radio wojcieszek

Z okazji niedawnej premiery najnowszego filmu Przemysława Wojcieszka, „Jak całkowicie zniknąć”, posłuchajmy piosenek i płyt stojących za tytułami dzieł reżysera.

tekst i-D Staff
|
04 Maj 2015, 10:20am

Muzyka od zawsze gra u Wojcieszka rolę pierwszoplanową, a na pewno nie statystuje. Reżyser unika generycznych symfonicznych zapchajdziur i przypadkowych piosenek przyklejonych do sceny tylko dlatego, że akurat tyle samo trwają i do tego była promocja na stocku. Jeśli istniejące już utwory, to starannie dobrane. Jeśli nowe, powstałe specjalnie na potrzeby projektu kompozycje, to napisane - i zagrane - przez najlepszych. Wojcieszek wielokrotnie współpracował z zespołem Pustki, a misję stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu „Jak całkowicie zniknąć" powierzył Julii Marcell, której wciąż nie może się nachwalić w wywiadach. „Muzyka Julii jest najważniejszym elementem mojego filmu. " - opowiada reżyser. „Powstawała podczas kręcenia zdjęć, w trakcie montażu, również w czasie udźwiękawiania dokonywaliśmy w niej ciągłych zmian. To była organiczna, wieloetapowa praca. Julia jest genialną kompozytorką. Jej wyobraźnia muzyczna jest niesamowita. Praca z nią była dla mnie zaszczytem". Czy owoc tej współpracy jest równie udany, jak jej przebieg, przekonacie się w kinie. Tymczasem, na zachętę, krótka składanka z nieco innej bajki. Każdy, kto śledzi karierę Wojcieszka wie, że prawie wszystkie tytuły jego filmów i spektakli to jednocześnie tytuły ważnych dla niego piosenek i płyt. Zapraszam na wycieczkę śladem jego muzycznych inspiracji.

Zabij ich wszystkich (1999)

Przemysław Wojcieszek zapożyczył tytuł swojego pierwszego, jeszcze amatorskiego filmu od innego debiutu, mianowicie „Kill 'Em All", pierwszej płyty Metalliki z 1983 roku. Może z nadzieją na równie wybuchowy start, jaki tą płytą zapewnili sobie późniejsi bogowie metalu, a jeszcze późniejsi gwiazdorzy popu i bohaterowie tabloidowych skandali? Nie sądzę, raczej ze względu na młodzieńczą energię, wściekłość i surowe brzmienie tej płyty. Bohaterami filmu są młodzi prowincjonalni akwizytorzy aluminiowych rur. Aluminium to lekki metal, w przeciwieństwie do muzyki Metalliki, przynajmniej z perspektywy wczesnych lat 80. A i klimat filmu, no i życie jego bohaterów, też do lekkich raczej nie należą...

Głośniej od bomb (2001)

Po angielsku: "Louder Than Bombs", jak tytuł wydanej w 1987 roku składanki The Smiths, których, swoją drogą, wielkim fanem jest bohater filmu, Marcin, wielbiący też Jamesa Deana, jednego z idoli Morrisseya. Podobno reżyser marzył o tym, by zilustrować film właśnie kawałkami The Smiths, ale ze względu na problemy z prawami autorskimi stanęło na polskiej, konkretnie warszawskiej, konkretnie żoliborskiej wersji The Smiths, czyli na Kometach zawiadowanych przez Lesława, pierwszego Mozofana Rzeczpospolitej. Komety zagrały w "Głośniej od bomb" jeszcze przed nagraniem swojej pierwszej płyty, a dodatkowym smaczkiem dla wielbicieli muzyki jest pojawienie się w filmie Lecha Janerki. Czemu The Smiths? Romantyczne, ale zawsze z nutką ironii opowieści Morrisseya o problemach i marzeniach młodzieży z klasy robotniczej smutnych małych miasteczek idealnie się wpisują w świat Wojcieszka. Do tego szereg innych nawiązań, a wszystkie pasują jak ulał. Na okładce płyty "Louder Than Bombs" widzimy zdjęcie brytyjskiej dramatopisarki Shelagh Delaney, która zadebiutowała w wieku 18 lat sztuką "Smak miodu", wpasowując się w ważny w latach 50 i 60 nurt „kitchen-sink drama", czyli naturalny, wręcz naturalistyczny teatr o ludziach z może nie od razu marginesu społeczeństwa, ale na pewno tych mniej uprzywilejowanych, zasiedlających blokowiska czy biedne przedmieścia. Sama fraza „louder than bombs" pochodzi z poematu prozą „By Grand Central Station I Sat Down and Wept" Elizabeth Smart, opisywanego jako oda do miłości, która przeważa nad wszystkimi, nawet najgorszymi okolicznościami. Marcin przekonuje swoją rozważającą wyjazd do Stanów dziewczynę Kaśkę, że w każdych warunkach mogą żyć „głośniej od bomb", jeśli tylko się kochają.

W dół kolorowym wzgórzem (2004)

Tytuł tego filmu to dosłowne tłumaczenie płyty (i piosenki) zespołu Red House Painters „Down Colorful Hill", wydanej w 1992 roku w słynącej z melancholijnych, gitarowych brzmień wytwórni 4AD. Bohater filmu, Rysiek, wraca z więzienia i wbrew całemu światu próbuje odbudować swoje życie i odzyskać miłość. Nie będzie łatwo, ale Rysiek podejmie walkę. Jak w tekście tytułowej piosenki: „wind lifting tired feet, skin sensing challenge ahead."

Cokolwiek się zdarzy, kocham cię, TR Warszawa (2005)

Kolejny cytat z wokalisty the Smiths, tym razem solo, i z większym naciskiem na wątek homoseksualny, stale obecny w twórczości Moza, choć zawsze w zawoalowanej formie. Do dziś Morrissey unika jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o swoją seksualność, jednocześnie dając w tekstach i okładkach płyt czy singli („This Charming Man" z kadrem z filmu „Orfeusz" Jeana Cocteau z Jeanem Marais, popularnym francuskim aktorem znanym u nas głównie z serii o „Fantomasie", a przy okazji muzą i towarzyszem życia reżysera, w roli głównej) kolejne wskazówki niestrudzonym poszukiwaczom sensacji. Spektakl opowiada o miłości dwóch dziewczyn pracujących w smażalni kurczaków. Napiętnowane przez polskie homofobiczne społeczeństwo, reprezentowane tu przez pijącego i bijącego, ale przecież „prawomyślnego" brata jednej z bohaterek, dziewczyny walczą o swoje prawo do życia według własnych reguł. Jacek Cieślak napisał w Rzeczpospolitej: „(monolog Magdy) mówi o trudnej homoseksualnej miłości, ale wyraża tęsknoty wielu rówieśników, dla których ukochana osoba ważniejsza jest od narodu, seks od patriotycznych pomników, przyszłość od historii." Jak w tytułowej piosence Morrisseya: „Fights for rights / Everyone's oh so quick with advice / And when they've all said their piece / It's still you I love". Tylko miłość ma jakiekolwiek znaczenie. Nawet jeśli rozgrywa się w otoczeniu martwych kurczaków, a przecież Morrissey jest zawziętym wegetarianinem (druga płyta The Smiths nosi tytuł „Meat is Murder", czyli „mięso to morderstwo").

Osobisty Jezus, Teatr Dramatyczny im. H. Modrzejewskiej w Legnicy (2006)

Spektakl „Osobisty Jezus" to powrót do bohaterów „W dół kolorowym wzgórzem", jednak z naciskiem na nieobecny w filmie wątek religijny. Tutaj głównym sprzymierzeńcem Ryśka w walce o odzyskanie swojego miejsca w świecie jest Jezus, w którego wiara pomogła mu przetrwać więzienie. Skąd cytat? Oczywiście z „Personal Jesus" Depeche Mode. Swoją drogą, motyw modlitwy pojawia się już w piosence, która dała tytuł filmowemu pierwowzorowi tej sztuki, czyli „Down Colorful Hill" Red House Painters: „prayers, prayers, prayers for success".

Ja jestem zmartwychwstaniem, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2007)

Kolejna opowieść o człowieku na zakręcie, kolejne nawiązanie do religii. Były ksiądz, Wiesław, marzy o społecznym i uczuciowym zmartwychwstaniu poza kościołem. Tytuł spektaklu Wojcieszek wziął z przeboju The Stone Roses „I am the Resurrection", który to tytuł jest z kolei cytatem z Ewangelii wg św. Jana.

Zaśnij teraz w ogniu, Teatr Polski we Wrocławiu (2007)

Tytuł przedstawienia tym razem nawiązuje do piosenki zespołu Rage Against the Machine z 1999 roku, wytykającej chciwość i niesprawiedliwość rządzące w Ameryce od czasów odkrycia kontynentu przez Kolumba i jego kumpli, zilustrowanej przez klip autorstwa kontrowersyjnego dokumentalisty Michaela Moore'a, nawiązujący do programu „Milionerzy", z zaimprowizowanym koncertem zespołu na Wall Street. Charakteryzującemu się równie energicznym tempem, jak tytułowy utwór i teledysk przedstawieniu wykorzystującemu bardziej europejskie, bo szekspirowskie wątki, towarzyszyła muzyka na żywo w wykonaniu Contemporary Noise Quintet.

Jak całkowicie zniknąć (2014)

Najnowszy film Wojcieszka zawdzięcza swój tytuł „How to disappear completely" z płyty „Kid A" Radiohead. Już piosenka Radiohead to praktycznie skrócona wersja tytułu książki „How to Disappear Completely and Never Be Found" Douga Richmonda o budowaniu nowej tożsamości. Pasuje, bo po przebojowej płycie „OK Computer" członkowie zespołu, ze wskazaniem na wokalistę, cierpieli na wypalenie zawodowe i przeżywali ostry kryzys wspomnianej tożsamości. „Kid A" było próbą okrycia siebie na nowo - wątek bliski Wojcieszkowi. Bohaterki filmu, Gerda i Mała Rozbójniczka, spotykają się nocą w Berlinie i płyną, płyną, płyną, jak w piosence: „I float down the Liffey". Liffey - po irlandzku znaczy „życie". Mało czasu, mało słów, światła wielkiego miasta. Tu i teraz. „In a little while I'll be gone" jak śpiewa Thom Yorke, ale póki co, „I go where I please, I walk through walls." Dodatkowa muzyczna ciekawostka: smyczki w tym utworze Radiohead inspirowane są podobno twórczością Krzysztofa Pendereckiego.

Kredyty


Tekst: Paulina Gorzkowska
Zdjęcie: materiały prasowe

Tagged:
Kino
muzyka
Julia Marcell
Kultura
cokolwiek się zdarzy kocham cię
głośniej od bomb
jak całkowicie zniknąć
przemysław wojcieszek
w dół kolorowym wzgórzem
wojcieszek