​uwaga, nowa polska marka: d00m 3000

Marka Michała Niechaja i Sylwii Rochali jest hołdem dla bezpiecznej atmosfery klubów, a ich projekty bardziej niż modą z wybiegów są inspirowane podróbkami i imprezowymi samoróbkami.

|
25 Styczeń 2017, 1:10pm

Pierwszy pokaz d00m 3K odbył się w dawnym warszawskim klubie ze striptizem. Zamiast modeli wystąpili anty-modele pod wodzą Bożny Wydrowskiej, organizującej pierwsze w Polsce bale voguingowe. Miłość do rave'ów i krytykę współczesnego świata mody możecie też poczuć w zdjęciach Karoliny Zajączkowskiej, które powstały w czasie pokazu, a teraz promują kampanię doom 3K na sezon wiosna/lato/jesień/zima 2017-3000. Pytamy Michała i Sylwię o to, jak tworzy się ubrania, w których prosto z klubu można wyjść na ulicę, wynosząc ze sobą część bezpiecznej, przyjaznej atmosfery.

Kiedy patrzę na wasze projekty, widzę ciemny klub, gdzie wszyscy w transie tańczą do rana. Czy to właśnie na takiej imprezie zrodził się pomysł na kolekcję?
To raczej tęsknota za klubem, ale na pewno wszystko, co robimy to hołd dla parkietu. Nie wiem, czy moglibyśmy odszyć inną kolekcję. To są z jednej strony ubrania na imprezy, ale też ich przedłużenie. Coś, czego nie trzeba przebierać, kiedy wychodzisz z klubu. Fantazja dotyczy też przeniesienia bezpiecznej przestrzeni klubu do rzeczywistości. „3k" w naszej nazwie można czytać też jako „freak". To dlatego do prezentacji zaprosiliśmy takich a nie innych ludzi zamiast modeli. Nie traktujemy imprez jako formy ucieczki od świata. Chcielibyśmy czuć tę samą atmosferę tolerancji również poza nimi.

Czujecie, że obecnie prawdziwy subkulturowy klimat rodzi się właśnie wokół muzyki, że to ona stała się głównym źródłem inspiracji dla undergroundowych projektów?
Subkultura to w dużym skrócie muzyka, ubiór i zbiór wartości. Proces, o którym mówisz, trwa chyba od dawna. Na przykład Vivienne Westwood, która stworzyła styl punkowy. To akurat łatwy przykład, ale health goth to już subkultura czy tylko grupa na Facebooku. Z undergroundem jest jeszcze trudniej, bo awangardę często robią projektanci po renomowanych szkołach. W zasadzie można powiedzieć, że jest to środowisko akademickie. Zdarzają się oczywiście wyjątki. Do głowy przychodzi nam Nasir Mazhar, który nie tylko wywodzi się z konkretnego miejskiego środowiska, ale i realnie je kształtuje. Na pewno wybiegi się ostatnio bardzo odmłodziły. Złapały trochę kontaktu z rzeczywistością zamiast pokazywać na nastolatkach ubrania dla klasy wyższej. Niestety wciąż trafiają się też koszmarki w stylu „rave'owej" kolekcji Dior Homme...

Kto był waszą największą muzyczną inspiracją przy okazji tworzenia tej kolekcji?
d00m jest jak duet Marylina Mansona i Eminema! Nagrali wspólnie tylko jeden kawałek, ale eklektyzm tego połączenia oddaje chyba ducha naszej marki. Jeśli zaś chodzi o tę kolekcję to na pewno Real Man - „Fashion Victim". Od razu wiedzieliśmy, że to będzie nasz kawałek. Ma bardzo prosty, ale silny przekaz. Wyraża dokładnie to, co myślimy teraz o „świecie mody". Muzykę do pokazu pomógł nam dobrać Kamil Abu Zeneh. Po tym jak zaproponował A Split Second - „Flash" (numer, który absolutnie kochamy) wiedzieliśmy, że możemy mu zaufać. Spory wkład miała też Bożna Wydrowska i to dzięki niej pokaz otwierało Miss Fernando - „Octapussy". Nagle wszystkie elementy prezentacji - dawny klub striptease, taniec, nasi antymodele, mix Kamila, merch zaprzyjaźnionego Wixapolu i nasz clubwear - nabrały razem sensu.

W waszych projektach czuć tęsknotę naszego pokolenia za rave'ami lat 90., które duża część z nas zna już tylko z opowieści. Czy myślicie, że era nieskrępowanej zabawy i prawdziwego buntu zaczyna powracać?
Jakiś rodzaj przeczucia nas nie mylił, bo nazwa marki nawiązuje do poczucia zagłady, horroru, gry sci-fi, doom metalu czy cyberpunkowego magazynu Mondo 2000. Dystopia okazała się mieć jednak mniej wspólnego z futuryzmem, a więcej z konserwatywną polityką. W kolekcji pojawił się pomysł na pocięte szaliki piłkarskie, a im bardziej atmosfera w Polsce się zagęszczała, tym bardziej te szaliki poddawaliśmy destrukcji. Na początku szukaliśmy na nich haseł - „together", „you will never be alone" - tak, żeby wyjąć je z kontekstu i przejąć broń wroga. Potem rozszarpaliśmy je na coś w rodzaju rodzaj sieci i zrobiliśmy z nich najbardziej punkowy sweter, jaki się dało. W końcu pocięliśmy je na przędzę, kupiliśmy krosno i utkaliśmy z tej nienawiści tkaninę. Równocześnie chcieliśmy coś niskiego zamienić w symbol elegancji - uszyć damski płaszcz z materiału przypominającego żakard, jakiego używała Chanel. Kolekcja nosi nazwę „Army of Lovers", bo hasła miłości, które kojarzysz z dawnymi rave'ami, to nasza odpowiedź na to, co dzieje się z ludźmi nie tylko w naszym kraju.

Łączycie mocne kolorowe akcenty z czernią, siatkami, cyberpunkowym klimatem. Jakie były wasze założenia estetyczne?
Na wieść, że robimy nową markę, ktoś powiedział, żebyśmy tylko nie uszyli bomberów. Intencje były dobre, ale i tak to była jedna z pierwszych rzeczy, nad którą pracowaliśmy. Na tym polega dla nas różnica między d00m, a pojęciem fashion. Cieszymy się, że ludzie niezwiązani z modą od razu to pojęli. Tutaj nie chodzi o ego projektanta czy wymyślanie na nowo ludzkiej sylwetki. Jeżeli coś dekonstruujemy to ciuchy i styl ubioru. To są hiper wersje klasyków z różnych subkultur, do których sami mieliśmy okazję też należeć. Różnych, bo pojęcie true school jest dla nas zbyt normatywne. Chcemy być dla nie-prawdziwych! Tak jak na balu voguingowym - możesz być tym, kim tylko chcesz. Dlatego przełamania w ciuchach d00m są piętrowe i idą w tak różnych kierunkach. Czasami to jest ruch w górę - np. T-shirt ze sportowymi cięciami, ale odszyty w jedwabiu czy wełniane shuffle pants. Czasem ruch w dół - kimono, które w oryginale jest jedwabne, zastąpiliśmy taftą, która kojarzy nam się z dresami.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Co robicie, żeby zachować autentyzm i oryginalność? Jaki jest wasza recepta na robienie czegoś nowego, świeżego, bez powtarzania po innych?Paradoksalnie fascynuje nas bardziej świat podróbek i samoróbek (na imprezy). Taki był pomysł na odtworzenie nieoryginalnych spodni Adidasa, które pamiętamy z dzieciństwa. Naprawdę miały one cztery paski zamiast trzech! Unifikacja to zresztą podstawowy element każdej subkultury. Nawet na imprezach chodzi o rozpuszczenie się masie, ukrycie w ciemności. Paradoks polega jednak na tym, że chcemy być tacy sami i jednocześnie inni. Mamy nadzieję, że nasza marka spełnia te marzenia, bo odnosi się do tego, co wszyscy nosimy, ale w nowej formie. Nie ukrywamy, że wiele rzeczy to drwina z trendów. Już samo 3000 w nazwie to antyodwołanie do milenijnej mody. Ironia daje poczucie wyzwolenia od fetyszu marek, a powtórzenie to też różnica.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Karolina Zajączkowska