Photography Tyler Kohlhoff, Fashion Director Lana Lackey

bunt w raju

Antystemowy magazyn chce wstrząsnąć światem i łamać wszystkie zasady — poznajcie Sedition.

|
04 listopada 2016, 2:30pm

Photography Tyler Kohlhoff, Fashion Director Lana Lackey

Premiera pierwszego numeru Sedition Magazine odbyła się pewnego bardzo deszczowego wieczoru, wśród tanich knajpek z pierożkami, sklepów z artykułami do sztuk walki oraz SPA czynnymi w nocy — czyli w Chinatown. Miejscówka na Mott Street, w której odbyła się impreza, wyróżniała się na tle ulicy. Wąska witryna sklepu była pokryta czarną, odpryskującą farbą. Ściany wnętrza obklejono stronami z Sedition — buntowniczą mieszanką edytoriali ze starymi ubraniami, zdjęć dokumentalnych i przewrotowych, seksualnych kolaży. Stare telewizory wyświetlały wirujące, czarno-białe zygzaki. Miejscowi bywalcy przyglądali się wszystkiemu z niedowierzaniem i zaciekawieniem. Sama widziałam, jak jedna pani tupała nóżką do wspaniałych nu-wave'owych i gotyckich kawałków w stylu lat 80., którymi raczyła nas DJ-ka Sarah Abney (oraz ulubiona modelka Margieli).

Zdjęcia: Tyler Kohlhoff, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

To pokazuje, dlaczego Sedition jest tak ekscytującym wydawnictwem. To antysystemowy magazyn, który w pozornie nieodpowiednich miejscach czuje się jak ryba w wodzie. Jego etosem jest wstrząsanie okolicą — nieważne, czy mowa o ulicy w Chinatown,czy o branży mody. Pierwszy numer jest ich dzieckiem, ale założyciele i redaktorzy (fotograf Tyler Kohlhoff oraz redaktorka działu mody Lana Lackey) nie są nadopiekuńczymi rodzicami. Strony Sedition są pocięte, posklejane i pozszywane. Stylizacje w sesjach składają się przeważnie ze starych ubrań vintage lub archiwalnych prac projektantów. Odważnie nadają im nowy kontekst w przepięknie anarchistycznym kontekście. To jedna z najświeższych i najciekawszych rzeczy, jakie zrodziły się z nowojorskiego podziemia w ostatnim czasie.

Porozmawialiśmy z Lackey i Kohlhoffem o wyszukiwaniu ubrań od Alexandra McQueena, w których są zaszyte kosmyki jego włosów, inspiracji kowbojkami z aparatami na zębach oraz wymarzonej współpracy, którą przygotowują do drugiego numeru.

Zdjęcia: Tyler Kohlhoff, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Co was zainspirowało do stworzenia magazynu? Jakie macie założenia i ambicje?
Lana Lackey i Tyler Kohlhoff: Jesteśmy po prostu marzycielami! Fantazjowaliśmy i rozmyślaliśmy o fotografii i modzie. Chcieliśmy ziścić te sny w publikacji. Sedition (czyli podżeganie) oznacza sprzeciw, bunt przeciw władzy i innym siłom — tym się kierujemy.

Zdjęcia: Lorenz Schmidl, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Opowiedzcie nam coś o tym, jak punkowa historia i kultura ukształtowały Sedition. Jeśli chodzi o sam projekt, jest w nim wiele trójwymiarowych elementów: taśmy, zakładki, kolaże, rysunki i nadruki. Przypomina mi ziny w stylu Slash — które są bardzo aktualne i jednocześnie przepiękne.
LL: Uwielbiam Slasha. Okładka z krzyczącą Debbie Harry jest moim zdaniem jedną z najlepszych okładek wszechczasów. Oboje mieszkaliśmy w Portland w stanie Oregon — dorastanie tam wiązało się z wymianą zinami. W toalecie każdego punkowego domu znajdywał się stos zinów. Były tanie lub darmowe, pisane ręcznie i kserowane. Uwielbiałam, jak odręczne elementy zbliżały mnie do autora. W Sedition dzięki kolażom zbliżyłam się do osób, które fotografowaliśmy. Ciągle robiliśmy zdjęcia i je przerabialiśmy. Chciałam pokazać to czytelnikom. Mam nadzieję, że wygląda bardzo profesjonalnie.

Zdjęcia: Tyler Kohlhoff, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Porozmawiajmy o temacie przewodnim tego numeru, „A Riot in Paradise" (Bunt w raju). Co to dla was oznacza i jak każdy z materiałów to odzwierciedla?
LL: Dla mnie to bardzo proste — oznacza zachwianie równowagi w systemie. Wyobrażam sobie ludzi uwięzionych na pięknej, egzotycznej wyspie, biegających w kółko i odchodzących od zmysłów.
TK: To metafora Nowego Jorku. Jeśli Nowy Jork jest rajem, to my musimy być buntem! Chcemy zmienić definicję wydawnictwa o modzie i sztuce. Po prostu to zrobiliśmy. Pewnie, niektóre materiały w Sedition dotyczą bardziej raju, inne buntu. Chodzi o odwagę, absurd i mocny przekaz.

Zdjęcia: Devin Doyle

Niektóre elementy magazynu wydają się bardzo nowojorskie, ale inne zdecydowanie nie: jak Los Charros (meksykańscy kowboje), zdjęcia z ulicy Folsom Street w San Francisco oraz fotografie Sama Rocka, które wyglądają jak z zupełnie innej planety. Opowiedzcie nam o tej różnorodności. W jaki sposób pozyskiwaliście tematy i materiały?
TK: Zachwycają nas ludzie z prawdziwego świata! Fotografia dokumentalna jest bardzo ważna i jest jedną z naszych największych inspiracji. Chcemy ją zamieszczać w każdym numerze. Wracając do Slash albo No Mag, chodziło tam o przebieranie się, tworzenie sztuki, muzyki, by walczyć z normami, albo po prostu je pieprzyć. To takie idealistyczne, wiem, ale uwielbiamy ten sentyment. Był dokumentalny, nie pokazywał fikcji i fantazji. Myślę, że przyciąga nas to tak samo, jak modowe prace, a może nawet bardziej.
LL: Wybraliśmy Los Charros, Folsom Street i japońskich punków, bo interesowały mnie ich postaci, charaktery i stroje. Bardzo mnie inspirują. Wcielają w życie swoje marzenia i pragnienia. Kowbojki były moją wizją. Uwielbiam przewrotność i tematy tabu. Benjamin Fredrickson poświęcił życie dokumentowaniu seksualnej wywrotowości w piękny sposób.

Zdjęcia: Benjamin Fredrickson

Ciekawi mnie także sposób, w jaki w sesjach korzystacie z vintage'owych i archiwalnych ubrań.
LL: Gdy byłam mała, moi rodzice prowadzili markę ze skórzanymi akcesoriami. Szafa mamy pękała w szwach, była pełna perełek z lumpeksów. To był mój pierwszy kontakt z modą. Nauczyła mnie, jak doceniać projekty, przeczesując wieszaki w second handach. Zaszczepiła we mnie pasję na całe życie — uwielbiam badać vintage i szperać w jego poszukiwaniu. Podoba mi się idea oddawania hołdu archiwalnym projektom i pokazywania ich czytelnikom, którzy być może nigdy ich nie widzieli. W sesji „Heavenly Creatures" wykorzystaliśmy szary garnitur Alexandra McQueena z Byronesque Vintage. W poszewce znajduje się plastikowa torebka z puklem włosów samego projektanta — w pracy zostawił część siebie. Myślę, że to ważne, by trzymać te projekty przy życiu.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcia: Jeff Bark, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Jakie nadzieje wiążecie z przyszłością Sedition? Czy możecie zdradzić nam jakieś sekrety z drugiego numeru?
TK i LL: Cieszymy się, że możemy drukować prace artystów, których nie wszyscy znają oraz współpracować z artystami spoza Nowego Jorku. A co do sekretu... Możemy zdradzić, że w drugim numerze znajdziecie artystę, którego prace zainspirowały nas przy tworzeniu zina. Ten ktoś zawsze znajdował się na granicy sztuki i dokumentu, wyprzedzał swoje czasu. Zawsze go podziwialiśmy!

@seditionmagazine

Przeczytaj też:

Zdjęcia: Sam Rock

Zdjęcia: Barett Sweger, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Zdjęcia: Tyler Kohlhoff, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Zdjęcia: Tyler Kohlhoff, Redaktorka działu mody: Lana Lackey

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Wszystkie zdjęcia pochodzą z magazynu Sedition Nr 01: A Riot in Paradise