groteskowy świat pełen nieudaczników

Przewodnik po filmach Todda Solondza.

tekst Oliver Lunn
|
10 Czerwiec 2016, 1:10pm

Każdy reżyser ma swoją ulubioną czcionkę, która staje się jego znakiem rozpoznawczym, prawda? Woody Allen ma Windsor, Wes Anderson Futurę. Todd Solondz, okrzyknięty kiedyś mianem „poety beznadziei z New Jersey" też ma ulubioną czcionkę z barokowymi zawijaskami, ale nie znam jej nazwy. To nie jedyna cecha rozpoznawcza jego dzieł. 56-letni Solondz kręci komedie, które badają ciemną stronę amerykańskich przedmieść i skupiają się na mieszkających tam nieporadnych, nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie dziwaków. Seans filmu „Witaj w domku dla lalek" albo „Happiness" przypomina wizytę w mieście, w którym wodę zatruto jakimś narkotykiem, wywołującym smutek.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Solondz dorastał na sennych przedmieściach New Jersey i sam jest nieco ekscentryczny: podczas wywiadów zachowuje dziwną, śmiertelną powagę, a do tego wygląda jak cierpiący na chroniczną depresję brat Paula Giamattiego z „Opowiadania". Jego najnowszy film, „Wiener-Dog", nie opowiada o podobnych tematach, jak jego wcześniejsze filmy — gwałt, pedofilia i samobójstwa — ale jego bohaterowie są równie osobliwi. A zwłaszcza tytułowy pies, który łączy kilka historii i grup ludzi. Wpływa także na nieco obrzydliwy moment kulminacyjny. Sami rozpoznacie, która to scena — to kwintesencja stylu Solondza. „Wiener-Dog" wyświetlano w tym tygodniu na festiwalu Sundance London. Z tej okazji stworzyliśmy listę rzeczy, związanych z niepokojącymi i zabawnymi filmami Todda Solondza, które po prostu wypada wiedzieć.

Uwielbia smutnych nieudaczników
Włączcie byle który film Todda, a spotkacie całą plejadę posępnych postaci: mizantropijne wyrzutki, smutnych nieudaczników i ofiary losu z przedmieść. Najbardziej imponująca ekipa żałosnych oferm pojawia się, o ironio, w filmie „Happiness" z 1998 roku. Znajdziecie tu bohatera, w którego wciela się Philip Seymour Hoffman — sfrustrowanego niechluja, który mówi sprośne rzeczy i masturbuje się, rozmawiając przez telefon z sąsiadką, ale jest spłoszony przy ich każdym spotkaniu na żywo. Poznacie też Joy, samotną operatorkę telesprzedaży, którą wykorzystuje obiekt jej westchnień. Za to w jego przełomowym filmie „Witaj w domku dla lalek" główną bohaterką jest Dawn Wiener, która jest gnębiona w szkole, a „lesba" i „parówa" to tylko niektóre wyzwiska, które słyszy. W końcu pyta pewną dziewczynę: „Dlaczego mnie nienawidzisz?". Odpowiedź brzmi: „Bo jesteś brzydka". Oto szkolne zasady w pigułce.

Ma bardzo mroczne poczucie humoru
Solondz specjalizuje się w wyjątkowym rodzaju komedii: tym popieprzonym. Chociaż jego filmy borykają się z trudnymi tematami, takimi jak samobójstwo („Palindromy"), gwałt („Witaj w domku dla lalek") i wykorzystywanie seksualne dzieci („Happiness"), potrafią też rozbawić. To wymaga ogromnej pewności siebie. Kto inny chciałby was rozśmieszać filmem o groteskowym pedofilu, który gwałci 11-letniego syna swojego przyjaciela? Nic dziwnego, że pierwotny dystrybutor ostatecznie odstąpił od umowy. Solondz w filmie „Opowiadanie" z 2001 roku dalej wywoływał kłopotliwy śmiech. Pokojówka z Salwadoru postanawia się zemścić na rodzinie, która ją zwolniła, zakradając się do ich domu na przedmieściach nocą i odkręcając gaz. Jest równie niepokojący, co poważny. U Solondza komediowe wątki stoją na równi ze smutkiem i niepokojem.

Tworzy satyrę życia na przedmieściach
Filmy Solondza są jak buldożer, który miażdży białe płotki na trawnikach przedmieść. Obnażają niewygodną prawdę, pokazują dysfunkcyjne rodziny, rozbite małżeństwa, zepsute bachory i konfrontują z nimi widzów. Weźmy na przykład pedofila z „Happiness". Marzy o spacerze w parku w słoneczny dzień z karabinem w ręku, w czasie którego beztrosko strzela do przypadkowych przechodniów. Jest pokręcony i przekracza granice. Pokazuje, że w niuansach, sztuczności i fałszu życia na przedmieściach kryje się coś wstrętnego. W „Opowiadaniu" jeden z bohaterów mówi, że jego film jest „socjologicznym badaniem następstw strzelaniny w szkole Columbine". Jak Davida Lyncha w czasach „Blue Velvet", Solondza interesuje ciemna strona przedmieść, prawdziwe życie uwięzionych tam dzieciaków z klasy średniej i sposób, w jaki ten mrok w końcu wypływa na wierzch. Pokazując nam liczne wady swoich postaci, sprawia, że są bardziej ludzkie i przypomina o rzeczywistości kryjącej się za idealnymi trawnikami i pastelowymi fasadami domów.

Jego filmy pokazują niezdarne interakcje między kobietami i mężczyznami
„Czarny koń" zaczyna się od sceny, która sprawi, że poczujecie się niezręcznie i zaczniecie się wiercić w fotelu. Mężczyzna i kobieta siedzą sami przy stoliku w czasie wesela. Nie znają się, więc koleś próbuje zagadać: „Ja nie tańczę, to nie w moim stylu". Kobieta zerka na niego i kiwa głową, a potem zapada cisza, podczas której dziewczyna odwraca się od zalotnika i patrzy w dal. Ałć. Postaci nieprzystosowane do życia w społeczeństwie wypełniają filmy Solondza. Widzowie liczą, że w którymś momencie okażą się idealną parą, ale ten moment nigdy nie następuje. Komunikacja idzie im beznadziejnie, rozmowy się nie kleją — są skazani na porażkę. Od podobnie zawstydzającej rozmowy przy stole zaczyna się „Happiness", tu jednak kobieta porzuca mężczyznę. Jeśli kiedykolwiek musieliście z kimś zerwać i było wam przykro, że zawodzicie drugą osobę, to cieszcie się, że nie natrafiliście na taką ripostę, jak bohaterka tego filmu. „Myślisz, że jestem żałosny? Że jestem kujonem, tłuściochem? Myślisz, że jestem nikim? Cóż, mylisz się, bo ja jestem jak szampan, a ty jesteś do dupy. To ty, a nie ja, będziesz nikim, aż do dnia, w którym umrzesz".

Dzieciaki z klasy średniej, które zdecydowanie zbyt dużo mówią, pojawiają się w jego filmach baaardzo często
Oprócz żałosnych samotników, w jego filmach często pojawiają się też jęczące dzieciaki, które są zbyt rozgadane. To między innymi trzymający się zasad chłopak z katolickiego obozu w „Palindromach" albo ten obcięty od garnka, któremu gęba się nie zamyka w „Życie z wojną w tle". Zwróćcie też uwagę na bachora, przez którego rodzice zwalniają pokojówkę w „Opowiadaniu" oraz młodszą siostrę Dawn Wiener, która zawsze jest wystrojona jak baletnica w „Witaj w domku dla lalek". Wszystkie mówią tym samym, piszczącym głosem, są zadowolone z siebie i pełne energii. Zupełnie jakby Solondz chciał nam pokazać najgorsze owoce przedmieść: całe pokolenia zadufanych w sobie małych gnojków, oderwanych od rzeczywistości. Z drugiej strony sprawia jednak, że chcemy je oglądać, wywołuje w nas tę dziwną, nieodpartą chęć obserwowania ich losów.

5 filmów, które koniecznie trzeba zobaczyć:
„Witaj w domku dla lalek"
„Happiness"
„Opowiadanie"
„Życie z wojną w tle"
„Wiener-Dog"

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Oliver Lunn
Zdjęcie Kadr z „Witaj w domku dla lalek"
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
happiness
Kultura
Todd Solondz
opowiadanie
reżyser
przedmieście
nieudacznik
wiener-dog
witaj w domku dla lalek
życie z wojną w tle