weronika ławniczak: widoki

Weronika mówi, że fotografuje widoki, ale tak naprawę wydobywa nastroje, nieważne czy jej zdjęcia przedstawiają pejzaż, ciało czy twarz. Czarno-białe ziarno sprawia, że fotografie są jak kadry z francuskich filmów nowej fali — intrygujące, stylowe i...

|
kwi 22 2016, 3:35pm

„Love song"

Rośliny, krajobraz i kobiece ciało, opowiedz o tej zależności.
Ciało kobiety fascynuje mnie od dawna, eksplorowałam ten temat w portretach, aktach czy krótkich formach video. Rośliny, drzewa, wody, wszystko, co stanowi przyrodę widzę jako dopełnienie kobiety, są jej pierwotnym środowiskiem i de facto tym, bez czego nie istnieje. Pejzaż staje się portretem, portret pejzażem. Analizowanie natury i ciała mnie uwalnia.

„Tulips"

Twoje zdjęcia są surowe i w większości czarno-białe. Dlaczego piękno tak łączy się ze smutkiem?
Smutek zawsze był dla mnie najszlachetniejszym malunkiem na twarzy. Surowość spaja się ze smutkiem i z pięknem, które ma najczystszą formę. Choć paradoksalnie bardzo trudno jest wydobywać piękno z osoby naprawdę smutnej. W moich pracach dominują szarości, często gubię biele i klasyczne czernie, co przekłada się na poszukiwania w zacieraniu granic między fotografią a malarstwem. To takie drobne eksperymenty, które nawet trudno mi opisać, ale bardzo je lubię.

„Sunset Humans"

Kim są dziewczyny, które fotografujesz?
Od kilku lat, niezmiennie naturszczyki — są to moje przyjaciółki, bratnie dusze, ale i dziewczyny mniej mi znane, z którymi dopiero buduję relacje. Są młode, czasem po 30-tce, ale z chęcią podjęłabym się zdjęć z dojrzałymi kobietami. Podoba mi się też praca z aktorkami, nie tylko przez atrakcyjność fizyczną i umiejętności w pozowaniu, ale i poprzez to, jak potrafią grać emocjami. Bardzo przyjemnie wychodzi to w obrazku - na jednej fotografii z wystawy jest dziewczyna z balonem, to Ola Hamkało.

„Oko"

Masz jakiś system pracy z nimi?
Myślę, że znając kogoś mogę pozwolić sobie na więcej — począwszy od ilości czasu, który przeznaczamy na zdjęcia, skończywszy na finalnym wyborze zdjęć, które nie zawsze ukazują dziewczyny tak, jak dotychczas siebie widziały. Staram się, aby praca nad zdjęciami angażowała obie strony. Jestem otwarta na zabawę pomysłem i ingerencję dziewczyn w to, co wymyślam.

Przez kilka lat miałam swoją przestrzeń, gdzie potrafiłam spędzać z nimi wiele godzin, gdzie poprzez wspólne posiłki i rozmowy pracowałyśmy nad zdjęciami. Bardzo ważna jest dla mnie intymność sesji, zależy mi, aby dziewczyny czuły się dobrze i swobodnie — myślę, że w dużej mierze wpływa to na efekt moich fotograficznych poszukiwań.


„Self Bath"

Które zdjęcie z wystawy lubisz najbardziej?
Portret Justyny Suwały (tytuł pracy „Love Song") jest dla mnie bardzo znaczący na wielu płaszczyznach a przede wszystkim przedstawia Justynę taką, jaką znam, z całą jej charyzmą i wyjątkową osobowością. To był dziwny i w sumie trudny czas dla nas obydwu a praca nad zdjęciami koiła i trochę „ratowała" nas obydwie. Mam też duży sentyment do obalonego drzewa na drodze (tytuł pracy "Goodbye"). Trafiłam na nie z moim narzeczonym w drodze do Dworu Czesława Miłosza w Krasnogrudzie. Kilka kilometrów od Dworu, na środku drogi otoczonej lasem, burza wyrwała je z korzeniami. Wysiedliśmy z samochodu i nie mogliśmy wyjść z podziwu siły natury i zapachu świeżego drewna, który unosił się w powietrzu — to był piękny, ale i smutny moment, w którym natura zdecydowała o jego kresie.

Nad czym teraz pracujesz?
Od pewnego czasu chodzi za mną pomysły na projekt studyjno-modowy, we współpracy z aktorkami, w korelacji z pejzażem. Ale to za chwilę — właśnie dowiedziałam się, że mój scenariusz jest w finale konkursu Papaya Young Directors, więc teraz czas na film.

Wystawa „Widoki" trwa do 29 maja i inauguruje działalność galerii Czułość w nowej siedzibie.


Przeczytaj też:
Czułość, rodzaj utopii
Kobiety, natura i lata 70.
Fajerwerki, jaskinie i pocałunki, czyli świat Ryana McGinleya