Image courtesy Mimu Maxi

sklepy dla ortodoksyjnych żydówek podbijają internet

Skromność jeszcze nigdy nie była tak popularna.

tekst Krithika Varagur
|
12 Kwiecień 2016, 4:15pm

Image courtesy Mimu Maxi

Dzielnica Coogee to słoneczne przedmieścia Sydney z plażą. W tej okolicy ciężko znaleźć restaurację, w której wisi zakaz wstępu w szortach i klapkach. To dziwne miejsce dla dorastającej ortodoksyjnej żydówki.

Takie dziewczyny przeważnie ubierają się konserwatywnie — zakrywają obojczyki, kolana i łokcie, zgodnie z zasadą „cnijut" — czyli skromności, cnoty. Dla sióstr Chayi Chanin i Simi Polonsky, których ojciec był rabinem w Coogee, oznaczało to jedno — od małego musiały kombinować z ciuchami.

„Wyobraźcie sobie knajpę przy plaży", mówi Polonsky. „Była bardzo modna, a z drugiej strony nonszalancka. Zupełnie tam nie pasowałyśmy. Dlatego wyspecjalizowałyśmy się w łączeniu tych dwóch światów: skromności i kultu plaż".

Siostry od dawna polowały na odpowiednie ubrania z sieciówek jak Zara czy H&M. W końcu postanowiły wziąć modę w swoje ręce. Po przeprowadzce do Nowego Jorku założyły The Frock — markę specjalizującą się w luźnych sukienkach za kolano.

Dziewczyny są częścią fali młodych, świadomych trendów projektantek, które zmieniają ortodoksyjny styl w modę z prawdziwego zdarzenia.

Oprócz The Frock, mamy też Mimu Maxi, internetowy sklep prowadzony przez Mimi i Mushky, pełen minimalistycznych sukienek i spódnic. Junee's to butik z elementami, które można ze sobą łączyć. Zelda to sklep z wyszukanymi perukami dla ortodoksyjnych kobiet, które zakrywają włosy po ślubie. Te sklepy wpuszczają trochę świeżego powietrza do świata nobliwych, szaro-burych ubrań przeważnie kiepskiej jakości. Dziewczyny czerpią inspiracje ze świata mody.

Mimi Hecht i Mushky Notik z Mimu Maxi, via @mimumaxi

Instagram Mimu Maxi pokazuje uśmiechnięte kobiety z całego świata w luźnych sukienkach do połowy łydki, które porównuje się do projektów The Row — ekskluzywnej marki sióstr Olsen. W myśl cnijut ubrania nie powinny być dopasowane. „Nie mówimy ludziom, jak mają nosić nasze rzeczy", wspomina Mimi Hecht. „Jeśli ktoś chce założyć do nich pasek, nie będziemy prawić kazań". W The Frock można nawet dokupić cieniutkie paseczki.

Poza tym najoryginalniejszym i najpopularniejszym produktem Mimu Maxi są „spódnico-legginsy" — obcisłe spódnice do kostek z domieszką spandeksu w 11 kolorach do wyboru. Chociaż większość kobiet zestawia je z luźną, długą bluzką, opinający uda krój nie jest do końca tradycyjny.

Założycielki marki, Mimi Hecht i Mushky Notik, zrobiły pierwszą partię spódnico-legginsów w 2013 roku, za pożyczkę od brata Hecht. Nie miały doświadczenia w projektowaniu, więc znalazły kogoś od wykrojów, kto pomógł urzeczywistnić ich wizję i wypełnić braki w garderobach. Gdy założyły sklep internetowy, znalazły klientki z całego świata — od Niemiec po konserwatywne stany USA.

W tych ubraniach nic nie sprawia, że pojedynczy element wygląda na typowo skromny czy konserwatywny. Asymetryczna sukienka z Mimu Maxi jest gustownie neutralna — to coś pomiędzy projektami Junyi Watanabe i Topshopem. Czarna spódnica do kostek z The Frock ma stylowe marszczenia. Te ubrania po prostu dobrze wyglądają. Po części dlatego, że w 2016 roku w tym schizofrenicznym modowym krajobrazie, znaczna część trendów na wybiegach zupełnie przypadkiem nadaje się do noszenia przez ortodoksyjnie religijne osoby, które chcą zakryć ciało. Wystarczy pomyśleć, o kilku aktualnych trendach, do których wzdychamy: kobiece sukienki midi, spódnice do ziemi w stylu boho, tunikach à la Céline i głębokie dekolty rodem z lat 70. Trzy pierwsze style przypadkowo spełniają wymogi ortodoksyjnej garderoby.

Blogerka Adi Heyman w kreacji Gucci, via @fabologist

„To dyskretny sposób ubierania się", mówi Adi Heyman, ortodoksyjna żydówka i blogerka, która prowadzi modowego bloga Fabologie. Heyman mówi, że obecna widoczność skromności w świecie mody jest zupełnym odwróceniem trendów sprzed pięciu lat, czyli okresu, w którym zakładała bloga. Na dowód wymienia maksymalizm Alessandro Michele'a w Gucci, oversize'owe warstwy Demny Gvasalii w markach Balenciaga i Vetements oraz minimalistyczne sukienki midi Calvina Kleina. Zachowawczość jeszcze nigdy nie była tak popularna w świecie mody.

Ale czy nie każdy ruch w modzie wywołuje kontrreakcję? „Skromnej modzie raczej nie grozi ostry sprzeciw", mówi Heyman. „Słyszę to pytanie od co najmniej trzech lat, od momentu, w którym Céline wprowadziło midi. Moim zdaniem ten trend szybko nie przeminie".

Źródłem konfliktu w związku świata wielkiej mody i ortodoksyjnych strojów, jest inny rodzaj nobliwych ubrań, chodzi o te zaprojektowana dla muzułmanek. Ostatnio projektanci (od Dolce & Gabbana po H&MUniqlo) wprowadzili linie z abajami (długimi sukienkami) lub zatrudnili do kampanii modelki w hidżabach. Te starania spotkały się w większości z aprobatą, ale pojawiły się też przykre islamofobiczne głosy. „Twórcy nie powinni mieć nic wspólnego z muzułmańską modą", powiedział we francuskim radiu współzałożyciel Yves Saint Laurent, Pierre Bergé. Do dyskusji na temat muzułmańskiej mody wkradają się kwestie polityczne, które nie dotyczą ortodoksyjnych żydowskich strojów.

Zarówno Mimu Maxi, jak i The Frock przyznają, że znaczną część ich klientek stanowią muzułmanki. „Uważamy, że nasza marka łączy żydówki, muzułmanki i chrześcijanki — wszystkie kobiety, które chcą ubierać się skromnie", powiedziała Hecht o Mimu Maxi.

Dodała też, że niektórzy klienci „zareagowali bardzo ekspresyjnie" na zdjęcie Summer Albarcha, muzułmańskiej blogerki, w jednej ze spódnic marki w 2014 roku. Był to napięty okres w relacjach między Izraelem a Palestyną. Mimo to, dziewczyny nie skasowały zdjęcia.

Zdjęcie: The Frock

Polonsky z The Frock mówi, że muzułmanki i żydówki mają wspólne cele. „Ja noszę perukę, ona chustę na głowie. Obie pocimy się w nich latem", żartuje.

Nawet jeśli w polityce i mediach nie porusza się tak otwarcie tematu ubiorów ortodoksyjnych kobiet, to ludzie i tak często je osądzają, podobnie jak w przypadku każdej innej kobiety na świecie.

„Gdy ktoś mówi, że skromne kobiety są uciskane, właściwie mówi, że żeby być wolnym, trzeba pokazywać dużo ciała, co moim zdaniem dopiero byłoby uciskiem", mówi Hecht. Dodaje też, że razem ze współzałożycielką marki, Mushky Notik, same decydują się ubierać w ten sposób. „Ludzie zakładają, że w ogóle nie mamy wyboru. To obraźliwe".

Paradoksalnie, nadciągające lato jest jednocześnie najtrudniejszym okresem dla kobiet próbujących zakrywać ciało oraz szczytem sezonu w markach sprzedających taką odzież. Łatwo jest ubrać się warstwowo w luźne, długie rzeczy w inne pory roku. Latem umiejętne zakrywanie obojczyków, kolan lub łydek i łokci staje się wyzwaniem — w końcu grozi przegrzanie.

Działalność Mimu Maxi rozpoczęła się latem, bo założycielki nie mogły znaleźć żadnych ubrań dla siebie w sklepach. Dlatego to wyzwanie sprawia im przyjemność. Zarówno one, jak i dziewczyny z The Frock, skupiają się na lekkich sukienkach z przewiewnych materiałów. Siostrom Polonsky i Chanin, lato kojarzy się z dorastaniem w Sydney, gdzie ubieranie się było udręką. Teraz jednak cenią sobie skromny styl, również podczas upałów.

Polonsky ma nadzieję, że jej projekty zachęcą więcej młodych, ortodoksyjnych dziewczyn do zainteresowania się nobliwym stylem. „Chcę, żeby zrozumiały, że jesteśmy trochę inne, ale możemy wyglądać równie dobrze, jak inne dziewczyny na ulicy".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Krithika Varagur
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Islam
judaizm
opinie
hidżab
chusta
muzułmanki
chaya chanin
mimi hecht
mimu maxi
mushky notik
simi polonsky
the frock
abaja