lekcje życia od gwen stefani

Autorka Laia Garcia opowiada o latach, które spędziła jako młodociany klon Gwen Stefani.

tekst Laia Garcia
|
27 Grudzień 2016, 4:50pm



Pokochałam ją, jeszcze zanim ją zobaczyłam, więc nie miałam szans. Przez całe miesiące razem z mamą śpiewałyśmy do piosenki „Spiderwebs". Leciała w radiu zawsze, kiedy odwoziła mnie do szkoły. Zgadzałyśmy się, że zanim wysiądę, musimy wysłuchać piosenki do samego końca.

Było to w 1995 roku i miałam jedenaście lat. Nie byłam dojrzałą jedenastolatką, jak niektóre dziewczyny z klasy, które w jakiś sposób miały już KOBIECE ciało na resztę życia, weekendy spędzały ze swoimi chłopcami i nie opuszczały domu bez idealnie ułożonych fryzur. Ja z kolei byłam chuda, płaska, nigdy się nie całowałam, a moim ulubionym sklepem był Gap Kids (i tak tworzyłam z nich całkiem grunge'owe stylizacje, tak jak mój strój na studniówkę: przykrótki, niebieski golf z krótkimi rękawami, który łączyłam ze spódnicą w kratę, zakolanówkami i srebrnymi sandałami na płaskim obcasie).

Chodzi mi o to, że ciągle byłem tylko dziewczyną.

Mieliśmy już kablówkę i wszystko, mogłam więc nareszcie oglądać Nickelodeona (na kanale 43) czy Cartoon Network (49). Pewnego pamiętnego popołudnia, kiedy znudzona przerzucałam kanały, usłyszałam numer, na którego punkcie miałam dosłownie obsesję. Wtedy ją zobaczyłam. Tlenione blond włosy, kryształki przyklejone pod oczami, podkoszulka z wielkim napisem „GWEN" na piersi - tak ma na imię! - spodnie w kratę z wiszącymi paskami, super glany, hinduistyczne bindi na czole (to były inne czasy) i widoczne paski od stanika, na które - jak się potem okazało - Gwen sama naklejała cekiny.

Tak właśnie odkryłam MTV (kanał 46), a wraz z nim korzenie mojej życiowej, modowej tożsamości. 
O Nickelodeonie czy Cartoon Network zapomniałam od razu. Musiałam znów zobaczyć ten teledysk, obserwować go, w pełni zanurzyć się w studiowanie Gwen Stefani i No Doubt. Poprosiłam mamę o puste kasety VHS i zaczęłam nagrywać na nie teledyski i występy na żywo. Szczególnie edukacyjny okazał się fragment programu „House of Style", w którym modelka Shalom Harlow przeprowadzała wywiad z Gwen dotyczący jej stylu. Gwen, która miała na sobie skurczony kardigan z kwiatowym printem, odpakowała swoją walizkę z trasy koncertowej i pokazała Shalom całą swoją garderobę. Jedną z rzeczy, które wyjęła, była sukienka w stylu disneyowskiej księżniczki, którą Gwen sama zrobiła i którą nosiła cały czas (na szczęście jeszcze zanim byłam świadoma jej istnienia). Poczułam ukłucie zazdrości kiedy pod koniec wywiadu Shalom założyła jeden z płaszczy Gwen - przebierała się w jej ciuchy, wyobrażacie sobie?
Zaczęłam rysować sobie na czole bindi, używałam do tego miętowej kredki do oczu, a na to nakładałam jeszcze trochę brokatu. Zgromadziłam też pokaźną kolekcję spinek, których używałam, żeby trzymać włosy po bokach w ryzach.

Poza szkołą naśladowałam Gwen w stu procentach. W dziale sportowym w JCPenney znalazłyśmy z mamą stanik Arizona Jeans z efektem ciemnego jeansu i stał się on klejnotem koronnym mojej garderoby. Aż do czasu, gdy znalazłyśmy neonowy, zielony stanik, który zajął jego miejsce (pozbyłam się go dopiero niedawno, gdy pod wpływem książki Marie Kondo postanowiłam pozbyć się zbędnych rzeczy z szuflady z bielizną). Staniki nosiłam pod spodem podrabianej podkoszulki Pucci na cienkich ramiączkach. Zestawiałam je z parą beżowych chinosów, które podkradłam z szafy mamy. Były one parę rozmiarów za duże, ale wyglądały obłędnie z płóciennym paskiem ze srebrną sprzączką. Wisienką na torcie były niewyobrażalnie fajne, niebieskie Vansy z efektem odblasku na bokach (nie pamiętam, żebym kiedykolwiek je wyrzucała, myślę o nich codziennie). Odnalazłam siebie.

Chodziłam w tym stroju tak często, że koleżanka zapytała mnie raz, czy miałam jakieś inne ubrania.

Owszem, miałam. Ale gdy uda ci się znaleźć ciuchy, które tak doskonale oddają esencję osoby, którą pragniesz być, czy jest sens nosić cokolwiek innego?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Gwen nie była jedyną dziewczyną, której muzykę uwielbiałam. Jednak to ona była jedyną, która wydawała się dostępną i bezpieczną wersją kobiety, którą kiedyś mogłam się stać. Uwielbiałam Courtney Love, ale nigdy nie byłam dzika; uwielbiałam Shirley Manson ale brakowało mi jej obłędnej zmysłowości. Do tego moja najlepsza przyjaciółka zaklepała ją już na swoją ikonę stylu i wszędzie chodziła w miniówkach i glanach.Gwen była niezdarna, skakała po scenie, miała gdzieś seksapil - choć oczywiście była seksowna - podczas występów na żywo była jednym z chłopaków, skakała, biegała po scenie. Wiedziałam, że nigdy nie będę miała zmysłowych, kobiecych kształtów, które powinny mieć kobiety, ale patrzcie na Gwen! Ona również ich nie miała - i co najlepsze, nie potrzebowała ich. Może i ja sobie poradzę.

Kiedy dorastałam, mój wygląd się zmieniał. Ale mój styl wciąż jest wariacją na temat lekcji, które wyniosłam z obserwowania Gwen. Na studiach moje jeansy stały się obcisłe, buty miały czuby, paski stały się białe. Po przeprowadzce do Nowego Jorku Martensy zamieniłam na wojskowe glany od Acne, przymałe podkoszulki zastąpiły oversize'owe T-shirty od Alexandra Wanga z przydługimi rękawami, a moje sztuczne futro od Shrimps, które noszę na codzień, pierwszy raz podpatrzyłam u Gwen dawno temu. A pod nim? Zawsze, bez wyjątków, noszę jaskrawy, kolorowy stanik.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Laia Garcia
Zdjęcie Jeff Kravitz / Getty Images

Tagged:
Gwen Stefani
laia garcia
my i-con