miniaturowy pokaz mody

Rozmawiamy z artystką, która uszyła repliki kreacji haute couture dla modelek mierzących 30 cm — lalek Barbie.

|
wrz 27 2017, 7:12pm

Varvara Frol jest artystką wizualną, która w swoich pracach łączy dizajn, sztukę i modę. W warszawskim środowisku jest znana ze swojej oryginalności oraz ekscentrycznych i barwnych wizji. Pochodzi z Rosji, z miasta słynącego m.in. z produkcji Kałasznikowa, ale świetnie mówi po polsku, bo już od 12 lat mieszka w Warszawie. Wcześniej projektowała m.in. kostiumy sceniczne Moniki Brodki, robiła gify i stylizowała własnymi kreacjami sesje, które dostrzegło nawet internetowe wydanie włoskiego Vogue'a. Jednak jej najnowszy, prywatny projekt poszedł w nieco innym kierunku. „12 in couture" to dwunastocalowy pokaz mody haute couture. Dlaczego w tytule znajduje się 12 cali, czyli 30 cm? Ponieważ właśnie tyle wzrostu mają nowe modelki Varvary — lalki Barbie. Postanowiliśmy porozmawiać z nią o tym niecodziennym połączeniu mody wysokiej i plastikowych zabawek.

Masz sporą kolekcję lalek. Jak to się zaczęło i ile już ich uzbierałaś?
Kolekcjonuję je od około sześciu lat. Do jednego z projektów dostałam kilka lalek Barbie i się wkręciłam. Moja kolekcja ciągle się zmienia, kupuję i sprzedaję jej elementy. Rozwijam się, wynajduję kolejne rzeczy, raczej vintage'owe. W tym momencie mam ok. 50 lalek plus niezliczoną ilość mebli i dodatków. Jest to raczej mała kolekcja, prawie że wyselekcjonowana. Ale oczywiście są też takie rzeczy, o których marzę i na które poluję.

Lalki są dla ciebie czymś więcej niż zabawkami, prawda?
Tak, traktuję je jak rzeźby — miniaturki ludzi, z którch można tworzyć scenki.

Jesteś projektantką, więc pewnie połączenie tego hobby z modą było dla ciebie naturalnym krokiem. Czy szycie kreacji haute couture w miniaturowej wersji było dużym wyzwaniem?
Nie, nie boję się wyzwań. Fajnie było zastanawiać się, w jaki sposób stroje zostały wykonane, traktowałam to jak łamigłówkę.

Np. w przypadku sylwetek Armani i Margiela swetry wydziergałam na drutach, a do kreacji Fendi każdy kwiat zrobiłam, malując farbą akrylową po tkaninie. Później je wycinałam i przyszywałam do sukienki. Szyłam też buty i kozaki, robiłam kolczyki... W przypadku ubrań dla lalek strona techniczna jest bardzo okrojona, to stanowi pewne ułatwienie.

Która z kreacji była najtrudniejsza do wykonania, a która najłatwiejsza? Ile trwało stworzenie jednej sylwetki?
Najtrudniejsze, a raczej najbardziej czasochłonne projekty to Schiaparelli, Fendi, Margiela i Armani. Każdą robiłam przez kilka dni. Składało się na to poszukiwanie odpowiednich materiałów, czekanie aż wyschnie farba itp. Z kolejnymi było już z górki.

Zauważyłam, że bardzo zadbałaś o szczegóły — nawet wybrałaś lalki podobne do modelek i modeli z pokazów.
Tak. Przeprowadziłam „casting" wśród swoich lalek, wybrałam zbliżony typ urody do prawdziwych modeli i modelek z wybiegu.

Nie pierwszy raz stworzyłaś wybiegowe kreacje dla lalek. Czy planujesz dalej rozwijać ten projekt?
Tak, chociaż nie zamierzam ograniczać się tylko do „modnych ciuchów". Buduję dioramy, a moja kolekcja miniaturowych dodatków (gadżetów, telefonów, jedzenia, kosmetyków itd.) jest już wystarczająco duża, żeby tworzyć bardziej złożone projekty.

@varvarafrol