czy berlin rzeczywiście jest rajem?

Jak naprawdę wygląda życie w niemieckiej stolicy.

tekst Aleks Eror
|
21 Marzec 2016, 1:03pm

Jak mogliście zauważyć w innych artykułach lub usłyszeć od znajomych, Londyn staje się zbyt drogi, by dało się w nim utrzymać i żyć z godnością. Wielu londyńczyków mieszka w kilka osób w ciemnych kawalerkach w jakimś odległym zakątku miasta, z którego trzeba długo dojeżdżać. W pewnym momencie stają przed wyborem: wyprowadzić się poza ścisłe centrum Londynu albo wybrać miejski styl życia w innej Europejskiej stolicy. Ewentualnie można też przenieść się do Gdańska i co tydzień latać do Londynu, jak jeden ze studentów Uniwersytetu Goldsmith. W Polskich miastach sytuacja nie jest tak dramatyczna, ale i tak wielu naszych rodaków decyduje wyjechać za granicę, szukając lepszych perspektyw.

Dla wielu osób, które zdecydują się na przeprowadzkę do innego państwa, Berlin wydaje się idealnym wyborem - szczególnie dla tych młodych, kreatywnych i wolnych. Łatwo jest dostrzec atrakcyjność niemieckiej stolicy: nie ma ona sobie równych, jeśli chodzi o życie nocne i kulturę, a jednocześnie jest tańsza, chociażby od wspomnianego Londynu. Jednak to miasto, które wielbiciele idealizują do granic możliwości, co przysłania jego prawdziwe oblicze.

Czynsz może i jest przystępny, ale każde euro, które na nim oszczędzisz, pójdzie na odreagowanie frustracji i lęków spowodowanych zawiłym rynkiem nieruchomości. Większość ludzi podnajmuje mieszkania, a ponieważ wszyscy chcą mieszkać w pięciu najpopularniejszych dzielnicach, konkurencja jest zacięta - jeden z najemców powiedział mi, że gdy zamieścił ogłoszenie o wolnym pokoju, od razu dostał około 80 zgłoszeń. Ja też niedawno przeprowadziłem się do stolicy Niemiec, więc widzę, że te anegdoty to nie odosobnione przypadki. W samym 2014 roku w mieście przybyło 45 tysięcy mieszkańców (to dziesiąty rok z rzędu, gdy populacja Berlina tak znacząco się zwiększyła).

Znalezienie w Berlinie mieszkania przypomina szukanie pracy: zapisujesz się na jednej z wielu stron lub do grupy na Facebooku i czekasz, aż ktoś wrzuci nowy pokój. Potem piszesz list, wyjaśniający dlaczego to właśnie ty jesteś najlepszym współlokatorem pod słońcem, czyściutkim i towarzyskim, a do tego ciągle pieczesz ciasta i nigdy ich nie jesz, więc twój najemca mógłby je wcinać. Jeśli się wyróżnisz, zostaniesz zaproszony, żeby osobiście poznać potencjalnych współlokatorów. Trzeba ich oczarować wspaniałą osobowością, jak w „Randce w ciemno".

W Berlinie dostajesz to, za co płacisz. Jeśli szukasz okazji cenowej, nieważne czy za własne mieszkanie, czy wynajmowany pokój, przygotuj się na warunki jak ze squatu, z łazienkami w stanie ruiny. Jeśli zdecydujecie się szukać pokoju, to ostrzegam: tutejsi najemcy nie muszą montować zlewu, blatu, półek, kuchenki, ani jakichkolwiek urządzeń i mebli, które utożsamiasz z mieszkaniem, więc możesz trafić na pusty pokój z kafelkami. Gdy włożysz własne pieniądze w wyposażenie, przy wyprowadzce będziesz się głowic co zrobić z tą całą kuchnią na zamówienie.

Oczywiście życie nocne w Berlinie jest naprawdę niesamowite. Wybór klubów i barów jest nie do pobicia. Niemiecka stolica jest przesiąknięta pewnym hedonistycznym absolutyzmem, który tworzy świetne imprezy, ale usuwa też wiele elementów, które powinny się składać na równowagę w życiu.

Oferta kulinarna jest dość uboga jak na miasto z taką renomą. Znalezienie mięsa dobrej jakości i świeżych ryb jest wyzwaniem. Infrastruktura jest zapyziała. Ludziom brakuje ambicji. Ogólnie wszystko jest bardziej niechlujne, niedbałe, dysfunkcyjne i mniej profesjonalne - to drobiazgi, których nie zauważy ktoś ze zmysłami przytępionymi po 60 godzinach imprezy w Berghain i marynowaniu mózgu w narkotykach.

To może być zaskoczeniem dla wszystkich znających stereotyp niemieckiej wydajności i perfekcjonizmu. Wielu z nas przecież wyobraża sobie Niemcy jako wielką, dobrze naoliwioną i sprawnie działającą maszynę. Ale Berlin jest anomalią, zarówno w skali Niemiec, jak i Europy. Istnieje pewien kontekst historyczny, który może to wyjaśnić.

Życie jest tanie głównie dlatego, że jest tu mniej pieniędzy. Większość przemysłu ciężkiego tego miasta została zniszczona pod koniec istnienia Trzeciej Rzeszy, zostawiając Berlin bez bazy produkcyjnej, która umożliwiłaby mu wkroczenie w powojenny boom gospodarczy, tak jak w reszcie krajów rozwiniętych. Mur Berliński podzielił miasto nie tylko fizycznie, ale też ekonomicznie. Wszechobecny strach przed inwazją komunistów sprawiła, że wiele dużych niemieckich firm (jak Deutsche Bank, Allianz, AEG, Lufthansa i Siemens) przeniosło swoje siedziby na zachód.

Wiele mniejszych przedsiębiorstw poszło w ich ślady, przekształcając miasto w ekonomiczną czarną dziurę i martwy punkt dla inwestorów. Berlin pozostał w finansowej otchłani aż do 1989 roku - do tego czasu firmy włożyły już tyle pieniędzy w infrastrukturę w innych miejscach, że nie mogły tak po prostu przenieść siedziby z powrotem. Dlatego ceny wciąż są niskie - bo rzesze bankierów, prawników czy innych zamożnych pracowników umysłowych nie podbijają cen życia w okolicy.

Berlin zawsze był bezpieczną przystanią dla wyrzutków, hipisów i outsiderów. Berlińczycy z zachodniej części miasta byli zwolnieni ze służby wojskowej w czasie Zimnej Wojny, co przyciągnęło tam wielu mężczyzn, próbujących uciec przed obowiązkami i odpowiedzialnością. Żelazna kurtyna i obowiązkowy pobór są już reliktami przeszłości, ale tożsamość z nimi związana jest wciąż głęboko zakorzeniona w tym mieście, do którego wciąż ciągnie wyrzutków.

Berlin przez prawie 45 lat istniał poza sidłami kapitalizmu, co pomogło odizolować go od niektórych okrutniejszych aspektów neoliberalnej polityki. To jedno z tych niewielu miejsc w krajach pierwszego świata, w którym można być stylistą albo mieć wytwórnię techno-house, nawet jeśli nie jesteś w tym wyjątkowo dobry i to bez spędzania weekendów w znienawidzonej pracy w korporacji. Wiele osób ucieka tu przed wyścigiem szczurów. Uwolnienie się od finansowego ucisku sprawia, że dobrzy w swoim fachu mają szansę rozkwitnąć, a ci średni mogą żyć spokojnie.

Te wszystkie elementy łączą się, tworząc specyficzny, ucywilizowany chaos, który istnieje w tym mieście od lat 20. Dzięki niemu dostrzegłem dobre cechy kapitalizmu. W innych miastach, jeśli nie jesteś politykiem lub właścicielem nieruchomości, przeważnie startujesz z przegranej pozycji, co prowadzi do frustracji. W Berlinie uwolniłem się od tego i zrozumiałem, że pewna presja finansowa tworzy poczucie konkurencji, w której ludzie bardziej się starają, chcą być lepsi, podnoszą sobie poprzeczkę, żeby się rozwijać i iść naprzód.

To właśnie dlatego Berlin nie jest tak dobrze naoliwioną i gładko działającą maszyną, jak inne zachodnie metropolie, ale dzięki temu jest z pewnością bardziej ludzki. Nie twierdzę, że powyższe rzeczy powinny się zmienić - w końcu nie bez powodu postanowiłem tu zamieszkać i nadal się nie wyprowadziłem. Chcę tylko powiedzieć, że jeśli szukacie raju, to możecie się rozczarować.

@slandr

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Aleks Eror
Zdjęcie N Whitford
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
życie
przeprowadzka