czy „lust for life" to najważniejsza płyta w dorobku lany del rey?

Tajemnicza artystka dojrzała i odkryła siebie na nowo – teraz jest bardziej optymistyczna i realistyczna. Mówi nam, że wszelkie zmiany — zarówno osobiste, jak i polityczne — biorą się z wewnątrz.

tekst Alim Kheraj
|
26 Lipiec 2017, 7:15am

This article was originally published by i-D UK.

Wchodzimy właśnie w nową erę Lany Del Rey. Jej pierwsze trzy albumy nagrane z wielkimi wytwórniami — „Born to Die", „Ultraviolence" i „Honeymoon" — były skomplikowane, enigmatyczne i podzieliły słuchaczy. Pokazywały one artystkę, która tworzyła dla nich personę — kogoś, kto był łącznikiem między fatalistycznymi i często nihilistycznym tekstami oraz kobietą stojącą za klasycznym głosem.

Przy jej kolejnych wcieleniach (May Jailer, Lizzy Grant oraz Lana Del Rey) nie byliśmy pewni, czy to, co obserwowaliśmy, było bliskie prawdy. Jej porządny debiut „Video Games" wywołał sporo zamieszana, a (mizoginistyczne) poszukiwanie autentyczności Lany sprawiło, że wielu mędrców mogło tylko drapać się po głowach. Czy była bogatą dziedziczką fortuny? Femme fatale? Czy ktoś naprawdę mógł żyć w świecie zbudowanym na melancholii rodem ze sztuk Tennessee Williamsa, szyku Jackie Onassis i mglistym mroku filmu Harmony'ego Korine'a? Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania wpłynęło na historię sukcesu współczesnej gwiazdy popu, zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny.

Gdy ujawniono pierwszy singiel z jej najnowszej, piątej płyty (optymistycznie kinowe „Love") oraz okładkę „Lust for Life", na której Lana promienieje z kwiatami we włosach, ponownie rozpętała się ta sama dyskusja. Czy to była prawdziwa Lana Del Rey? A może znowu wcielała się w rolę?

Po przesłuchaniu „Lust for Life" jedno stało się jasne: przy piątym albumie fornir i fasada zaczęły pękać.

W rozmowie z Zanem Lowe podczas audycji Beats 1 Lana wyjaśniła, że stała się mniej zaściankowa. „Lubię postrzegać to zupełnie jakbym wreszcie patrzyła ze środka, zamiast być na zewnątrz, nie czując tej więzi", powiedziała. „Myślę, że po prostu trzeba czasu, by się do wszystkiego przystosować, wszystko zintegrować: być piosenkarką i fanką innych ludzi, tak żeby to działało".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nowe, obserwacyjne podejście do muzyki nie oznacza, że piosenkarka odrzuciła swój styl. „Lust for Life" w zasadzie można nazwać krążkiem najbardziej w stylu Lany. W 16 kawałkach hybryda hip-hopu, jazzu i nostalgii za latami 60. nadal jest wszechobecna, ale osobisty nihilizm i dewastujące opowieści zwróciły się lekko w stronę światła. Także jej fetyszyzacja Ameryki odeszła w niepamięć.

Chociaż w „Love" piosenkarka widzi przyszłość w różowych barwach, Lana wyraźnie kwestionuje społeczeństwo, choć niekoniecznie w dydaktyczny sposób. Del Rey balansuje na cienkiej granicy między parodią i poważnymi politycznymi tekstami w takich piosenkach jak „Coachella — Woodstock In My Mind" oraz „God Bless America — And All the Beautiful Women In It", wychodzi na zewnątrz, wchłaniając część traumy dzisiejszego świata zachodu. 

Cierpko wyśpiewane obserwacje kontrastują z lekkim okrzykiem bojowym z „When the World Was At War We Kept Dancing" — piosenki określonej  mianem „arcydzieła" przez producenta Ricka Nowelsa. W świecie „post-prawdy" i łapania za cipki Lana pyta ostentacyjnie, czy dotarliśmy do „kresu Ameryki" jaką znamy. Wcześniej rozkoszowała się dewastacją i smutkiem, lecz teraz ma inne argumenty: „Jeśli nie porzucimy nadziei, nadejdzie nasze szczęśliwe zakończenie".

Lana Del Rey nie pławi się już w bagnie rozpaczy, ale nadal dużo myśli o swoich przeżyciach, a także o tym, jak odbiera świat. „Spędzamy wiele czasu na finansowaniu budowania rządu, gromadzeniu pieniędzy, a potem obalaniu systemu edukacji, nie tak jak w innych kulturach, gdzie znajduje się czas na medytację itd, skupianie się na marzeniach, życzeniach i własnej wartości", powiedziała w rozmowie z magazynem Flaunt„Myślę, że to za mało praktyki. Nie uczą tego w szkołach. Sądzę, że to się zmienia. Własnie o tym w głównej mierze opowiada płyta".

Jeśli „Born to Die", „Ultraviolence" i „Honeymoon" stanowią fundamenty, to „Lust for Life" jest nowoodkrytą prawdą, która bierze pod uwagę wszelkie aspekty czyjegoś życia. Jak koegzystować ze zarówno swoją osobistą, jak i publiczną i polityczną traumą? W trakcie 16 kawałków (trwających 71 minut) Lana nie oferuje odpowiedzi na to pytanie, ale wręcz je odrzuca.

Trio piosenek „13 Beaches", „Cherry" i „White Mustang" odkrywa podstawowe tematy izolacji, sławy i niebezpiecznej miłości, do której nas przyzwyczaiła. Tym razem śpiewa jednak z większą pewnością w głosie. Wcześniej słychać było rezygnację, jak np. w „Terrance Loves You" i „Ride", teraz słyszymy gniew na to, że niestety wciąż czuje się, jak wcześniej. Emocjonalne wzloty i upadki są częścią jej życia. 

„Lust for Life" jest też pełne sardonicznych kpin, jak w piosenkach „Fucked My Way Up To The Top" i „High by the Beach". W „Beautiful People Beautiful Problems", wykonanym w duecie ze Stevie Nicks, obie piosenkarki biorą na warsztat niedorzeczny tytuł. Producent Nowels opisał ten utwór jako połączenie „dwóch najlepszych poetek tekstów piosenek. „Praca z tobą zmieniła mnie na zawsze, nauczyłam się czegoś od ciebie", Stevie Nicks powiedziała w rozmowie z V Magazine. „Jesteśmy siostrami-wiedźmami i tyle. Stąd wzięło się 'Beautiful People, Beautiful Problems'. Staramy się być ponad problemami i mieć wiarę we wszystko inne, ale nasz świat nadal jest pełen problemów, bez względu na to, jak bardzo staramy się to zmienić".

Podobnie jest w przypadku piosenki „Heroin". Chociaż od strony muzycznej jest melancholijna, tak naprawdę to oda do Kalifornii z przeszłości, z kąśliwymi odniesieniami do jej wewnętrznego mroku i nihilizmu (przez morderstwa Charlesa Mansona i hedonistyczną, heavy metalową grupę Mötley Crüe. Zwrot akcji następuje pod koniec refrenu, gdy Lana śpiewa: „Skłamałabym mówiąc, że nie mam tego dość".

W wywiadzie z portalem Pitchfork mogliśmy zobaczyć artystkę, która wciąż szuka swojej drogi. Mówiąc o rozwalającej balladzie z „Ultraviolence" — „Black Beauty" — Lana się rozpłakała. Piosenka opowiada o mroku partnera, który przesłonił jej własne poglądu na świat. „Utożsamiałam się z tym przeczuciem, że można widzieć w kolorach tylko fragment świata. Gdy się tak czujesz, czujesz się uwięziona", powiedziała, wyjaśniając swoje łzy. Po pytaniu o to, jak czuje się teraz, była w stanie wydusić tylko tyle, że nie wie.

Podczas odsłuchu piosenki „Change", nagranej zaledwie dzień przed oddaniem materiału wytwórni, jasne staje się, że Lana rozumie już, że to w porządku, jeśli nie rozumiesz jak się czujesz. „Zmiana jest potężna sprawą, ludzie są potężnymi stworzeniami / Staram się znaleźć w sobie siłę, żeby być wierna", śpiewa. „Zmiana jest potężną sprawą, czuję, że nadchodzi we mnie / Może niedługo cos się zmieni / Będę w stanie zdobyć się na szczerość". Jak wielu wstrząśniętych zmianami w polityce, Lana rozumie, że mogłaby zrobić w tej kwestii więcej. Jej olśnienie jest także osobiste, ponieważ śpiewa: „Gdy nie czuję się piękna ani stabilna / może wystarczy być tu, gdzie jesteśmy".

Tak jak Sia w „10,000 Forms of Fear", Beyoncé w „Lemonade", a nawet Janet Jackson's w „Velvet Rope", Lana osiągnęła kreatywny zenit, podejmując osobistą próbę wkroczenia na ścieżkę rozwoju i poznawania siebie. Jednak Lana oprócz repertuaru poszerzyła także swoje horyzonty, by zrozumieć, że zmiana — zarówno w życiu osobistym jak i w polityce — bierze się z wnętrza. Nie oznacza to oczywiście, że dotarła do granicy. W rozmowie z Zanem Lowe zdradziła, dlaczego postanowiła pominąć na płycie popularne wcześniej kawałki „Yosemite" i „Architecture". Przyznała, że były za wesołe. „Myślałam chyba, że pod koniec nagrywania będę w zupełnie innym miejscu. Że zrobię 180 stopni", powiedziała. „A potem zrozumiałam, że muszę jeszcze poukładać sobie w głowie tyle rzeczy".

Tę prawdę słychać w zamykającym płytę kawałku „Get Free", który świetnie ilustruje, dlaczego „Lust for Life" jest jej najważniejszym dziełem w dotychczasowym dorobku. Przy dźwiękach bębnów maszerującej orkiestry przyznaje, że żeby się rozwinąć, musi „wyłowić martwych z morza, wyłowić mrok ze sztuki". To niezwykle emocjonalna zmiana, jak na artystkę, która zbudowała karierę na cierpieniu serca i upiększaniu rozpadu społeczeństwa. Chociaż nie oferuje nam rozwiązania i nie mówi, jak osiągnąć podobny poziom wyzwolenia, wystarczy nam samo zrozumienie tej kwestii. „Wcześniej nie zauważałam, że muszę wybrać: / Grać w czyjąś grę, albo żyć własnym życiem / Teraz to widzę".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alim Kheraj

Tagged:
lana del rey
Lust For Life