokiego wyboru produktów do pielęgnacji włosów na bazie łożyska. W szklanych butelkach. Co nie zaowocowało najlepszymi rezultatami. „To jest w takiej szklanej tubce" - tłumaczyła mi - „i otwierając ją pod prysznicem, przecięłam sobie palec. Krwawiłam z jednej dłoni, a drugą nakładałam sobie łożyska na głowę. To było jak taka dziwaczna pętla życia i śmierci". Świat Amalii Ulman jest z pewnością nietypowym miejscem.

Jak najlepiej pokazać wam, czym zajmuje się Amalia? Najwygodniej zacząć od jej Instagramu. Utrzymanego w bardzo dobrym guście, pełnego kremowych kolorów wyboru motyli, rysunków wykonanych na piance kawy latte i selfie cykniętych po operacjach plastycznych. Miała wtedy ponad 100 tysięcy followerów (aktualnie około 73 tysięcy). Acz twierdziła, że to nie są prawdziwi ludzie.

- Teraz akurat doczepił się do mnie jakiś troll. Czy ktoś taki. Spamuje mi konto fałszywymi followerami.

Kto?

- Nie mam pojęcia.

Dlaczego?

- Żeby irytować!?

Latem 2014 roku Amalia zaczęła się zachowywać w Internecie niepodobnie do siebie. Przeszła transformację w postać w stylu Iggy Azalei. Postowała filmiki, na których oddawała się tzw. kręceniu tyłeczkiem. Pisała rzeczy w stylu „Powody, dla których chcę wyglądać dobrze dla siebie: żebym zasiała ziarno zazdrości w sercach innych suk, dla siebie". Płakała też przed ekranem komputera. Prowokując komentarze typu „I R Y T U J Ą C E" albo „Całe to gówno jest kurewsko pretensjonalne, o mój boshe". 

Jednak prawdziwe kontrowersje wywołał fakt, że mogła (lub niekoniecznie) przejść w tym czasie przez szereg operacji plastycznych. Naciąganie zmarszczek, korektę nos, wszczepienie implantów w piersi. Cały proces udokumentowała serią selfie. W tamtym czasie jej sieciowe opowieści pasjonowały mnie bardziej, niż jakiejkolwiek innej postaci. Nawet moich najbliższych przyjaciół. Choć byłem przy tym także bardzo zdezorientowany. Na płaskiej powierzchni ekranu sieciowa, wymyślona Amalia nie wydawała się wcale mniej realna od prawdziwej, mającej za sobą szpitalne przejścia Amalii.

Zanim doszło do naszego spotkania, Amalia zdążyła przyznać, że przez całe lato jej obecność w Internecie była wyreżyserowana. W ramach performance tworzonego na Instagramie, noszącego tytuł Excellences & Perfections. Prace nad nim zaczęła jeszcze wiosną, w Los Angeles. Skrupulatnie zaplanowała trzymiesięczny rozkład fotografii, filmów i słów, a potem ujęła to wszystko w szczegółowym scenariuszu. Wkradała się do luksusowych hoteli, by robić tam sobie selfie. Chodziła do H&M, żeby kupować ubrania dla swojej postaci. Następnie je zwracała. Zapisała się też na lekcje tańca na rurze, aby wdrożyć się w swój fikcyjny styl życia. Pomysłem, na którym bazował performance, była wizja bardzo współczesnej bajki o dobrej dziewczynie, która dała się uwieść złu (i zyskała później odkupienie). Miała ona pokazać, jak łatwo manipuluje się odbiorcami przy użyciu mainstreamowych wzorców narracyjnych. I jak poprzez ich wykorzystywanie telewizja, teledyski, filmy i książki pomagają umacniać różne stereotypy.

„To historia o dziewczynie z prowincji, która marzy o zostaniu modelką" - streszczała mi fabułę Amalia. „Odkrywa ją pewien fotograf, dzięki czemu rzeczywiście zaczyna pracować przed obiektywem i zamieszkuje w Los Angeles. Szybko kończą jej się pieniądze. Rozstaje się z chłopakiem. Wpada w sytuację bez wyjścia, stając się sugar baby (mowa o rodzaju sponsoringu - młodą dziewczynę utrzymuje dostarczając jej środków finansowych tzw. sugar daddy). Nadal czuje się z tym OK, bo ma pieniądze. Wtedy następuje zwrot akcji i jej życie tonie w mroku. Zaczyna brać narkotyki. Przez to ląduje na odwyku. Na koniec wyjeżdża z powrotem do swojej rodziny". Projekt ten ukazywał, jak mocno i bezrefleksyjnie jesteśmy w stanie wierzyć we wszystko, co zobaczymy w sieci.

Mimo że Amalia odegrała tylko powiększenie sobie piersi na platformie społecznościowej, nie przechodząc tak naprawdę operacji, wydała około 2000 dolarów na niechirurgiczną korektę nosa i zastrzyki naciągające twarz. Przeprowadzono je w Beverly Hills. Zabrnęła więc głęboko w świat, który odkrywała dla swojej sztuki. Zaproszono ją nawet do nowojorskiego Swiss Institute. Miała się tam spotkać z dr Fredriciem Brandtem, „Baronem Botoksu". Kolekcjonerem sztuki współczesnej i lekarzem-celebrytą, który przypomina aż za bardzo nieśmiertelnego, rozbrajająco niepomarszczonego blond wampira.

„To on wynalazł napompowaną twarz. Zamiast pójścia pod nóż i inwazyjnego liftingu, chodzi w tym o zastrzyki i przejrzyste, niechirurgiczne procedury" - wyjaśniła mi Amalia. Opowiedziała też o tym, jak czuła się po zastrzykach. „Zdarzyło mi się nie spać praktycznie cały tydzień. Ale i tak moja twarz prezentowała się bardziej świeżo i zdrowo, niż kiedykolwiek wcześniej. To wszystko przez kwas hialuronowy. Czujesz przez to wielką siłę - jesteś tak okropnie zmęczona, jednak gdy spojrzysz w lustro, wyglądasz kwitnąco. I to świetny przykład na to, że w kwestii urody dostęp do takich zabiegów czyni ciebie uprzywilejowaną wobec nie korzystających z nich osób".

Kiedy obwieściłem tu i ówdzie, że będę rozmawiał z Amalią, wszyscy chcieli znać odpowiedzi na dwa konkretne pytania. Pierwsze było tym starym, dobrze znanym, kluczowym pytaniem epoki celebrytów: miała operację czy nie? Drugie brzmiało: dlaczego właściwie odegrała tak złożony performance na Instagramie?

„Czuję ogromny dyskomfort w związku z ideą tworzenia personalnej marki. Z tego wynikło moje antykapitalistyczne podejście: zniszczyłam moją sieciową osobowość. Do takiego stopnia, że nawet ja nie byłam w stanie z tym walczyć. Rządziła nią już siła wizerunku. Męczył mnie także i zniesmaczał stereotyp młodej artystki. Postanowiłam więc pobawić się z samozniszczeniem. Stać się kimś zupełnie odwrotnym od tych przeświadczeń. Przybrać tożsamość, która wywoływałaby mieszane uczucia. Z jednej strony przyciągałaby, byłaby atrakcyjna. Z drugiej strony odstręczająca, nawet aż do mdłości".

„Sporą inspiracją była dla mnie historia Amandy Bynes. Ludzie przyglądali się mojemu życiu i chcieli, żeby rozsypało się jak najbardziej. Z takim wewnętrznym przekonaniem: Nie powinno się tak tego odczuwać, ale to załamanie dostarcza mi naprawdę przedniej rozrywki! Interesowała mnie ta idea, że śledzi się upadek prawdziwych ludzi jak książkę czy film".

A kim jest prawdziwa Amalia Ulman? Dowiedziałem się, że jej ojciec prowadził fabrykę deskorolek w Argentynie. Kryzys finansowy 1989 roku położył jednak kres temu interesowi. W tym samym roku urodziła się Amalia. „Mój tata był punkiem" - powiedziała. „A mama to świetny przykład kobiety z Generacji X. Nienawidzi struktur rodzinnych, jakichkolwiek konwencji społecznych. Jest kimś w rodzaju rosyjskiej nihilistki". Przeprowadzili się do Hiszpanii, kiedy Amalia była jeszcze bardzo mała. Jako emigrantów traktowano ich wrogo. Gdy zamieszkali w swoim nowym domu, na jego drzwiach zaraz namalowano swastykę (przypomina mi to najwcześniejsze wspomnienia Mariah Carey o tym, że na trawniku przed jej rodzinnym domem palono krzyże). W wieku 17 lat Amalia wygrała stypendium Central Saint Martins i przeniosła się do Londynu, by studiować na tej uczelni. Parę lat temu opuściła Anglię, żeby podróżować po świecie i wystawiać swoje prace.

Amalia prowadzi także prywatny newsletter. W jego ostatnim wydaniu, które rozesłała jeszcze przed naszą rozmową, oznajmiła: „Przepraszam, że nie pisałam do was od dłuższego czasu. Nie chciałam ingerować w naturalny rytm Excellences & Perfections. Pragnęłam żebyście uwierzyli, że to załamanie było prawdziwe. Żebyście wierzyli ponad wszystko wizerunkowi i tylko wizerunkowi... Gdybym powiedziała wtedy o radosnych wycieczkach po lesie, albo o przebraniu się za wróżkę na paradę z okazji 4 lipca, zanudziłoby was to. O tym nie chcecie wcale słychać".

Cykl Excellences & Perfections możecie prześledzić archiwalnie na Instagramie Amalii.

amaliaulman.eu

Kredyty


Tekst: Dean Kissick
Fotografie pochodzą z cyklu Excellences & Perfections autorstwa Amalii Ulman.

Tagged:
Instagram
opinie
sztuka
amalia ulman
Operacje plastyczne