„cześć tereska” to wciąż aktualny film o trudnym dojrzewaniu i przemocy seksualnej

Aktorki z zakładu poprawczego zagrały same siebie: wychowane na blokowisku „dresiary” – co nie znaczyło wówczas niczego pozytywnego

|
14 Grudzień 2017, 4:12pm

kadr z filmu „Cześć Tereska”

Jesienią 2001 r. nikt nie myślał o dresiarzach w pozytywnym świetle. Ortalionowa kurta była czymś więcej niż fajną stylizacją na Wixapol, symbolem wschodnioeuropejskiego sznytu, romantycznym wyobrażeniem studentów ASP. Prawdziwi dresiarze chodzili po ulicach, patrzyli spode łba, wiele razy zaskakiwali niesprowokowaną agresją – baliśmy się ich, śmialiśmy się z nich, nie rozumieliśmy ich, nie chcieliśmy zrozumieć. I wtedy pojawił się film „Cześć Tereska”.

Co prawda „Cześć Tereska” nie oswajała jeszcze fenomenu dresiarstwa jako popkulturowej ciekawostki, ale była bodaj pierwszym polskim filmem, który próbował pochylić się nad młodymi ludźmi, którzy nie korzystali z możliwości, jakie – w powszechnym rozumieniu – dał upadek komunizmu i wolnorynkowe przemiany. „Wystarczy tylko chcieć, wystarczy być przedsiębiorczym” – brzmiała mantra nowego systemu, ale wychowani już w nowej Polsce, nieobarczeni PRL-owską „roszczeniowością” dresiarze zakłócali jej uspokajający rytm. Dlaczego wybierali „patologię”, dlaczego nie dążyli do lepszego życia?

kadr z filmu „Cześć Tereska”

Symboliczna był tu fakt, że wybrane na castingu w poprawczaku młode dziewczyny, które miały okazję rozwijać karierę filmową, odrzuciły tę szansę. Kiedy film doczekał się nagród w Polsce i za granicą, pierwszoplanowe aktorki dostały zaproszenie do Hollywood – z którego nie skorzystały. Wolały zostać w rodzinnych Pabianicach, niewielkim mieści dającym niewielkie perspektywy. Jedna z nich zaszła w ciążę jako nastolatka, druga trafiła do więzienia. „Myślałem, że ten film jej pomoże, że ona zobaczy, że istnieje inny świat” – mówił reżyser Robert Gliński. Jednak okazało się, że sama możliwość wydostania się ze swojej sytuacji to nie wszystko.

Dalsza część tekstu zawiera drobne spoilery

Tytułowa Tereska, nastolatka z warszawskiego blokowiska, też ma możliwości. Rodzice, chociaż ubodzy, chcą dla niej lepszego życia – Tereska chodzi na zajęcia chóru, matka załatwia jej miejsce w szkole krawieckiej, aby mogła realizować swoją miłość do mody i projektowania ubrań. Jednak Tereska, samotna i zagubiona, choć jednocześnie rezolutna i bystra, zaprzyjaźnia się z silniejszą i bardziej niezależną Renatą. Renata zabiera bohaterkę na lody, częstuje papierosami, zachęca do bliższych kontaktów z osiedlowymi chłopakami. To dla nie niej ciekawszy wzorzec, niż rodzice, których praca ledwo wystarcza na podstawowe potrzeby, a kłótnie podlewane alkoholem stanowią powód do wstydu.

kadr z filmu „Cześć Tereska”

Tereska zaczyna lekceważyć szkołę, ucieka z zajęć chóru. Widzimy w niej konflikt – z jednej strony wartości wyniesione z domu nie pozwalają na poddanie się autodestrukcyjnym zachowaniom z taką łatwością, jak czyni to Renata, z drugiej, w momentach kryzysu, wartości te ulegają zbrukaniu. Kiedy dowiaduje się, że nie wystarczy jej pieniędzy na zakup materiałów na zajęcia, dołącza do Renaty w okradaniu szkolnych szafek. Kiedy ojciec w pijackim amoku demoluje windę w bloku, ona ucieka z domu. W końcu namawia jednego z chłopaków, żeby pobił niewinnego mężczyznę, którego oskarża o gwałt. Ląduje na komisariacie.

Nie ma tu jednoznacznie pozytywnych bohaterów, nie ma poczucia, że coś może się zmienić. Policjant na komisariacie ewidentnie nie wierzy dziewczynie, przyjmując zeznanie z ustami żującymi kanapkę i brutalnie zadając pytania o szczegóły napaści. Edzio, niepełnosprawny opiekun z dzieciństwa, okazuje się mieć ukryte seksualne zamiary. W końcu także przyjaźń Renaty okazuje się fałszywa. Ojciec traci pracę, pije tanie wina pod sklepem. Do Tereski czujemy współczucie, ale zarazem antypatię.

kadr z filmu „Cześć Tereska”

Ona sama chciałaby, żeby było lepiej. Kiedy rzeczywiście pada ofiarą gwałtu w domu kolegi, opowiada później Renacie, że bardzo jej się podobało (choć na ekranie widzimy coś zupełnie innego). W kolejnej sytuacji opowiada historię, że jej napastnik dał jej kwiaty i poprosił o rękę. Jej życie ulega stopniowemu rozpadowi. „Dlaczego chcesz żyć tak jak my?” – pyta zrozpaczona matka, ale pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Bardzo trudno jest żyć życiem innym, niż to które się zna i które się dostało. Bardzo łatwo nam o tym zapomnieć i w stosunku do Teresek okazywać pogardę i protekcjonalny stosunek. Bo „przecież wystarczy tylko chcieć”. Przecież mogła pilnie się uczyć, a nie chodzić na wino. Łatwo tak mówić i udawać, że samemu nie popełnia się błędów.

Teresek jest oczywiście więcej, a sam mechanizm powtarza się i reprodukuje, o czym dobitnie przypomina nam reżyser. W pierwszych scenach filmu widzimy bohaterkę podczas sakramentu pierwszej komunii – pod koniec ona sama obserwuje młode dziewczynki, które się do niej przygotowują. Czy ich życie będzie lepsze? Czy jednak zaczną popełniać takie same błędy? A może błąd leży jednak gdzie indziej i żadne jednostkowe starania mu nie zapobiegną? Odpowiedzi nie ma. Zostajemy z pustką i brakiem nadziei, ale też rozumiejąc lepiej, dlaczego dresiarskość, bieda i przemoc to sprawy nie tak oczywiste, jak wydają się nie pierwszy rzut oka.

Sprawdź też: