amerykański duch

W związku ze zmieniającymi się jak w kalejdoskopie nastrojami politycznymi, Roe Ethridge szukał swoich archiwalnych zdjęć, które były charakterystycznie amerykańskie, ale jednocześnie apolityczne. Tak powstała wystawa „American Spirit”.

tekst Adam Lehrer
|
02 Marzec 2017, 8:05am

W latach 90. fotograf Roe Ethridge zrobił sesję urodową do magazynu Allure. Nieświadomy zawiłości tego typu fotografii zbyt mocno oświetlił modelkę, by uniknąć cieni. Później jego mentor, Ron Jude, spojrzał na Polaroidy z sesji i zauważył, że jeden portret redaktorki Kathryn Neale był „świetnym zdjęciem". Ethridge też tak przeczuwał i tak zaczęła się jego praca z fotografią konceptualną. „Uwielbiałem to, bo pozwalało tworzyć zarówno sztukę, jak i komercję", mówi. „Pomyślałem: tak nie można. Było po prostu karygodnie rozkosznie".

Od tamtej pory Ethridge przeniósł pracę komercyjną oraz powstające przy okazji zdjęcia na płaszczyznę sztuki pięknej, a przy tym rozkwitł w świecie reklamy i mody. Pracował z Kenzo i Balenciagą, większością znanych magazynów (w tym oczywiście i-D), a nawet z bankowym gigantem Goldman Sachs. Każdy projekt, prywatny czy komercyjny, może pomóc mu wyrazić siebie przez sztukę. Na wystawach w Gagosian i galerii Andrew Krepsa Ethridge umieszcza prace komercyjne obok osobistych, wysublimowanych projektów. Wszystko nabiera znaczenia właśnie dzięki zestawieniu tak różnych stylistyk. Jego wystawy pokazują elastyczność i fałsz fotografii — każde zdjęcie można wykorzystać, by wzbudzić emocje lub coś sprzedać, wywołać poruszenie i zdezorientować, w zależności od kontekstu. Na przykład podczas wystawy „Le Luxe II BHGG" w Gagosian w 2011 roku wykorzystał dopracowane zdjęcia pozujących modelek. W magazynie zdjęcia uwodzą, ale powieszone obok martwej natury z popielniczek nabierają cynicznego wydźwięku.

To napięcie jest także obecne w najnowszej wystawie „American Spirit" w galerii Andrew Kreps. Tytuł — zaczerpnięty z paczki papierosów —celowo nawiązuje do zdjęcia „Spiritual America" Alfreda Stieglitza, przedstawiającego wykastrowanego konia w uprzęży. Tytuł ten zawłaszczył sobie również znajomy Roe, Richard Prince. W związku ze zmieniającymi się jak w kalejdoskopie nastrojami politycznymi, Ethridge szukał zdjęć, które były charakterystycznie amerykańskie, ale jednocześnie apolityczne: Góry Skaliste, mecz pucharowy futbolu amerykańskiego ligi uniwersyteckiej, amerykańskie papierosy. Na tej wystawie znajduje się także nowa seria „Pic n' Clips", nazwana od folderu na komputerze artysty. Jak powstała? Losowo wrzucał na pusty projekt w Photoshopie kolejne zdjęcia.

Każde zdjęcie, które robisz, jest istotne dla całokształtu twoich prac z całej kariery.
Chciałem być niewidzialny, wsiąkać we wszystko, nad czym pracowałem, nie ważne czy była to fotografia architektury, urodowa, modowa lub osobista. Chciałem, by w ideę oddzielnych zdjęć wmieszała się jakość zwykłego człowieka.

Czasem w czasie sesji oczywiste jest, że coś nie zadziałało, a czasem od razu wiadomo, że to zwykła komercja. Jedno z tych zdjęć powstało w trakcie sesji do chińskiego Vogue'a, po prostu tło do mnie przemówiło. Robiłem zdjęcia między fotografowaniem Lexi Boling. Poprosiłem technika, żeby pokazał mi zdjęcia i przypadkiem nałożył na nie logo Vogue China. Na tle znalazły się chińskie napisy — to było zbyt dobre. To dla mnie dzieło sztuki. Jest przypadkowe, ale w taki sposób, że Warhol i Rauschenberg zrobiliby z tego sitodruki i pozwoliliby przypadkowi zawładnąć światem.

Mówiąc o inspiracjach nawiązałeś do idei fugi, zarówno jako stanu umysłowego (fugi dysocjacyjnej, czyli zaburzenia skutkującego tymczasową amnezją) oraz jako kompozycyjnej struktury w muzyce (w której dwa lub więcej głosów nakłada się na temat z początku kompozycji). Możesz to rozwinąć?
Zrozumiałem, że wręcz niezbędna jest pewnego rodzaju „amnezja tożsamości", żeby praca nie dotyczyła mnie, jako konkretnej osoby, ale jako pospolitego fotografa. Potem, gdy dowiedziałem się, czym jest fuga w muzyce, wszystko się zmieniło, jeśli chodzi o moją obsesje na punkcie sekwencji i nakładania się. W InDesignie czułem się, jakbym komponował muzykę. Zachodziła synestezja: układałem zdjęcia w sekwencji i zaczynały one tworzyć dźwięki. Ta sekwencja, tak jak fuga, jest formalną i dość psychodeliczną rzeczą. Podoba mi się to.

Jak powstała seria „Pic n' Clips"?
Jeśli nie chcę zapomnieć jakiegoś zdjęcia, zapisuję je w folderze „Pic n' Clips" — robię tak od 12 lat. Wywołanie pojedynczych zdjęć wydało mi się bezsensowne. Miałem w studiu podświetlany panel o wymiarach 72 x 48. Popatrzyliśmy na niego i pomyśleliśmy: „Duży, niezły rozmiar". Co gdyby po prostu umieścić na nim Pic n' Clips? Bez organizowania. Złapałem 20 i tam je położyłem. Energia była podobna do tej z wystawy z przeglądem prac, ale tym razem po prostu wziąłem je wszystkie i niczego nie wykluczałem. Zajęło mi to jeden dzień.

Nazwałeś wystawę „American Spirit" (Amerykański duch). Czy w związku z obecnym klimatem politycznym postrzegasz teraz Amerykę inaczej?
Nazwa istniała zanim Trump wygrał wybory. Jakaś część mnie myślała: „Czy strzeliłem sobie tym tytułem w stopę?".

Teraz mogłeś ją nazwać jakkolwiek, a krytycy i tak by powiedzieli: „Trumpowa wystawa Roe Ethridge'a".
To prawda, nie mogłem gorzej trafić w gorszy moment. Choć z drugiej strony jest idealny. Tytuł zaczął wyznaczać kierunek. Chciałem znaleźć zdjęcia, które były obojętne względem tego, kto jest prezydentem. Gór nie obchodzi, kto jest prezydentem. Dlatego zrobiłem zdjęcia Gór Skalistych. Tworzenie sztuki reagującej na politykę to nie moja para kaloszy. Jednocześnie ciężko jest mierzyć się ze światem jako fotograf i tego nie robić. Nie mogę być zupełnie zaściankowy.

„American Spirit" można podziwiać w Andrew Kreps Gallery od 24 lutego do 8 kwietnia 2017 roku.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Adam Lehrer
Zdjęcia: Roe Ethridge

Tagged:
wywiad
Wywiady
reklama
sztuka
Kultura
Roe Ethridge
Wystawa
ameryka