wolfgang tillmans fotografuje rosyjski queer

W zeszłym, roku, niemiecki fotograf Wolfgang Tillmans udał się do Rosji, aby spotkać się z przedstawicielami społeczności LGBT w Petersburgu – inspirującą grupą młodych ludzi, którzy ryzykują co najmniej utratę pracy, aby promować zmiany. Udało mu się...

tekst i-D Staff
|
12 Maj 2015, 4:30pm

Od roku 2006, Rosja Władimira Putina sukcesywnie ogranicza prawa osób LGBT, więc gdy Wolfgang Tillmans znalazł się w Rosji zeszłego roku na wystawie Manifesta 10 w Petersburgu - starej, barokowej stolicy Rosji, to wiedział, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

Petersburg stanowił zawsze jedną z bardziej liberalnych enklaw na terenie Rosji, ale to tutaj właśnie wykiełkowały homofobiczne prawa, które rozprzestrzeniły się na zewnątrz. Major miasta powiedział między innymi: „Mogą sobie robić co chcą, w swoich domach, w specjalnych spelunkach tzw. klubach gejowskich. Ale na pewno nie mogą tego robić na ulicach."

„Musiałem znaleźć sposób, aby jakoś to skomentować", tłumaczy Wolfgang, „dałem dwa zdjęcia brzydkich kościołów ortodoksyjnych, dopiero co wybudowanych przez rząd. Sfotografowałem też szum telewizyjny w moim pokoju w Petersburgu jako symbol cenzury i potencjalnej utraty połączenia. Zdjęcia te stały się jednymi z głównych punktów wystawy".

Tillmans zamierzał udać się za swojego pobytu na festiwal równości w Petersburgu, niestety to również wpadło w szpony rosyjskiego rządu. Prawo federalne, zabraniające „promowania homoseksualizmu wśród młodszych", stało się skuteczną przykrywką do wszelkich przejawów homofobii, argumentem policji do atakowania protestujących, zachęcania do samosądów i linczów publicznych, a także do przerwania demonstracji i wydarzeń równościowych. „Miałem wyrzuty sumienia, że nie udało mi się nawiązać kontaktu ze społecznością podczas Manifesty", mówi, „więc skontaktowałem się z Amnesty International, aby umówić sesję zdjęciową, spotkać się i porozmawiać z tymi ludźmi".

„Oni nie są wybitnymi przedstawicielami ruchu, to po prostu zwykli ludzie, którzy dali się sfotografować", podkreśla Tillmans. „Żadne z nich nie miało na koncie heroicznej ulicznej bójki ani nic takiego. Na zachodzie tego typu aktywizm zawsze postrzega się przez pryzmat heroizmu i przewrotu. Kiedy po raz pierwszy zainteresowałem się aktywizmem w Niemczech i Wielkiej Brytanii, zawsze przewijał się element stylu, ale co interesujące, w otoczeniu gdzie istnieje realne zagrożenie, aktywiści nie mogą zwracać uwagi na estetykę samej walki w słusznej sprawie, tylko raczej skupić się na samej walce."

Zdjęcia będące owocem projektunie zdradzają cienia strachu przed życiem w ukryciu (bo ujawnić się raczej nie można). Marsze równości nieustannie pozostają obiektem ataku chuliganów i opryszków, a aktywistów z Petersburga nie raz już postrzelono, a nawet zabito. W zeszłym roku miało miejsce ponad 300 ataków o podłożu homofobicznym, zarejestrowanych przez organizację Human Rights Watch, a co najsmutniejsze, poskutkowało to jedynie garstką oskarżeń. Fotografie te obrazują cichą nadzieję, a także determinację, by zmieniać świat na lepszy i poświęcenie, by robić to, co słuszne.

„Uważam to za godne podziwu, że [oni] robią to, co robią, w świetle realnego zagrożenia, ponieważ ja nigdy nie byłem w podobnej sytuacji", mówi Tillmans. „Całe moje życie byłem zaangażowany w polityczny i kulturowy kontekst, który staje się coraz bardziej liberalny. Myślę, że chciałem się sam przekonać, jak to jest żyć w podobnej sytuacji. Gdy spotykasz i rozmawiasz z ludźmi, wszystko przestaje być po prostu czarno-białe. Słyszysz te wszystkie straszne historie, ale zawsze jest też nadzieja. To, co się dzieje jest okropne, ale z kolei tam, gdzie są ludzie, jest też nadzieja. Chciałbym, aby moja fotografia niosła za sobą głos nadziei i solidarności."

Wolfgang Tillmans: Homoseksualizm został w Rosji zdepenalizowany w roku 1993, wiek zgody to 16 lat, a zmiana płci jest legalna od 1997 roku. Mimo to, dyskryminacja nie jest karalna, a mowa nienawiści wciąż się szerzy. To przecież nie ma żadnego sensu?

Ruslan Savolainen: Propaganda w Rosji głosi, że środowisko LGBT to coś obcego dla Rosjan i rosyjskich wartości. Wierzy się, że to przyszło z Zachodu, co oznacza, że dyktowane są nam wartości Europejskie. To stanowisko, że „to jest obce Rosji" jest ulubionym argumentem rządu i mediów.

Dmitry Musolin:Wielu z nas próbuje zrozumieć, skąd w Rosji tyle homofobii. Niektórzy twierdzą, że to ma podłoże w historii, ponieważ homoseksualizm wśród mężczyzn był zabroniony przez 60 lat za ZSRR. Co prawda wśród kobiet akurat nie, ale to nie ma znaczenia, bo ludzie nie są w stanie różnicować. W ich głowach to nadal jest coś złego, [nadal widzą to jako coś] karalnego. Co więcej, Rosyjski Kościół Prawosławny jest bardzo homofobiczny i konserwatywny, a teraz, w czasach postradzieckich, chce odgrywać jeszcze większą rolę w społeczeństwie i dodatkowo ma duże poparcie ze strony rządu. Rząd czegoś potrzebuje - tak jak na przykład ideologii - a kościół akurat ma coś do zaoferowania.

Ivan Surok:Są dwa czynniki: fakt, że trzeba było wykreować obraz wroga, aby odwrócić uwagę ludzi od innych problemów oraz wrodzona homofobia Rosjan.

Dmitry Musolin:Łatwiej jest manipulować ludźmi, gdy ma się wroga, więc raz na jakiś czas rząd oraz propaganda sugerują, że jest nim Ameryka lub Europa, a ideę, że Unia Europejska to potężny wróg Rosji, prężnie napędzają rządowe media. Bardzo ważną kwestią jest również posiadanie wroga miejscowego, wewnątrz kraju, zadecydowano więc, że świetnie nadadzą się geje, bo wielu ludzi nadal twierdzi, że homoseksualizm jest karalny.

Manifestacje równościowe zostały w Rosji zabronione, a wszelkie próby zgromadzeń prawie zawsze spotykają się z przemocą ze strony konserwatywnych ugrupowań religijnych czy neonazistowskich, podczas gdy policja zajmuje się aresztowaniami manifestantów LGBT. Jakie są wasze doświadczenia z tym związane?

Olga Panova:W zeszłym roku na Paradzie Równości [w Petersburgu] nie było zbyt wielu aktywistów, ale za to pojawiło się mnóstwo homofobów, rzucających jajkami i kamieniami. Mimo że byli bardzo agresywni, to policja nie zrobiła nic, aresztowani natomiast zostali wszyscy uczestnicy marszu. To był mój pierwszy raz na komisariacie i o ile to było dla mnie interesujące, dosyć zabawne doświadczenie, to na pewno było też niesprawiedliwe. Ja tylko wyszłam, żeby powiedzieć, że też istnieję i że moi przyjaciele nie powinni być zabijani za to, że kochają osoby tej samej płci. Ktoś rzucił we mnie kamieniem, zranił mnie, ale nie został aresztowany przez policję. To nie jest sprawiedliwość.

Daniel Grachev:Gdy idziesz na demonstrację zabronioną przez policję, na miejscu widzisz policję i się zastanawiasz, czy cię aresztują, czy nie. Z kolei nie możesz po prostu sobie odejść, wiesz, że jesteś gotów spędzić noc na policji i iść do sądu. To najgorszy czas na bycie aktywistą w tym kraju, ale za aktywizmem LGBT kryje się nadzieja na zmiany. Jestem w to zaangażowany już od dwóch lat i dostaję listy, w których ludzie piszą: „Dziękuję, że walczysz o nasze prawa, bo ktoś musi, a ty przywracasz nadzieję, że może nie wszystko jeszcze stracone".

Olga Panova:Może to nie zmieni polityki jakoś diametralnie, ale mam nadzieję, że choćby pojawianie się na tych ulicach sprawi, że może ludzie zaczną się bardziej interesować osobami LGBT, zaczną myśleć, czytać, może zmienią zdanie...Widzą, że istnieję, że nie jestem tylko kimś, o kim się czyta w internecie czy ogląda w TV, ale naprawdę żyję i właśnie tu stoję.

Elena Leontieva:Aktywizm LGBT sprawia, że czuję, że robię coś dobrego i że świat staje się przez to piękniejszy.

Daniel Grachev:Nic poważnego jeszcze mi się nie przytrafiło, ale wielokrotnie byłem atakowany przez chuliganów na demonstracjach ulicznych. Przez jakiś czas cierpiałem na zespół stresu pourazowego - bałem się każdego kibica czy każdego kolesia z łysą głową. Nigdy nie wiesz, kogo sobie rząd wybierze za kozła ofiarnego. Na przykład, ci ludzie, którzy poszli do więzienia [za protesty na placu Błotnym w Moskwie w 2012 roku] byli wybrani losowo, tylko po to, aby posłużyć za przykład, nastraszyć ludzi, że to „zły" pomysł, brać udział w demonstracjach.

Dmitry Musolin:Istnieje ogromna presja ze środowisk konserwatywnych, a rząd popiera ruch konserwatywny. Trzeba mieć naprawdę dużo odwagi, aby otwarcie opowiadać się za prawami środowisk LGBT, a już zwłaszcza będąc osobą publiczną.

Ruslan Savolainen:Ja się boję każdego dnia.

W Rosji publiczny coming out oznacza utratę pracy albo przemoc fizyczną. Jak to wpłynęło na sposób, w jaki rozmawiasz o swojej seksualności?

Artyom Stadnik:Wśród bliskich znajomych, jestem oficjalnie „ujawniony". Wie też moja mama i akceptuje to, ale totalny coming out w tym kraju jest po prostu niebezpieczny.

Dmitry Musolin:W moim biurze nie wisi tęczowa flaga, ale gdy ludzie pytają, to im mówię. Nie kłamię. Pracuje na uniwersytecie, gdzie większość starszych pracowników prawdopodobnie o tym nie wie, ale młodsza kadra czy doktoranci mogą bez problemu dowiedzieć się, kim jestem, choćby po postach z Facebooka.

Svetlana Zakharova:W moim środowisku ludzie są mi serdeczni, nie sądzę, abym straciła jakichś znajomych przez moją orientację. Spotykam się czasami z agresją, ale tak samo jest w przypadku imigrantów czy kobiet w Rosji, my nie jesteśmy jedyną grupą.

Aktywiści LGBT na Zachodzie próbowali naświetlić pogarszającą się sytuację w Rosji, ale krajowi politycy uznali, iż zagraniczne demonstracje są niczym innym, jak przejawem antyrosyjskich uprzedzeń. Jak się z tym czujecie?

Daniel Grachev:Wsparcie z zagranicy bardzo się liczy. Bardzo odczuwalne było zwłaszcza podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi, gdy przyjechało wielu dziennikarzy, aby przedstawić sytuację praw gejów.

Dmitry Musolin:Takie poparcie jest bardzo ważne. Wiele osób, także ze środowiska LGBT, twierdzi, że protesty tylko pogarszają sytuację. Ja się z tym nie zgadzam. Ważne jest, aby czuć, że nie jesteśmy całkiem sami, że ludzie podzielają nasze zdanie i popierają nasze działania. Gdyby nie było żadnych głosów z zewnątrz, sytuacja prawdopodobnie byłaby jeszcze gorsza.

Daniel Grachev:Fotografia to bardzo silne narzędzie w wywieraniu wpływu na ludziach, ponieważ pozwala im zobaczyć na własne oczy, co tak naprawdę się dzieje: jak na przykład moi znajomi ­- cali pobici i zakrwawieni, czy ja, aresztowany przez policję. Igrzyska w Soczi, zdjęcia z marszów LGBT, antyrosyjskie i antyputinowskie nastroje w Europie - wszystko to wzbudziło szczególne zainteresowanie europejskich mediów rosyjską społecznością LGBT. Należy zdać sobie sprawę, że są ludzie, którzy nas popierają, jak Front Line Defenders czy Amnesty International, którzy znajdują pieniądze na nasze działania i nawet zapewniają nam ochronę, na przykład, gdy potrzebujemy schronienia w europejskim państwie.

Ivan Surok:Na pewno dobrze, że głośno deklarują solidarność z Rosją, ale mnie, jako pojedynczej jednostce, nie pomogło to w żaden sposób.

Liczba Rosjan ze środowiska LGBT szukających azylu w zachodnich krajach znacznie wzrosła w ostatnich latach. Czy to cię dotknęło osobiście?

Daniel Grachev:Wielu z moich znajomych wyjechało, bo zostanie było zbyt ryzykowne. Dmitry Chizhevsky, który został postrzelony i stracił oko, Natalya Tsymbalova, koordynatorka organizacji Straight Alliance for LGBT Equality, Dmitry Chunosov z Woroneża i Pavel Lebedev - aktywista LGBT, który wyjechał zaraz po demonstracjach na placu Błotnym w Moskwie, ponieważ walczył z policją i mógł paść ofiarą sprawy karnej.

Olga Panova:Bardzo bym chciała wyjechać z Rosji, ale nie chcę z kolei przegapić rewolucji. Co, jeśli wybuchnie akurat jak wyjadę? To byłoby smutne, bo chcę być jej częścią.

Zajęło dekady prowadzenia kampanii, by wygrać prawa LGBT w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale aktywiści z Rosji obawiają się, że u nich potrwa to dużo dłużej. Czy myślicie, że jesteście blisko celu?

Ivan Surok:Wydaje mi się, że z tego nie wyjdzie nic dobrego. Pod obecnymi rządami, mówiącymi głosem homofobii, nic się na lepsze nie zmieni. Wróg wewnętrzny nadal jest potrzeby, a obecny rząd podobno ludzi w miarę zadowala.

Daniel Grachev:Społeczność cywilna w Rosji jest bardzo słaba. Istnieją dobre organizacje, ale zbyt niewielu ludzi, którzy wierzą, że coś da się zrobić. Dlatego wydaje mi się, że to dopiero się może zmienić po decyzjach politycznych na skalę globalną. Ale nie nastawiam się zbyt optymistycznie, bo nie wiemy kiedy jego [Putina] prezydentura dobiegnie końca.

Elena Leontieva:Sytuacja staje się coraz gorsza, ale robimy, co w naszej mocy. Daje nam to dużo siły, by iść naprzód i czuć się równymi. Ale w obecnym czasie walka z rządem jest po prostu niebezpieczna.

Ruslan Savolainen:Europa pokonała bardzo długą drogę, aby dojść do punktu, gdzie znajduje się dziś. Tak samo było w przypadku Ameryki. To nie może się zdarzyć w rok, czy dwa. To wymaga ogromnego wysiłku.

Svetlana Zakharova:Ja akurat naprawdę wierzę, że może się zmienić, w przeciwnym razie to wszystko nie ma sensu. Zdaje sobie sprawę, że to się nie stanie prędko, ale nie sądzę, żeby zawsze już było tak, jak jest teraz.

Zobacz jak wyglądał świat młodych ludzi na Ukrainie.

Kredyty


Zdjęcia i rozmowa: Wolfgang Tillmans
Wstęp: Felix Petty
Redakcja wywiadów: Matthew Collin
Tłumaczenie: Zuza Bień
Specjalne podziękowania dla Frauke Nelissen, Vasilisa Grebenshchikova, Matthew Collin i Amnesty International.