chanel: praca zespołowa

Karl Lagerfeld przypomniał nam, co znaczy haute couture.

|
06 Lipiec 2016, 4:30pm

Obecny tydzień pokazów haute couture jest dość osobliwy: można na nim znaleźć intruzów z sezonu ready-to-wear i inne dziwne chwyty. We wtorek Karl Lagerfeld położył kres szaleństwu i zwrócił uwagę na ludzi, bez których pokazy haute couture w ogóle by nie istniały: na twórczynie z atelier Chanel. To one wypełniły wnętrze okrągłego budynku, który wyrósł w hali wystawowej Grand Palais. Szwaczki i projektantki pracowały przy stołach do wykrojów i manekinach, a modelki przechadzały się wokół nich. Kolekcja pełna marszczonych kozaków i poduszek w ramionach zdecydowanie nawiązywała do lat 80. Alexis z „Dynastii" dałaby za nią wszystko. Myślący przyszłościowo Lagerfeld ostatnio zwrócił się ku nostalgii. W marcu podczas pokazu Chanel ready-to-wear przemienił całe wnętrze Grand Palais w staromodny salon pokazowy, w którym krzesła ustawiono w jednej linii, tak żeby wszyscy siedzieli w ekskluzywnym, pierwszym rzędzie. Dzięki temu genialnemu posunięciu odniósł się do ery Instagrama, w której każdy ma dostęp do pierwszego rzędu dzięki smartfonowi. Jednocześnie przypomniał nam, jak wiele możemy się nauczyć ze starych, dobrych czasów, zanim pojawiły się przesadny lans i histeria.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Pokaz Chanel podkreślił znaczenie terminu haute couture, czyli wysokiej klasy, luksusowego krawiectwa. W świecie mody, w którym każda kolekcja ready-to-wear jest tak naprawdę w połowie couture, ciężko zrozumieć definicję i cel haute couture. Lagerfeld oddał cześć i okazał szacunek ludziom, którzy prowadzą jego atelier. Zdawał się mówić, że ich kunszt i ciężka praca nie powinny być znieważane przez nikogo nadużywającego tego terminu. Vetements — marka, która otworzyła tydzień pokazów w niedzielę — od początku zaznaczała, że ich ubrania to nie couture i że chcieli zaprezentować kolekcję w tym momencie, żeby zrekonstruować kalendarium. Z kolei Justin O'Shea z Brioni pokazał połączenie wysokiego krawiectwa i ready-to-wear, ale też nie określił go mianem haute couture. Lagerfeld nie chciał dać prztyczka w nos niemającym szacunku młokosom, ale raczej przypomnieć branży, że cokolwiek się wydarzy z tygodniami mody i ich kalendarium, nic nie zagrozi wyjątkowej pozycji tego doskonałego rzemiosła.

Karl na koniec ukłonił się z czterema kobietami, które zarządzają jego atelier. Od lat z nimi pracuje i dzieli uznanie. Zaproszenie ich na wybieg było poruszającym gestem najstarszego aktywnego projektanta w branży, który mimo sławy i przebojowej osobowości rozumie, że moda to efekt pracy zespołowej. Niedawno pojawiły się plotki dotyczące jego młodszego kolegi po fachu — Hediego Slimane'a. Podobno miałby zastąpić Lagerfelda w Chanel, jeśli ten postanowi przejść na emeryturę. Kontrakt Karla jest dożywotni, ale niewykluczone, że wybierze swojego następcę i zacznie go wdrażać. Oczywiście to tylko pogłoski, ale nie da się ukryć, że ten finał pokazu był o wiele bardziej emocjonalny od poprzednich. Był bardzo osobisty dla Karla, kierowniczek i gości, którzy nie znają i nawet nie wyobrażają sobie świata Chanel ani mody bez niego. Lagerfeld uosabia wszystko, czym powinna być moda: fantazję i rzeczywistość, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Niech żyje król Karl!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Zdjęcia: Instagram
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska