ewa zakrzewska: modelka plus size

Kiedy Ewa pojawiła się na backstage’u pokazu, największe zainteresowanie wzbudziła wśród modelek. Dziewczyny, które miały przejść z nią po wybiegu, były jakieś pięć rozmiarów mniejsze, wiele z nich zmagało się z podobnymi problemami, które Ewa miała.

|
sie 4 2017, 11:20am

Artykuł pochodzi z serii Believe in More, która powstaje we współpracy z Nike.

Spotykam Ewę w Budapeszcie na zjeździe Nike Women, w którym biorą udział wysportowane dziewczyny z różnych zakątków świata. Razem z nimi przez trzy dni ćwiczy jogę, balet, bieganie i hula-hop. Ma taki sam strój i takie samo zaangażowanie. Przełamuje stereotyp, że duże dziewczyny unikają sportu i nie dbają o ciało. Hasło wyjazdu — „Believe in More" — doskonale opisuję jej drogę. Poznajcie Ewę!

Zanim zostałaś modelką pewnie często słyszałaś, jak ktoś głośno komentuje twoje ciało?
„Mogłabyś trochę schudnąć", „weź się za siebie" — takie rzeczy słyszałam częściej od dorosłych niż rówieśników. Miałam wtedy lekką nadwagę, ale nie odbierałam tych słów jak troski, czułam raczej, że coś jest ze mną nie tak. Jako 13-latka postanowiłam działać i zaczęło się — diety, głodówki, później leki np. Meridia, która na szczęście jest już w Polsce zakazana… To była ciągła walka z ciałem. Chudłam, a zaraz później tyłam, przybierałam więcej, niż udało mi się stracić, tak przez lata. W końcu mi się udało, wygrałam, ale przypłaciłam to zdrowiem. Drastyczne odchudzanie zaszkodziło mi znacznie bardziej niż nadwaga, której zresztą się nie pozbyłam.

Gdy miałaś 20 lat nastąpił przełom, stało się coś co pozwoliło ci zaakceptować i polubić swoje ciało, takim, jakie jest.
Po moim burzliwym dorastaniu postanowiłam wyjechać do Anglii podszkolić język — byłam wtedy naprawdę duża, nie lubiłam swojego wyglądu, nosiłam męskie koszule, byłam jak facet. I kiedy znalazłam się na małej wyspie Jersey, okazało się, że tam nikt mnie nie ocenia. Nikt nie gapi się na ulicy, nie komentuje. Nawet mój pracodawca nie sugerował, że powinnam cokolwiek zmieniać, a miałam już takie doświadczenie w Polsce. Usłyszałam kiedyś, że z powodu wyglądu nie nadaję się na kelnerkę.

To, co spotkało mnie w Anglii, było niesamowite i bardzo mnie ośmieliło. Po raz pierwszy poczułam się wolna od opinii innych ludzi.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wtedy odkryłam też sklepy z ciuchami plus size, które nie wyglądały jak worki. Okazało się, że mogę nosić ładne sukienki, bawić się ubraniami, nawet jeśli nie mieszczę się w standardową rozmiarówkę. To była prawdziwa rewolucja. Zaczęłam kupować rzeczy, dlatego, że są ładne, a nie ze względu na rozmiar. To dało mi niesamowitą energię.

Kiedy wróciłam do Polski, nosiłam szpilki, starzy znajomi nie mogli mnie poznać. Postanowiłam pójść o krok dalej i zrobić sobie prezent — seksowną sesję zdjęciową. Byłam już na to gotowa.

Tak się jakoś złożyło, że zdjęcia trafiły do sieci i wzbudziły sporo pozytywnych emocji. Wtedy zaczęli odzywać się do mnie ludzie z propozycją pozowania do zdjęć reklamowych. Okazało się, że w Polsce jest takie zapotrzebowanie, stałam się jedną z pierwszych modelek plus size.

Czy praca modelki plus size różni się czymś od pracy modelki w rozmiarze 34?
Pracując, inspirowałam się zarówno szczupłymi modelkami, jak i tymi plus size. Dla mnie liczy się osobowość, a tu rozmiar nie ma znaczenia.
Ale w praktyce niestety mamy więcej ograniczeń niż drobne dziewczyny, np. nie wszystkie fikuśne pozy dobrze wyglądają… To jest bardzo złożony temat, bo do kategorii plus size należą modelki już od rozmiaru 38. Dużo zależy więc od tego, jaki rozmiar ma dziewczyna, jakie proporcje ma jej ciało.

Co uważasz za swój największy sukces?
Udział w pokazach Gosi Baczyńskiej. To były momenty, kiedy poznałam wielki świat mody.
Świetnie wspominam też teledysk do „Augusty" Projektu Warszawiak — nigdy nie byłam fotografowana tak wiele razy.

Traktujesz swoją pracę w modelingu jako misję?
Tak. Czuję się prekursorką, dlatego od początku podchodziłam do tematu bardzo poważnie. Chciałam zostać profesjonalistką i pojechałam na specjalne kursy dla modelek plus size do Anglii. Tam m.in. nauczyłam się chodzić po wybiegu, bo w Polsce trudno zdobyć takie doświadczenie, poznałam też ludzi z branży, którzy opowiadali mi, jak u nich rozwijał się ten rynek. Wiem, że przed nami jeszcze dużo do zrobienia.

Rok temu „przeszłam na emeryturę" — nie chodzę na castingi i sama nie szukam zleceń. Decyduję się tylko na zlecenia, które naprawdę mi się podobają. Np. sesja wizerunkowa Ewy Minge. Myślę, że przygoda z modelingiem to był dla mnie bardzo ważny czas, dał mi dużo zdrowej pewności siebie, ale pora iść dalej.

Skupiam się teraz na blogu i programie, który we wrześniu pojawi się w Polsacie — „Modelka plus size". Staram się wspierać i inspirować, jestem szczera i otwarcie opowiadam o swoich doświadczeniach, np. o bulimii. Dostaję dużo wiadomości od kobiet, które mnie obserwują, wiem, że to, co robię, jest dla nich ważne.

Jak myślisz, dlaczego marki odzieżowe tak opornie wchodzą w dużą rozmiarówkę?
To nie jest atrakcyjne dla firm, kojarzy się z niezdrowym stylem życia. Myślę, że boją się ze względów wizerunkowych. Ale umówmy się, społeczeństwo tworzą nie tylko szczupłe nastolatki, ale ludzie w różnym wieku, z różnymi sylwetkami, w różnych momentach życia, np. po kobiety po ciąży. Oni wszyscy kupują ubrania i potrzebują wyboru. Tymczasem wciąż utrzymuje się jeden standard, a osobom, takim jak ja, ludziom, którzy chcą być sobą, zarzuca się „promowanie otyłości". To niesamowite, jak łatwo przypisuje mi się ideologię, a ja po prostu jestem duża i nie zamierzam się z tego powodu wstydzić, czy chować w cieniu, bo nie ma czegoś takiego jak idealna waga dla wszystkich.

W swoim życiu miałam 20-kilogramowe wahania wagi, nosiłam rozmiary od 42 do 52 i wiesz, kiedy czułam się najlepiej? Wcale nie w rozmiarze 42, a 44. Teraz regularnie ćwiczę, więc kto wie, może w rozmiarze 46 poczuję się jeszcze lepiej. Chodzi o to, żeby mieć sprawne ciało, zdrową dietę, dobre wyniki cukru i cholesterolu… Rozmiary to podział potrzebny producentom ubrań, a nie nam.

Przeczytaj wywiad z Mają Kuczyńską, mistrzynią świata w akrobacjach w tunelu aerodynamicznym i jedną z bohaterek najnowszej kampanii Nike: Believe in More.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie: dzięki uprzejmości Nike