co kocha courtney love

Szacunek, uwielbienie, pożądanie, zawiść, nienawiść, zazdrość, pogarda, uciecha i porządna dawka zgorzknienia. Courtney Love polaryzuje opinie jak żadna inna współczesna ikona.

tekst i-D Team
|
15 Maj 2014, 3:55pm

David LaChapelle

Między miłością a nienawiścią leży bardzo cienka, słodka granica i jedna kobieta prowokująco ją przesuwa. Muzyczna, aktorska i rockowa buntowniczka. Gotowa, stoi idealnie pośrodku dwóch obozów, żeby pobudzać - a nie, żeby podjudzać - każde wyobrażalne uczucie. Miłość, szacunek, uwielbienie, obrzydzenie, nieufność, pożądanie, zawiść, zazdrość, radość i duża dawka żółci.

W zasadzie wszystko, oprócz współczucia… bo kto w ogóle tego chce? Courtney polaryzuje opinie jak nikt we współczesnym świecie i hamletyzuje ludzkie umysły prawie tak bardzo jak swój. Próżna, hałaśliwa i zawsze w natarciu. Jej postępowanie i emocjonalność sięgają wyżej niż obecne zasady moralne. Posiniaczona prawdziwość, doskonała niedoskonałość. Poddaje definicję celebryty kompletnemu zniszczeniu, a swoich fanów zbliża do stanu synestezji. „Kiedy patrzę na zdjęcie Courtney, czuję jej zapach" - napisał na czacie Fraktured1, groupie z podejrzanym węchem.

Za co kochać Courtney? Może za historię, kontrowersję, chwalebne starcia publiczne? Bezwstydną, nieubłaganą wolę mocy? Zacznijmy od czegoś innego. Za muzykę. Czas zapomnieć te wszystkie nagłówki, choć są wspaniałe („Courtney przewidziała atak na World Trade Center", „Love skopała Mima", „Courtney i Christina - miłości tu nie ma"). Lepiej skupcie się na dawno zapomnianym fakcie, że Courtney tak naprawdę jest muzykiem. Piosenkarką z surowym, ostrym jak brzytwa krzykiem. Autorką tekstów z subiektywną percepcją. Ona tworzy naprawdę dobre piosenki. Posłuchajcie mniej znanych utworów Hole i sami się dowiecie. Odtwórzcie Celebrity Skin (album, którego Courtney nie lubi) i dajcie się zaskoczyć radosną, zuchwałą, przebojową muzyką oraz brutalnie brzydkimi tekstami. Pościeliłem sobie łóżko, umrę w nim. Jeżeli pójdziecie dalej wstecz, zauważycie pośród wewnętrznych wrzasków i pieśni żałobnych oraz między znakomitymi momentami wypełnionymi nienawiścią, że uderzenia zmęczonego serca wychodzą poza ramy grunge i każdego innego gatunku muzycznego.

Taniość i tandeta, zazdrość i sława, piękno i upadek. Motywy, do których Courtney zawsze powraca. Motywy, które konfigurują jej życie.

Co jeszcze? Nieustające poszukiwania prawdy (czy jakoś tak). Muzyką, w wywiadach, podczas występów i publicznych bójek odważnie przeciera swoją ścieżkę przez biedę, bogactwo, macierzyństwo, narkotyki i śmierć. Mimo że przeszłość mogłaby każdego dnia zjadać ją coraz bardziej, Courtney nie pozwala na to i nie chce być postrzegana jako ofiara. Nieustraszona, zawsze gotowa do ataku, ciągle oczekująca (albo podjudzająca) kolejnego wybuchu.
- Nauczono mnie, żebym się nie bała. Wychowano mnie w przekonaniu, że mogę być kimkolwiek chcę - wyjaśniła kiedyś Courtney.

A obok tej podróży po prawdę maszeruje potrzeba publicznego objawienia. Żeby o jej życiu się dyskutowało, żeby je celebrowano i źle interpretowano. Nie filtruje swojej wersji rzeczywistości dla publiczności i fanów. „Dzień bez plotki to dzień stracony" - powiedziała i-D w czerwcu 2000 roku i tego się trzyma. Ta opowieść ciągle się tworzy - czasami jest okrutna, ale zawsze interesująca. Courtney Love przeciwko… wybierz osobę: Fred Durst i jego teenpunkowa korporacyjna maszyna. Ojciec drań. Wytwórnie płytowe, dorobkiewicze, dokumentaliści, opiekunki do dziecka, bezwstydni dziennikarze. Żyjący członkowie rockowej grupy jej świętej pamięci męża - wygląda na to, że każdy, kto wykrztusił jej imię. Courtney to kłębek zemsty, który chce zwalczać każdy fikcyjny dramat. Lepiej nie zaczepiać.

Żadna normalna osoba nie powie, że Courtney ma zawsze rację albo chociaż, że prawie zawsze ma rację. Z każdym następnym wybrykiem wyświadcza nam przysługę, obnażając kolejne warstwy sławy, odkrywając towarzyszące jej pomyłki i dwulicowość. Demitologizuje wyobrażenia o undergroundzie i komercyjności oraz o tym, co jest rzekomo prawdziwe i naprawdę fałszywe. Courtney pokazuje, jak łatwo przemienić się z królowej grunge'u w gwiazdkę filmową, bo obie role są w istocie takie same. Pluje pogardą na każdego, kto uważa, że jej proste i szczere ambicje nie pasują do kobiety. Potrafi wymienić wszystkie hipokryzje związane z gender i płcią w świecie muzyki - wypowiada się na ten temat dużo bardziej zgryźliwie niż tysiąc Aguilerek, bo swoje przeżyła…

Sławne słowa Courtney: „Będziesz brudną lafiryndą. On będzie męskim kobieciarzem. Ty będziesz freakshow, zemdlonym pijakiem. On będzie charyzmatycznym, próżnym, dzikim i dionizyjskim pijakiem. Ty będziesz niewybredna i zdesperowana. On będzie hojny, zmęczony i nagrzany. Ty będziesz tak delikatna, jakbyś miała rozpaść się przy lekkim podmuchu wiatru. On będzie wyalienowany i agresywny. Ty będziesz chciwa i chciała wszystko kontrolować… On będzie rządził, geniusz o wielkim penisie… Będziesz blond ambicją, małym dzieckiem albo kurwą".

Courtney zachowuje się dokładnie tak, jakbyśmy chcieli, i ma nasze wspólne błogosławieństwo. Zamieniła prywatność i godność na sławę, władzę i rock and roll.

A za co ją nienawidzić? Pewnie za to samo, za co kochać, w zależności od punktu widzenia.

Za niesamowitą chęć władzy - jeśli jesteś właścicielem wytwórni płytowej, okrutnym dziennikarzem, Fredem Durstem albo członkiem zespołu jej świętej pamięci męża. Za szczerość interpretowaną jako poszukiwanie zainteresowania i zwykłe, stare bałamucenie (bo często tak jest). Za telepanie, szalenie dekadenckie zachowanie, dla tych, którzy chcą ładnych, czystych, szczęśliwych gwiazd rocka.

A wszyscy inni ludzie nie mają zbyt wielu powodów, by jej nie znosić. Courtney zachowuje się dokładnie tak, jakbyśmy chcieli, i ma nasze wspólne błogosławieństwo. Zamieniła prywatność, godność i możliwość skasowania swojej przeszłości na sławę, władzę i rock and roll. To chyba sprawiedliwa transakcja.

Zatem za co kochać tę Courtney? Chyba za wszystko. Nawet w swoich najbardziej skrajnych momentach - niewyraźnych próbach kontrolowania życia, którego po prostu nie da się opanować - jej powody działania wydają się niewinne. Na scenie publicznej nie ma nikogo innego, kogo tak bardzo kochamy i nienawidzimy zarazem. Nie ma nikogo, kto odkrywałby swoje zmaltretowane, niewygodne ja w tak nietypowy i dosłowny sposób jak ona.

Kredyty


Tekst: Glenn Waldron
Zdjęcia: David LaChapelle
Stylizacja: Patti Wilson
Włosy: James Brown
Make-up: Mally Roncal

Tagged:
david lachapelle
muzyka
opinie
Kultura
muzyka wywiady