najbardziej hedonistyczny magazyn lat 90.

Rozmawiamy z założycielami nieistniejącego już magazynu Pavement.

|
cze 9 2017, 1:20pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w australijskim wydaniu i-D.

Nowa Zelandia w latach 90. była relatywnie cichym, spokojnym miejscem, ale młodzież — tak jak w innych krajach — konsumowała modę charakterystyczną dla tej epoki i pochłaniała edytoriale z takich magazynów jak i-D i The Face. Zanim przykleiliśmy się do internetu, te wydawnictwa były jak biblie, które łączyły podobne dusze. W 1993 roku ta atmosfera zainspirowała dziennikarza Barneya McDonalda z Auckland do stworzenia własnej publikacji. Napędzało go pragnienie pisania takich artykułów, jakie sam chciał czytać, więc zatrudnił najlepszych dziennikarzy i fotografów, jakich znał. Wymyślając nazwę magazynu o kulturze ulicy obrał dość dosłowne podejście i tak narodził się Pavement (Chodnik).

Chociaż Pavement miał wszelkie cechy dobrego projektu, potrzebował kogoś, kto nadzorowałby jego estetykę i zawartość dotyczącą mody. Na szczęście dyrektor artystyczny i projektant Glenn Hunt wrócił wtedy do Nowej Zelandii z inspirującego epizodu w Londynie. Od razu dostrzegł potencjał publikacji i skontaktował się z Barneyem, żeby dostać możliwość pracy nad pierwszym numerem. Glenn chciał być dyrektorem artystycznym każdego numeru, aby oddać ducha lat 90. w Nowej Zelandii i na świecie.

Christy Turlington. Zdjęcie: Regan Cameron. Grudzień 1997.

Pavement ukazywał się przez 13 bardzo pracowitych lat. W ciągu tej dekady z kawałkiem ekipa robiła zdjęcia wszystkim od Naomi Campbell, Christy Turlington, Johnny'ego Deppa i Leonardo DiCaprio po Cate Blanchett, Angelinę Jolie i Courtney Love. Na ich łamach ukazały się nawet jedne z pierwszych zdjęć początkującej Gisele Bündchen. Porozmawialiśmy z Barneyem i Glennem o Nowej Zelandii lat 90. i zajrzeliśmy do ich imponującego archiwum.

Gisele Bundchen. Zdjęcie: Regan Cameron. Grudzień 1997.

Czy możecie opowiedzieć nam o początkach Pavement?
Barney: Rozkręciłem wszystko i Glenn przyszedł do mnie porozmawiać o projektowaniu magazynu. Oboje wychowaliśmy się na zdrowej dawce zagranicznych i lokalnych tytułów, takich jak Rip It Up i Cha-Cha. Od razu się dogadaliśmy.
Glenn: Chociaż pierwszy numer miał tylko 64 strony, był czarno-biały i nie zawierał sesji modowych, Barneyowi udało się zgromadzić ciekawe, dobrze napisane teksty. Od razu wyczułem potencjał i to, co mogliśmy osiągnąć.

Eva Herzagova. Zdjęcie: Regan Cameron. Listopad 2003.

Jaka była wtedy Nowa Zelandia?
Barney: Wydawało się, że miała potencjał, żeby zaprezentować bardziej międzynarodowe, kreatywne podejście, ale wciąż była ograniczana przez krępującą, zaściankową mentalność. W latach 90. kultura nabrała tempa. Kluczowi miejscowi projektanci coraz częściej szukali nowych rynków za granicą. Peter Jackson nakręcił „Niebiańskie istoty", a potem „Przerażaczy", torując drogę do „Władcy Pierścieni". OMC wydali swój jedyny wielki hit „How Bizarre", który wspiął się na szczyt listy przebojów w różnych krajach. Do klubów i na rejwy trafił drum and bass. Byliśmy gotowi! Nowa Zelandia była pełna energii. Mamy nadzieję, że innym też daliśmy energię.
Glenn: Nie musieliśmy badać rynku — byliśmy jednymi z docelowych odbiorców. Mieliśmy dostęp do świetnej grupy dziennikarzy i utalentowanych ludzi, którzy potrzebowali platformy. Ufaliśmy naszym instynktom i nigdy nie wątpiliśmy, że odniesiemy sukces.

Jarvis Cocker. Zdjęcie: Max Doyle. Grudzień 1995.

Mówiłeś, że przez Pavement przybliżałeś Nowej Zelandii świat i zbliżałeś Nową Zelandię do świata.
Barney: Szybko rozwinęliśmy sieć autorów spoza Nowej Zelandii, którzy mogli robić dla nas sesje, dotyczące muzyki, filmów i mody. Niektórzy z nich byli naszymi rodakami. Derek Henderson, Regan Cameron, Max Doyle i kilkunastu Nowozelandczyków robiło sesje dla Pavement, gdy wyjeżdżali. Gdy Pavement zyskał reputację, wielu zagranicznych autorów się do nas zgłosiło, bo podobało im się, co robiliśmy. Podobała im się kreatywna swoboda, którą pielęgnowaliśmy. Nasza filozofia brzmiała tak: jeśli coś było dość dobre, by o tym pisać, było też warte zorganizowania własnej sesji. Przeważnie jeśli nie mogliśmy zrobić swojej sesji, nie puszczaliśmy artykułu.

W jakiej estetyce był utrzymany Pavement i w jaki sposób dbaliście o jej spójność?
Glenn: Napędzała mnie determinacja — czasem doprowadzała mnie do rozpaczy! Szczególnie na początku, gdy mieliśmy mniej stron i za dużo tych cholernych słów, a ja nie mogłem zrealizować wszystkiego, co chciałem. Uwielbiałem to, co tworzył Barney i za swój obowiązek uważałem ożywienie tekstów najlepiej jak potrafiłem. Barney i ja kochaliśmy i docenialiśmy fotografię, co stało się jedną z mocnych cech magazynu. 

Cate Blanchett. Zdjęcie: Peter Gold. Marzec 1999.

Czy macie ulubiony artykuł lub sesję, coś co utkwiło wam w pamięci?
Barney: Przez kilka okładek przechodzą mnie teraz dreszcze, ale błędy nadają kolorytu. Ewoluowaliśmy krok po kroku, choć od początku wiedzieliśmy, jakie mamy założenia.
Glenn: Szczególnie ekscytowały mnie okładki z supermodelkami. Byłem bardzo dumny, że na okładce Pavement mogłem podziwiać tę samą twarz, co na włoskim Vogue'u, ale w naszym stylu. Najbardziej zapadły mi w pamięć sesje, w których zabieraliśmy przyjezdne marki (np. Placebo i Elastica) na plaże zachodniego wybrzeża na dzień zdjęć. Mamy świetne zdjęcie Briana Molko z Placebo, stojącego na skałach w Piha, totalnie przemoczonego przez wielka falę.
Barney: Zawsze kłóciliśmy się, ile miejsca powinien zająć tekst. Pewnego wieczora w biurze Glenn wyżywał się na mnie za długość artykułu. Podniosłem pierwszą rzecz, którą miałem pod ręką — akurat był to dość duży, kieszonkowy słowniczek Oxfordu — i rzuciłem nim w jego głowę. To był dobry rzut! Wybiegł do swojego biura, ale już minutę później śmialiśmy się razem.

Leonardo DiCaprio. Zdjęcie: Hugh Stewart. Marzec 1997.

Słyszeliśmy też o waszych imprezach, możecie coś o nich powiedzieć?
Barney: Urządzaliśmy WIELKIE imprezy. Organizowaliśmy nawet imprezy z okazji australijskiego tygodnia mody w Q-Barze na Oxford Street. Pamiętam, że na jedną z nich przyszedł Laurence Fishburne. Nie mieliśmy pojęcia, że kręcił wtedy w Sydney pierwszą część „Matrixa". Miły koleś, bardzo wysoki.
Glenn: Czasem urządzaliśmy aftery dla przyjezdnych muzyków, np. Massive Attack, Marilyna Mansona czy Interpolu. Jednym z najlepszych momentów było, gdy na urodzinowej imprezie Pavement pojawił się Johnny Rotten, obcesowy jak zawsze. Gdy jeden z fotografów zaproponował, że zapali mu papierosa, odpowiedział: „Odpieprz się, wieśniaku".

Shalom Harlow. Zdjęcie: Regan Cameron. Wrzesień 1994.

Co zmieniło się w kulturze od pierwszego numeru Pavement?
Barney: Ludzie od PR-u zaczęli wściubiać nosy we wszystko. Tygodnie mody zajmują za dużo czasu projektantów i pochłaniają za dużą część budżetu na marketing. Muzyka też diametralnie się zmieniła. Władzę przejęły formy cyfrowe, tak jak w fotografii. Wszystkie zdjęcia, które publikowaliśmy w latach 90., powstawały na kliszy. Fajnie było przeglądać stykówki i odbitki. Cyfryzacja wszystko zmieniła.
Glenn: Z początkiem lat 00. zauważyłem kolosalną zmianę. W latach 90. czuliśmy się częścią ciągle ewoluującej, kreatywnej, alternatywnej sceny, w której wzorce ciągle się zmieniały i zawsze inspirowały. Wtedy można było pozostać oryginalnym, a poczucie estetyki, a nawet historia były ważnymi czynnikami w motywowaniu czyichś działań. Jak na ironię, to takie alternatywne publikacje, jak nasza, pomogły wprowadzić kulturę młodzieżową do kultury masowej.

Thandie Newton. Zdjęcie: Derek Henderson. Listopad 1995. 

Co doprowadziło do zamknięcia magazynu?
Glenn: Miałem dość obrywania słownikiem!

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Russell Crowe. Zdjęcie:  Derek Henderson. Marzec 1996.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Briony Wright