Alicja Kozak

mama?

Alicja Kozak przez 4 lata fotografowała swoją mamę. To miał być projekt o dzielącym je dystansie, z czasem okazał się cudowną terapią relacji

tekst Basia Czyżewska
|
26 Wrzesień 2017, 9:06am

Alicja Kozak

Na studiach w ramach ćwiczeń dostałam listę haseł, miałam wybrać jedno, które stanie się tematem cyklu. Właściwie nie pamiętam innych, bo kiedy zobaczyłam „niewidzialne" wiedziałam od razu o czym będzie ten projekt". W ułamku sekundy zdecydowała, że przy pomocy aparatu, chce zobrazować dystans, który wyrósł w relacji między nią a mamą.

„Jak ktoś patrzył na nas z boku, mógł w ogóle nie zauważyć dystansu w naszej relacji, bo moja mama jest bardzo ciepła, opiekuńcza i serdeczna. Ale ja czułam, że jest między nami niewidzialne 'coś', dziwna bariera, której nie umiałyśmy pokonać", wspomina Alicja, która przez 4 lata fotografowała swoją mamę.

„Chyba głównym powodem była różnica wieku. Dzieli nas 38 lat i zawsze mi się wydawało, że to bardzo dużo, prawie dwa pokolenia. Miałyśmy też tematy tabu. Mama zawsze zatajała informacje na temat swojego stanu zdrowia, wiem, że to wynikało z troski, w ten sposób chciała mnie chronić, efekt był zupełnie odwrotny. Nie znałam też jej ciała, bo w dzieciństwie prawie wcale mnie nie przytulała. Pewnie dlatego, że sama została wychowana w taki sposób". Tak choroba i ciało stały się motywami dwóch rozdziałów photobooka, a magiczna liczba 38 została tytułem książki — pracy dyplomowej Alicji na łódzkiej filmówce — cyklu 55 zdjęć.

Przez pierwsze pół roku po prostu ją fotografowała — jak patrzy przez okno, jak je lody. W tych zdjęciach było trochę ironii, np. mama ubrana pod kolor lodów w rożku, albo mama na tle wizerunku Marilyn Monroe. „Chciałam pokazać, jak jest pogodna i jaki ma do siebie dystans".

Po pewnym czasie, gdy modelka oswoiła się z obiektywem, Alicja usłyszała od swojego wykładowcy, prof. Grzegorza Przyborka, że pora podejść bliżej. Tak zaczęło się dotykanie intymności. „Właściwie za każdym razem, kiedy jechałam do mojego rodzinnego miasta miałam ze sobą aparat". Alicja fotografowała wszystko: spacer, farbowanie włosów, wizytę u babci, a nawet szpital. Miała jedną zasadę, jest tylko mama, bez innych członków rodziny. „Tata chyba był trochę zazdrosny, czasami niby żartem wchodził w kadr". To były jedyne fotografie, które Alicja usunęła z projektu.

„Kiedy pewnego dnia zabrała ją karetka, zamiast biec do samochodu, zatrzymałam się, bo pomyślałam, że muszę wziąć aparat. Było mi trochę głupio, ale kiedy weszłam na sale ją odwiedzić, to była pierwsza rzecz, o którą spytała. Potwierdziłam, a ona odpowiedziała coś w stylu: 'Oj to świetnie córciu, będziesz miała do swojego dokumentu!'".

Alicja robiła zdjęcia ciężkim analogowym aparatem średnioformatowym, więc praca z mamą zajmowała jej mnóstwo czasu. Modelka spokojnie znosiła półgodzinne przygotowanie do pojedynczego zdjęcia, łapanie światła, komponowanie kadru. Pozwalała na fotografowanie bez makijażu, bez ubrania, w bardzo trudnych dla siebie momentach. Tak mijał czas i w ciszy topniały bariery. Dwie kobiety w małych naturalnych gestach okazały wzajemną miłość.
„Mama, pozwalając się fotografować zaufała mi bezgranicznie. Ja poznawałam jej ciało za pomocą fotografii, dzięki temu przestawało być ono dla mnie obce. W tym momencie sama jestem w stanie zdobyć się na gest przytulenia, pogładzenia jej policzków lub potargania włosów. Wcześniej to było dla mnie trudne, teraz czuję, że pokonałam tę barierę. W naszym przypadku fotografowanie miało więc w pewnym sensie efekt terapeutyczny".

„To zabawne. Pamiętam, że kiedy wymyśliłam sobie, że chcę studiować fotografię, nie przyznałam się do tego w domu. Mama dowiedziała się o moich planach od sąsiadki. Bardzo mi odradzała, mówiła, że u nas w rodzinie nie ma artystów i to nie poważne, dopiero kiedy zobaczyła, że naprawdę tego chcę, zmieniła front, poparła mnie, odwiozła na egzamin i przez całe studia była najlepszym wsparciem. Cała mama", dodaje Alicja.


@alicjakozak

Tagged:
Features