krótki przewodnik po świecie kuby czekaja

„Baby Bump” jest nazywany „najbardziej ekscentrycznym polskim filmem od lat” albo po prostu „petardą”.

tekst Mateusz Góra
|
03 Czerwiec 2016, 6:25am

zdjęcie: dawid groński

Poznajemy bliżej Kubę Czekaja, który mówi wprost, że „pochłaniają go niestworzone rzeczywistości". Dopiero co zaczęło być o nim głośno, a już wszyscy wiedzą, że warto mieć go na oku. Po kilku nagradzanych etiudach, między innymi „Rwetes" i „Twist & Blood", ,otrzymał pieniądze od weneckiego Biennale na realizację „Baby Bump". Tymczasem kolejny film Kuby, „Królewicz Olch", jest już na ukończeniu.

„Baby Bump" jeszcze przed premierą wzbudzało emocje. Nie wszystkim, którzy film widzieli na festiwalach, spodobało się tak otwarte potraktowanie tematu seksualności nastolatka.

„Kosmate rzeczy"
„Pojawiły się głosy, że w 'Baby Bump' pokazujemy więcej, niż powinno się pokazać w przypadku dziecięcego bohatera. Czyżby mi się udało? Przebiłem burzycielsko ponad stuletnią historię kina? Nie. Nasz film nie jest obrazoburczy. Nasz film jest szczery. Jeżeli mamy mówić o rodzącej się cielesności, seksualności, to mówmy o tym serio, nawet jeżeli przykrywamy to pierzynką demonstarcyjnej formy. Dlatego bardzo dużo zależy od widza i jego doświadczeń. Gramy głównie skojarzeniami: rosnące cycki, które rosnąć nie powinny, pryszcze, wzwody, zmazy to tylko garść niewinych 'dupereli' z czasu transformacji ciała. A zdarza się, że widzowie interpretują nasz film zaskakująco. Otwierają szufladki, z których wychodzą różne, o wiele bardziej kosmate rzeczy".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Skrajne reakcje nie dziwią - w końcu nie tak łatwo zrobić dobry film.

„Myślałem, że to proste"
„Myślałem, że robienie filmów jest proste. Wystarczy mieć kamerę i wcisnąć czerwony guzik. Pstryk. Kiedy zdawałem do szkoły filmowej, zastanawiałem się, jak to jest, że starsi koledzy nie robią filmów zaraz po studiach albo robią je dopiero po 10 latach? Założyłem sobie: 'nie, pierdolę, do trzydziestki muszę zrobić dwa filmy'. Teraz mam 31 lat i dwa filmy na koncie. Myślę, że rok obsuwy to nie najgorszy wynik. I tu nie chodzi o jakiś wyścig, ale o głód opowiadania i brak cierpliwości".

Wynik jest nawet imponujący, jeśli wziąć pod uwagę, jak małe są budżety jego filmów („Baby Bump" powstało za 150 tys. euro).

„Film bez pieniędzy wymaga sprytu"
„Zrobienie filmu za małe pieniądze wymaga sprytu. Trzeba znaleźć metodę, jak zamienić ograniczenia w coś, co będzie podwaliną interesującej formy filmowej. Trzeba znaleźć zapaleńców, oddanych ludzi, którzy będą pracować za niewielkie wynagrodzenia bo po prostu kochają kino."

W znalezieniu współpracowników pomogła mu też odrobinę sława Biennale.

„Magnes Wenecji"
„To jest magnes Wenecji. Piszesz scenariusz i już wiesz, że za rok będziesz mógł go pokazać na jednym z najważniejszych festiwali na świecie. To wielka nobilitacja dla wszystkich ludzi pracujących przy filmie".

Sam, w roli widza, nigdy nie zawodzi oczekiwań twórców.

„Maszyna do oglądania filmów"
„No dobra, lubię płakać czasem. Jestem maszyną do oglądania filmów - nawet najbardziej przewidywalne filmy oglądam tak, jak to było zaplanowane. Śmieję się tam, gdzie należy się śmiać i płaczę tam, gdzie jest czas na płacz. Czuję, że jak skończymy 'Królewicza Olch', to będę tonąć we łzach. Ale to już zupełnie inna kwestia - to świadomość kończącej się podróży. Przychodzi taki moment, kiedy oddajesz film, uczestniczysz w pierwszej projekcji i po półtorej godziny seansu, jakiś etap twojego życia zamyka się. Był rumor, film się skończył - koniec. Nieoczekiwanie, tak cicho i pusto się robi. Rzewne, ale prawdziwe."

Widzów swoich filmów stawia jednak w o wiele cięższej pozycji, bo jego filmy z łatwą, realistyczną konwencją mają niewiele wspólnego i nie są dla każdego.

„Postaci odklejone od rzeczywistości"
„Interesują mnie postaci odklejone od rzeczywistości. Bardzo kusi mnie kreowanie światów. Ekscytuje mnie połączenie surrealizmu i absurdu z problemami, które dobrze znamy z codziennego doświadczania. Dzięki nierealistycznej konwencji można opowiedzieć o tym bliżej i szczerzej. Bierze się to też z tego, że do tej pory opowiadałem głównie o dzieciakach i nastolatkach. Wyobraźnia dziecka nie ma granic, zaciera się to, co realne i to, co wymyślone. Stwarzanie makrokosmosu jest bardzo kuszące".

W przypadku jego filmów najwięcej leży w rękach małych aktorów, których trzeba doceniać.

„Lepimy razem garnki"
„Co to znaczy, że polskie dzieci źle grają? Przecież to tylko kwestia czasu i poświęconej uwagi. Jeśli sprowadzisz na plan dziecko, które się boi i każesz mu od razu powiedzieć jakąś kwestię, to nic dziwnego, że nie jest w stanie tego zrobić. Nie chce, kto by chciał? Dlatego zawsze zaczynam od zapoznania się, wzajemnego oswojenia i budowania zaufania. Z dzieciakami robimy wspólnie różne rzeczy - chodzimy na obiad, do teatru, lepimy garnki z gliny. Rozmawiamy o scenach, gramy i improwizujemy."

Jego tęsknota za dzieciństwem ma też wymiar techniczny.

„Obraz musi być gęsty"
„Tęsknię za negatywem. Wszyscy starają się wyczyścić obraz, żeby był ostry, niemalże laboratoryjny. My tymczasem z Adamem Palentą - autorem zdjęć - dokładamy ziarno. Wierzymy, że obraz musi być gęsty, smolisty".

Dlatego jego najbardziej osobisty film, „Rwetes", powstał na kamerze analogowej.

„Wciąż na coś czekam"
„'Rwetes' to chyba mój najbardziej osobisty filmy, zdjęcia, zrobione zresztą na taśmie 16mm, powstały na zaliczenie zajęć z dokumentu w szkole filmowej. A ja dokumentów nie robię i ten film jedynie czerpie z formy dokumentalnej. To był rok 2007. Nie byłem zadowolony z efektu, więc odłożyłem materiał na półkę. Zawsze jednak kończę pracę, które zaczynam, nawet jeśli nie od razu. Sięgnąłem więc do niego ponownie, kiedy przygotowywałem się do realizacji 'Królewicza Olch'. Zdałem sobie sprawę, że te materiały przypominają mi o mojej sytuacji - z dnia na dzień stałem się bohaterem jakiegoś bardzo smutnego dokumentu, którego nikt nie chciałby zrobić. Wciąż na coś czekałem, na nic nie miałem wpływu, zabijały mnie prozaiczne sprawy - jak od podszewki moją bohaterkę. Postanowiłem znaleźć wyjście z tego potrzasku, wyjść tym filmem z ekranu i wpłynąć na widza. Ukazać piekło codzienności. Chciałem, żeby widownia poczuła prezentowane stany i emocje bardzo cieleśnie, namacalnie, głównie za sprawą połączenia obrazu i dźwięku. 'Rwetes' to emocjonalny zapis pewnego czasu".

A co w ogóle skłoniło go, żeby zostać reżyserem?

„Przeżywam romanse z filmami"
„Nie jest tak, że mam na półce filmy Kieślowskiego, Altmana czy Viscontiego. Kłaniam się im w pas, doceniam, ale nie oddaje hołdu każdego poranka. Po prostu ulegam romansom z danym tytułem w danym momencie życia. Jest jednak jeden film, po którym zdecydowałem, że chcę zostać reżyserem - „Requiem dla snu". Widziałem go, kiedy miałem 18 lat i totalnie mnie zmiażdżył. Utwierdziłem się w przekonaniu, że kino naprawdę może oddziaływać na ludzi - przenikać przez ekran i wwiercać się w ich umysły".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Dawid Groński

Tagged:
baby bump
kuba czekaj