muzyczny geniusz chilly gonzales przybliża nam historię popu

Muzyka klasyczna była muzyką pop swoich czasów. Chilly Gonzales zamierza ponownie zjednoczyć te dwa dźwiękowe światy.

tekst i-D Team
|
27 Luty 2015, 9:47am

To, że każdy z nas ma swój własny gust muzyczny, przyjmujemy dziś za oczywistość. Wchodzimy w intymne związki z ulubionymi piosenkami. Jesteśmy bardzo wrażliwi na to, co dzieje się z zamkniętymi muzycznymi światami, które sobie tworzymy. Są przecież częścią (możliwe, że lekko wyidealizowanej) tożsamości każdego współczesnego człowieka. Boleśnie przekonało się o tym U2, kiedy bez pytania wprosiło się do naszych bibliotek iTunes.

Lecz muzyka narodziła się jako ścieżka dźwiękowa do publicznych wydarzeń - grało się ją w kościołach, na rynkach miast i na królewskich dworach. Słuchacze nie zastanawiali się wcale, czy im się podoba, czy nie. Ona po prostu tam była. Dopiero muzyka kameralna wprowadziła ją do naszych pokojów, do naszej prywatnej przestrzeni. Innymi słowy - gdyby nie narodziła się muzyka kameralna, nie byłoby dziś „dużego pokoju" w klubie Fabric. I nie istniałyby żadne bangery, które można by w nim puszczać ku uciesze tłumu.

Muzyka kameralna pojawiła się, bo zaistniało konkretne zapotrzebowanie. Rozkwitająca w XVIII i XIX wieku klasa średnia pragnęła z całych sił małpować arystokrację. Jej przedstawiciele śnili na jawie o własnych kohortach muzyków. Gotowych na każde zawołanie przygrywać im w pozłacanych komnatach rezydencji i poza nimi. Kupowali masowo partytury. Fortepiany i pianina były dla nich tym, czym dla nas są streamy albumów - tyle, że aby rozkoszować się nimi, należało mieć na podorędziu kogoś z odpowiednimi umiejętnościami.

Style śpiewania odzwierciedlały zmiany w przestrzeni wykonywania muzyki - jak napisał David Byrne w swojej książce, która poza tym jest raczej tandetna. W każdym razie okazuje się, że wokal operowy brzmi jak wokal operowy, ponieważ te grube panie musiały wyemitować swój głos aż na tyły ogromnej sali. Gdy pojawiła się muzyka kameralna, śpiewacy mogli wreszcie dawać bardziej intymne występy. Zwykle akompaniowało im samo pianino. W rezultacie powstała niemiecka „lied", czyli inaczej piosenka artystyczna. Schubert osiągnął szybko TOTALNĄ dominację nad resztą kompozytorów chwytających się za bary z tym nowym gatunkiem. Dokonał tego dzięki uproszczonej, dwuczęściowej strukturze utworów i chwytliwym melodiom. Partie pianina miały „malować słowa". Tworzyć dźwiękowe efekty specjalne, symulując na przykład krople deszczu, tętent końskich kopyt czy podobne odgłosy. To były właśnie pierwotne piosenki pop. Dużo później, kiedy pojawiły się technologie umożliwiające nagrywanie muzyki, ci sprytniejsi artyści wykorzystali to, by jeszcze lepiej manipulować percepcją słuchaczy. Dlatego właśnie Frank Sinatra mógł doprowadzać do spazmów setki kobiet za pomocą jednego, ledwo dającego się wychwycić załamania głosu na tym właściwym słowie.

Historia muzyki kameralnej jest więc w istocie historią tego, jak muzyka stawała się szerzej dostępna, bliższa odbiorcy i bardziej demokratyczna. Dziś mój czternastoletni siostrzeniec składa lepsze beaty, niż ja, kiedy miałem dwadzieścia pięć lat. Dzieje się tak dlatego, bo przestrzeń w której powstaje muzyka stała się tak bardzo prywatna - on ma swojego laptopa, swoje słuchawki i swoje pomysły, które może zrealizować od ręki. Prze to zbliżamy się do muzycznej rewolucji, którą obiecała nam muzyka kameralna.

Na moim albumie Chambers podjąłem próbę odtworzenia kolorytu XIX-wiecznej muzyki. Oczywiście przefiltrowanej przez podejście twórcze rodem z XXI wieku (i dostosowanej do naszego współczesnego zakresu uwagi). Myślę, że mój kwartet smyczkowy (Kaiser Quartett) można uznać za próbkę tego, co znajdzie się na płycie. Muzyka kameralna przepowiedziała dzisiejszy kształt muzyki - BYŁA muzyką pop swoich czasów. Czy może stać się nią ponownie?

Płyta Chambers ukaże się 23 marca nakładem wytwórni Gentle Threat Ltd.

Kredyty


Tekst Chilly Gonzales
Zdjęcia Natasha Cox

Tagged:
Gonzales
Chilly Gonzales
chambers
muzyka