z wizytą u sługi szatana

Powspominajcie z nami lepsze czasy, w których traktowano poważnie człowieka ubranego w pelerynę i czapkę z różkami, czyli założyciela Kościoła Szatana

tekst Clementine de Pressigny; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
26 Październik 2017, 7:15am

W książce „California Infernal, Anton LaVey & Jayne Mansfield" paparazzo Walter Fischer uwiecznił wiele twarzy założyciela Kościoła Szatana, Antona LaVeya. Na fotografiach przeprowadza okultystyczne rytuały, ale jest też prawie normalną głową rodziny, kochającą pieski chihuahua i przyjaźniącą się z gwiazdą filmową, Jayne Mansfield. Możemy nawet zobaczyć, jak ćwiczy w domowej siłowni. Rozsiądźcie się wygodnie i zajrzyjcie z nami do życia Ojca Satanizmu. Powspominajcie lepsze czasy, w których traktowano poważnie człowieka ubranego w pelerynę i czapkę z różkami.

Lata 60. były z pewnością ciekawą dekadą, razem z całą tą wolną miłością, niezmąconą kreatywnością, kwitnącymi komunami i kolektywną ochotą na mały trip. To były czasy inwencji, wynalazków i obalania spróchniałych tradycji. Wtedy przeciętny obywatel mógł zgolić głowę, zapuścić dziwaczną brodę, zawinąć się w czarną pelerynę i stać się najwyższym kapłanem Kościoła Szatana. Piękne czasy.

Anton Lavey w 1966 roku postanowił założyć Kościół Szatana w swoim pomalowanym na czarno domu na California Street w San Francisco. Dopełnienie wizerunku stanowiły czarny jaguar oraz czarny lew Togare, którego Anton przez jakiś czas trzymał jako zwierzątko domowe. Kenneth Anger, który mieszkał wtedy w okolicy i wpadał do czarnego domu na leniwe śniadania z Ojcem Satanizmu, opisał jaką przyjemność sprawiało mu obserwowanie Antona jeżdżącego po mieście z lwem na siedzeniu pasażera.

LaVey wymyślił sobie nową, ciekawszą przeszłość, w której rzekomo uciekł z domu, by dołączyć do cyrku i miał romans z Marilyn Monroe, zanim została sławna. Służba Szatana wolał blondynki, a na punkcie Monroe miał po prostu obsesję.

Trudnił się nikczemnymi zajęciami — pisał diabelskie tomy, takie jak „Satanistyczna Biblia", „Satanistyczne rytuały" oraz „Satanistyczna wiedźma", z poradami dotyczącymi wykorzystania kobiecych podstępów, by omamić mężczyzn i zdobyć od nich to, czego chcą. Wśród wielu złotych myśli zamieścił także porady modowe. „Bez względu na wysiłki branży modowej, która stara się namówić kobiety do noszenia wątpliwej urody stylizacji, zawsze będą istnieć pewne standardy seksapilu, które przetrwają. Nieważne jak bezkształtne staną się sukienki i jak ciężkie staną się buciory: podstawy garderoby wiedźmy pozostaną bez zmian".

Dzisiaj mało kto zwróciłby uwagę na samozwańczego satanistę, bo mamy na głowie gorsze zmartwienia, ale wtedy opowieści o satanistycznym kościele przerażały dobrych, bogobojnych ludzi. Oczywiście media uwielbiały ekscesy Antona. Pokazywały osłupiałej widowni niebezpiecznie niemoralną ścieżkę, na którą zbaczało społeczeństwo. Młodzież wyznawała wolną miłość, a najwyższy kapłan szatana przeprowadzał okultystyczne seks-rytuały na ołtarzu pod pentagramem. Chociaż był wielkim zwolennikiem cielesności, do jego nikczemnych występków zaliczały się nie tylko obrzędy z nagimi kobietami, ale także satanistyczne chrzty i pogrzeby, na których wszyscy dobrze się bawili. Jego sława i grono wyznawców rosły.

LaVey był skomplikowanym człowiekiem. Jak sam przyznawał, lubił patrzeć na oddające mocz kobiety, a także darzył wielką sympatią groszek. „Ten mały groszek oddał dla mnie życie", powiedział podczas obiadu z dziennikarzem, Lawrencem Wrightem. „Ten groszek rósł i spełnił swoje przeznaczenie na tej planecie — to większe osiągnięcie niż w przypadku większości ludzi". Był diabelskim i wrażliwym człowiekiem, którego zapamiętamy za jego satanistyczne mądrości, odważne podejście do wystroju wnętrz i korzystanie ze wszystkiego, co mogły zaoferować mu lata 60.

Książka „California Infernal, Anton LaVey & Jayne Mansfield as portrayed by Walter Fischer" ukazała się nakładem wydawnictwa Trapart Books i jest już dostępna na stronie Artbooks.