koniec panowania „it girl"?

W erze mediów społecznościowych dziewczyny same tworzą swój wizerunek.

tekst Rachel Wilson
|
21 Marzec 2016, 7:00pm

W 1994 roku Jay McInerney napisał dla „New Yorkera" artykuł o 19-letniej Chloë Sevigny. Pisarz spotkał się ze zdobywającą popularność anty-gwiazdką, która mieszkała w squatach, występowała w teledyskach Sonic Youth i chodziła na heroinowe stypy po niedawno zmarłym aktorze, Riverze Phoenixie. McInerney chciał rozszyfrować jej czar i wyjaśnić go przeciętnym zjadaczom chleba. W tekście wymienił kryteria, czyniące z niej „It Girl", czyli „Dziewczynę, która ma to coś".

Ponad 20 lat później jego artykuł jest wręcz fragmentem biblii mody. Każde zdanie i obserwacja wypowiedziana przez Sevigny zostały wykorzystane ponownie setki razy w mediach. Co ważne, McInerey był przede wszystkim powieściopisarzem - jego Chloë przypomina fikcyjną postać, a nie prawdziwą osobę. Dla Jaya, przyzwyczajonego do elit i przepychu Ameryki z lat 80., Sevigny w ciuchach za 10 dolarów była prawdziwą zagadką. Jej styl, smukła sylwetka i nastawienie były odbiciem nadchodzącej dekady. Na to wszystko nalepiono łatkę „It Girl".

To właśnie główne wyznaczniki „It Girl": powinna być szczupła, biała (albo uchodząca za białą), tajemniczo seksowna, przesadnie stylowa, niekonwencjonalnej urody - ale przede wszystkim świeża i nowa. Świat mody zwraca się ku niej, by przewidzieć przyszłość. „It Girl" jest objawieniem, pokazuje trendy, które pojawią się w kolejnym sezonie.

Zyskanie tego tytułu to świetny biznes. W 2008 roku na tronie zasiadła Alexa Chung. Wzorowała swój styl na Jane Birkin, Mulberry nazwało jej imieniem torebkę, a do tego spotykała się z frontmanem Arctic Monkeys, Alexem Turnerem. Alexa uosabiała nasze zamiłowanie do sceny alternatywnej. Odniosła wielki sukces i przekuła go na karierę, opierającą się na świetnym stylu. Wydała nawet książkę, zatytułowaną „It", dzięki czemu mogła jeszcze więcej zarobić na swoim statusie ikony. Kilka lat później jej miejsce zajęła Cara Delevingne, zaznaczając początek panowania modelek z największą ilością obserwujących w mediach społecznościowych.

Alexa Chung. Zdjęcie: AG Jeans.

Drogi Chung i Delevingne pokazują, że jeśli „It Girl" odniesie sukces, powinna stopniowo wycofać się z życia w błysku fleszy i zbudować prawdziwą karierę. Ale co jeśli tego nie dźwignie? Co się dzieje, gdy „It Girl" spada z piedestału?

Niektóre kobiety zarobiły na uwielbieniu fanów, a dla innych szum medialny okazał się zgubny. Niestety, termin „It Girl" jest zbyt często nadużywany przez jego komercyjny potencjał. Cory Kennedy była przez chwilę na topie, pojawiła się na okładce magazynu „Nylon" i... na tym się skończyło. Podobnie Mischa Barton, która zniknęła po roli w serialu „Życie na fali". Etykietka „It Girl" zrujnowała ich kariery, zanim zdążyły się na dobre rozkręcić. Kultura masowa zaczęła tak szybko konsumować i trawić nowości, że jeśli ktoś nie jest wszechobecny - w każdym magazynie, na każdej imprezie i wśród właściwych znajomych - natychmiast traci status.

Termin „It Girl" jest tak nadużywany, że jej istota została pogrzebana w milionach wpisów i artykułów. „Dziewczyna, która ma to coś" została zniszczona przez swoją własną wartość marketingową. Jej mglista definicja jest za to błogosławieństwem - nie musi być nikim konkretnym, jak aktorka, modelka czy bywalczyni salonów, ale przy tym jest dość wiarygodna, żeby zapewniać dużo lajków i wejść na strony. Dzisiaj dziewczyny tak często określa się tym mianem, że nie może ono oznaczać unikatowości. Powinien to być tytuł dla ikon, tymczasem dostają go przemijające gwiazdki, podczas swoich pięciu minut sławy.

To lenistwo słono nas kosztuje. Obecnie prawie każdej kobiecie można przypisać etykietkę „It Girl", ale tylko na pozór. W większości przypadków zostają nimi białe dziewczyny. Aktorki takie jak Lupita Nyong'oHari Nef są wyjątkiem od reguły i udowadniają, że tym określeniem wciąż można naznaczyć ikonę, chociaż czarnoskóre lub transseksualne „It Girls" pojawiają się bardzo rzadko. Tytuł muszą nadać media, a nie same dziewczyny, co sprawia, że dokonania kobiet niepełnosprawnych, różnych ras i ze społeczności LGBTQ pozostają niezauważone.

Hari Nef. Zdjęcie: Alasdair McLellan.

To oczywiście nie znaczy, że nasz podziw jest niewłaściwy - szacunek pomiędzy kobietami jest kluczowym elementem, dzięki któremu „It Girl" może wpływać na gusta. Pora jednak przejąć kontrolę i zniszczyć stereotypy stworzone przez mężczyzn, nieważne jak dobre mieli intencje. Wskazówka tkwi w samej nazwie: jak możemy oczekiwać dynamizmu od kogoś, kogo w zasadzie określamy jak przedmiot? „It", czyli polskie „to", sugeruje pasywną postać o nieprzeniknionym spojrzeniu, lustro, które odbija nasze fascynacje, a nie prawdziwą kobietę.

Rzadko oczekujemy, że „It Girl" w ogóle coś zrobi, poza wyglądaniem dobrze na imprezach i galach oraz nakarmieniem naszego niezaspokojonego głodu nowych trendów. Rozkwit mediów społecznościowych sprawił, że wschodzące gwiazdy przejęły kontrolę nad własnym wizerunkiem. Przy nich „It Girl" wypada blado. Nie możemy przecież opisać tak płytkim terminem młodych kobiet, jak Amandla StenbergTavi GevinsonBarbie Ferreira, bo są one kimś znacznie więcej. Sevigny utrwaliła wizerunek „It Girl", a współczesne kobiety go dekonstruują. Nie potrzebują już artykułów w „New Yorkerze" - same opowiadają swoją historię.

Media wpadły w pułapkę ciągłego powielania znanych wzorów. Podobnie jak hollywoodzkie filmy z niekończącymi się sequelami i prequelami, świat mody tak zawzięcie uczepił się sylwetki w stylu Sevigny, że zrobiło się to już nudne. Pora wziąć przykład z pierwszych „It Girls" i porzucić ugrzecznione podróbki. Czar Chloë tkwił w jej związku z podziemiem i awangardą. Obecnie na scenie obecnych jest wiele wschodzących gwiazd, gotowych pójść w jej ślady. Musimy je tylko dostrzec i dać im szansę.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Rachel Wilson
Zdjęcie Marcelo Krasilcic, 1994 rok
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
chloe sevigny
Alexa Chung
it-girl
modelki
ikony