andrea sisson

LA to miasto marzeń, lecimy do słonecznej Kalifornii w poszukiwaniu inspirujących ludzi w miejscu, w którym sny stają się rzeczywistością.

tekst i-D Team
|
13 Kwiecień 2015, 12:28pm

Skąd jesteś?
Z Ohio.
Czym się zajmujesz?
Jestem filmowcem, fotografem, artystką.
Co masz na sobie?
Kamizelka jest vintage, kupiłam ją w Teksasie i nosiłam przez kilka tygodni bez przerwy. Dopiero zaczynam swoją przygodę na zachodnim wybrzeżu, więc jestem zafascynowana elementami w klimacie westernowym. Ta kamizelka ma wszystko, co trzeba, są na niej kaktusy z przodu i z tyłu, pasmo górskie i wilk wyjący do księżyca.
Jak opisaliby cię twoi znajomi?
Mała.
Czego ostatnio słuchasz?
Call Your Girlfriend. To album Roby z 2010 roku.
Co jest najlepsze w byciu młodym w 2015 roku?
Internet. I zasoby dostępne do rozpoczęcia kariery.
Najlepsza impreza, na jakiej byłaś?
O boże, było ich tak wiele. Wszystkie w Reykjaviku na Islandii, latem 2009, były całkiem spoko, więc najlepsza impreza, na jakiejbyłam odbyła się właśnie tam. Trwała całą noc. Gdy jest dzień polarny słońce nie zachodzi, więc kiedy wychodzisz z baru o 2 nad ranem, ono nadal świeci. I niby dlaczego masz wtedy iść do domu? Idziesz do następnego baru. Albo po prostu imprezujesz na ulicy, która jest w pewnym sensie otwartym klubem. I tak do 6, 7 nad ranem.

@andreasisson

Kredyty


Zdjęcie Columbine Goldsmith

Tagged:
LA
Los Angeles
western
Μόδα
mieasto aniołów